fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Słonimski, Iwaszkiewicz, Brandys... Urlop w koszu lub na grani

Antoni Słonimski kpił i prowokował, pisząc o literatach na urlopie. Ale chyba bywało miło wyrwać się z domu? (na zdjęciu od lewej Antoni Marianowicz, Słonimski, Maria Zenowicz-Brandys, Julia Hartwig i Artur Międzyrzecki w Domu Literatów w Oborach, 1959 r.)
EAST NEWS, Andrzej Szypowski
Po co literatom wakacje? Pytanie, wbrew pozorom, ważne. Jeśli przyjmiemy, że artyści potrafią odpowiedzieć na pytanie „jak żyć?", powinniśmy oczekiwać, że również na tym polu przynajmniej niektórzy wypracują pogłębioną refleksję. Gdzie zatem poszukiwali metafizycznych przeżyć, a gdzie zadowalali się zwykłym odpoczynkiem i plotkami z pensjonatu?

Antoni Słonimski w jednym z powojennych felietonów twierdził, że urlop jest przereklamowany. Dzielił się wrażeniami z pobytu w jednym z domów zdrojowych: „za oknem i za drzwiami ryczało radio, a ja zadumałem się gorzko i rozżaliłem nad sobą. Zamiast leżeć na madejowym łożu w małej klitce bez zasłon u okien i smażyć się we wrzasku radiowym, mógłbym teraz u siebie w domu, wypoczęty, w dużym czystym pokoju na materacu angielskim, po dobrym obiadku, bo pani Słonimska karmi mnie nie najgorzej, z telefonem pod bokiem i biblioteką, zaoszczędziwszy paręset złotych na slipingu i bilecie, zażywać w pełni rozkoszy domowych pieleszy". Dalej pisarz stwierdzał, że wyjazd na odpoczynek to typowe równanie w dół i zamiana na gorsze. I że znacznie lepiej siedzieć w domu.

Owszem, trochę prowokował. Poza tym przyznajmy, że zwłaszcza z dzisiejszej perspektywy peerelowski dom wczasowy nie porażał komfortem. Nie zmienia to faktu, że wbrew zaklęciom Słonimskiego...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA