fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Taneczny plan zniszczenia świata

materiały prasowe
Początek „Emy", najnowszego dzieła Pablo Larraína, jest imponujący od początkowych ujęć. Piękno zniszczenia podbite niepewnością sprawia, że nie wiadomo, co nastąpi w ciągu następnych minut. W pierwszej scenie rozgrywającej się na ulicy Valparaiso w Chile płoną samochody wraz z sygnalizacją świetlną. Czy to zwiastun rewolucji, zamieszek, a może zwykły pożar? Okazuje się, że to sprawa filmowej bohaterki (może raczej antybohaterki), tytułowej Emy, w którą wciela się Mariana Di Girolamo. Ema, jak mówi, chętnie „podpaliłaby deszcz". Jest nieuchwytna jak płomień i uwodzicielska – faktycznie, dosłownie roznieca ogień wszędzie tam, gdzie się pojawia.

Bunt i taniec to dla Emy całe życie – dla nich jest gotowa poświęcić dosłownie wszystko. Ofiarami pasji padają jej najbliżsi. Dziewczyna bowiem dąży do ponownego spotkania z jej adoptowanym synem, Polo, młodym wenezuelskim chłopcem, przygarniętym przez nią i jej partnera, choreografa Gastona (Gael García Bernal). Narcystyczni, poświęceni pracy artystycznej ludzie są dalecy od ideału rodzicielstwa. Chłopca oddano do adopcji, po tym jak podpalił twarz siostry swej przybranej matki. Decyzja Emy o odzyskaniu Polo nie jest kierowana prawdziwym uczuciem do syna, ale raczej próbą dowiedzenia tym, którzy oskarżają ją o bycie złą matką, że nie mają słuszności. Za sprawą swej charyzmy tworzy swoistą sieć, w którą łapie kolejnych zafascynowanych jej spontanicznością ludzi.

Pablo Larraín znany jest m.in. z filmu „El Club" rozgrywającego się na odludziu, gdzie izolowani są występni księża, a także z „Jackie" prezentującego życie Jackie Kennedy bezpośr...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA