fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Arkadiusz Marchewka, PO: Niby przykładni katolicy, a nie chcą uchodźców?

Fotorzepa, Darek Golik
Na całym świecie rosną nierówności. Właśnie z tego powodu PiS trafił do wielu Polaków programem 500+. Naszą propozycją był jednolity kontrakt na pracę, oni zaproponowali żywą gotówkę. Nie zlikwidujemy tego programu, ale chcemy go ulepszyć - mówi Arkadiusz Marchewka, poseł PO.

Plus Minus: Może sprawy, jakie bym wzniecił w moim życiu wszawym, gdyby Szczecin leżał bliżej Warszawy...

To tekst rapera Łony ze Szczecina. To prawda, nasze miasto leży dość daleko od stolicy. Jadąc samochodem, mamy do pokonania 560 kilometrów. Bliżej jest do dwóch innych europejskich stolic – Berlina i Pragi. Komunikacyjnie nie jest łatwo. Tym bardziej że PiS zabrał ostatnio szczecinianom jeden z pociągów, który wczesnym rankiem wyjeżdżał do Warszawy i wracał późnym wieczorem tego samego dnia.

Ach, ten PiS... Może Szczecin po prostu leży na uboczu Polski?

Za to jesteśmy w centrum Europy. Wiele ważnych dla współczesnej Polski wydarzeń miało miejsce w Szczecinie. Wydarzenia Grudnia '70, porozumienia sierpniowe w 1980 roku. To miasto przełomów. Jestem z tego pokolenia, które może być dumne z historii miasta i jego mieszkańców.

Brzmisz jak kandydat na prezydenta Szczecina. Będziesz startować?

Od początku mojej działalności publicznej pracuję dla Szczecina. Tu zdobyłem mandat poselski. Miałem 21 lat, gdy zostałem wybrany do rady osiedla, na którym mieszkałem. Potem byłem półtora kadencji w radzie miasta. Co przyniesie przyszłość? Rozmawiamy o różnych wariantach, ale decyzje nie zostały podjęte.

Ale coś już przecież na pewno wiadomo w sprawie kandydata PO na prezydenta Szczecina.

Czas biegnie nieubłaganie, więc musimy już przygotowywać się do przedstawiania naszych samorządowych propozycji. Czy będę startował? Dziś naprawdę nie znam odpowiedzi na to pytanie. Obecnie skupiam się na pracy w Sejmie. Teraz to dla mnie priorytet.

Skąd w ogóle wziąłeś się w Platformie?

Zaczynałem ponad dziesięć lat temu w stowarzyszeniu Młodzi Demokraci, którego zresztą jestem członkiem do dziś. Byłem na pierwszym roku studiów. Platforma jeszcze nie rządziła. Chciałem działać, a wiele osób z mojego otoczenia mówiło, że na politykę nikt z nas i tak nie ma wpływu, że i tak nic nie zmienimy. W sumie to już wtedy chciałem się tym zajmować i stawać się samodzielny. Dzień po maturze zacząłem dorywczo pracować.

Gdzie?

Typowa studencka pierwsza praca w restauracji.

Na umowie śmieciowej?

Tak. Nie było innej opcji.

To może coś trzeba z nimi wreszcie zrobić?

Ważne, żeby ta forma zatrudnienia nie była nadużywana przez pracodawców. Natomiast całkowite oskładkowanie umów studentów nie byłoby dla nich dobrym rozwiązaniem. W każdym razie byłem w Młodych Demokratach, studiowałem stosunki międzynarodowe i zarządzanie, jednocześnie pracowałem. W czasie studiów poszukiwałem miejsca, w którym mógłbym zrobić praktyki. Wtedy wiceprezydent Szczecina Tomasz Jarmoliński zaproponował mi bycie swoim asystentem. Rzuciłem dorywczą pracę i postanowiłem zdobywać u jego boku doświadczenie. Oczywiście bezpłatnie. Po latach stwierdzam, że była to jedna z najbardziej przyzwoitych osób, jakie spotkałem w polityce. Później pracowałem w samorządzie województwa z wicemarszałkiem i koordynowałem działania regionalnego klastra. Zaraz po studiach, w wieku 24 lat, zostałem wybrany do rady miasta. Zabiegałem o transparentność finansów i budżet obywatelski. Tak zaczynałem. Pięć lat później zostałem posłem, a wiele inspiracji do pracy parlamentarnej znalazłem podczas Leadership Academy for Poland prowadzonej przez prof. Cezarego Wójcika. W ubiegłym roku obroniłem też doktorat z ekonomii.

Dość gładko ci poszło.

Nic nie dostałem za darmo. W kampanii chodziłem od drzwi do drzwi. Ludzie otwierali i byli pozytywnie zaskoczeni, że do nich przychodzę, aby przekonać do oddania na mnie głosu. Obszedłem tysiące mieszkań, przeprowadziłem tysiące rozmów i ludzie mnie wybrali. Bezpośredni kontakt w działalności politycznej jest kluczowy. To był 2010 rok.

Społeczeństwo zaczęło się dzielić.

Tak, to było zaraz po katastrofie smoleńskiej. Niestety, te podziały są nadal widoczne. A wystarczy, żeby ci, którzy opowiadają bzdury o zamachach, przestali świadomie wprowadzać Polaków w błąd. Przyczyny katastrofy zostały wyjaśnione, ale to chyba nie czas, żeby ją rozpamiętywać.

Trudno nie rozpamiętywać, gdy w jednej trumnie znajdują się części różnych ciał.

To niezwykle przykra sprawa. Tym bardziej podłością jest wykorzystywanie cierpienia rodzin do celów politycznych. To był wielki dramat. Pamiętam, jak premier Kopacz mówiła o działaniach na miejscu katastrofy w Smoleńsku i przekopywaniu gruntu.

Przecież nikt nie przekopywał ziemi metr w dół.

Nie sądzę, by świadomie próbowano wprowadzić kogokolwiek w błąd.

Ja też nie. Ale jest jeszcze coś takiego, jak grzech zaniechania, brak profesjonalizmu i zbyt duże zaufanie do Rosjan.

Skala zniszczeń po takiej katastrofie...

Tylko czemu Kopacz mówiła, że przekopano ziemię na metr w głąb?

To był dramatyczny czas. Oczywiście, po upływie kilku lat od tamtych wydarzeń łatwo jest powiedzieć, że można było zrobić coś inaczej, lepiej. Widzimy jednak wyraźnie, że nie da się obronić tezy o zamachu, którą od lat politycy PiS wmawiają Polakom.

Wracając do Szczecina. Platforma w tym mieście ma twarz Sławomira Nitrasa, który jest raczej trudnym politykiem. Dogadujecie się?

Sławek jest jednym z bardziej wyrazistych polityków w obecnym Sejmie. Nie mamy powodów, aby się nie dogadywać. W końcu jesteśmy w jednej Platformie. Generalnie staram się nie konfliktować z ludźmi, tylko szukać porozumienia.

A to tak się da?

Stare przysłowie mówi, że dobra praca sama się obroni.

Ale nie w polityce.

Nigdy nie przykładałem większej uwagi do sporów na tle osobistym czy frakcyjnym. Staram się robić swoje. To, że jestem w Sejmie, jest wynikiem mojej pracy, dzięki której zdobyłem zaufanie wyborców.

Kandydata z takim nazwiskiem łatwo jest zapamiętać.

Kiedyś miałem obawy, że moje nazwisko może zostać obrócone w żart i nie będę traktowany poważnie. Bo jednak od polityka należy wymagać powagi. Ostatecznie nazwisko stało się atutem. Moje hasło wyborcze brzmiało: Marchewka zdrowy wybór. Częstowałem też mieszkańców świeżym sokiem, chodziłem po domach i dużo rozmawiałem. Dostałem od nich szansę i traktuję to jako poważne zobowiązanie. W polityce ważne jest dla mnie realne działanie, a nie polityczny teatr. Wyznaję zasadę, że należy raczej słuchać, niż mówić. Tego nauczyłem się w Szkole Liderów założonej przez prof. Zbigniewa Pełczyńskiego.

Ale bez tego nie da się przebić.

Nie jest łatwo. Kilka tygodni temu podczas konferencji mówiliśmy o tym, że rozpoczynamy proces tworzenia ustawy o młodzieży. Rozłożyliśmy założenia projektu na czynniki pierwsze. Wydawałoby się, że temat jest ważny, ale nikogo to nie interesowało. Wszyscy zaczęli pytać Grzegorza Schetynę o Smoleńsk. Myślę, że dzisiejsza polityka potrzebuje więcej rzeczowej treści, a mniej populizmu. Jak słyszę takie hasła, jak...

Trzynasta emerytura?

Pozwól, że spojrzę na politykę PiS w szerszym kontekście. Cechuje ją krótkowzroczność i brak uczciwego przekazu. Jeżeli w 2050 r. liczba Polaków zmniejszy się o 3 mln osób, a ludzi w wieku 65 plus będzie 5 mln więcej niż dziś, to należy przekonywać Polaków, by jak najdłużej pracowali, bo inaczej czekają ich minimalne świadczenia. Stąd zachęty takie jak 13. emerytura, aby zostawać dłużej na rynku pracy.

W sprawie uchodźców też zdarzyło się wam populistycznie popłynąć.

Jestem za tym, aby solidarnie, wraz z innymi krajami Unii pomagać bezbronnym ludziom, którzy uciekają przed śmiercią i głodem. To kwestia człowieczeństwa i elementarnej przyzwoitości.

Mówiłeś o emeryturach. PiS daje wybór.

Ale nie wszyscy kochają swoją pracę i będą chcieli dłużej pracować. A to oznacza, że 60 proc. moich rówieśników będzie otrzymywać głodową emeryturę. Zacząłeś wywiad od Łony. Jeden z moich ulubionych utworów tego artysty to „Nie słuchać przed 2050". Ten kawałek jest o tym, że w przyszłości na jego kolanach siedzi wnuk, żali się na różne problemy i pyta: gdzie wy byliście, kiedy jeszcze były szanse? Na co ten odpowiada: Widzisz, ludzie, nie wiedzieć czemu, pół wieku temu nie widzieli dzisiejszych problemów. O to właśnie chodzi: dzisiejsza polityka, szczególnie w kontekście emerytalnym, ucieka przed wyzwaniami. To kompletna krótkowzroczność.

A co robiła Platforma przez osiem lat, jak nie uciekała przed wyzwaniami? Jakie reformy przeprowadziła? Administrowanie państwem stało się waszą doktryną.

Uważam, że to był dobry czas dla Polski. Gdzieś czytałem, że za czasów PO polityka została odpolityczniona. Ludzie uznali, że drogi, orliki, szpitale same się wybudowały. A przecież stali za tym ludzie, którzy podejmowali te decyzje. Mam taką tabelkę (sięga po telefon).

Prawdziwy przyszły minister cyfryzacji.

Spójrz na te dane: poziom produktu krajowego na mieszkańca jako procent średniej Unii Europejskiej wynosił w 2007 r. 54 proc., a w 2015 r. już 70 proc. Płaca minimalna wzrosła w czasie naszych rządów o prawie 100 proc. Przeciętna płaca też.

To ciekawe, bo sami w PO nie wiecie, że za waszych czasów wzrosły płace minimalne.

Może mogliśmy mówić o tym więcej. Przybyło też prawie 1,5 tys. żłobków i 5 tys. przedszkoli...

Dobrze, nie musisz cytować wszystkich danych. Nie daliście ludziom poczucia, że cokolwiek dla nich wynika z tego, że PKB wzrasta. Tak, jakby Polacy nie mieli specjalnie udziału w sukcesach swojego kraju.

Zasadnicze pytanie jest takie: czy efekty tego wzrostu trafiły do wszystkich. Na całym świecie rosną nierówności. Właśnie z tego powodu PiS trafił do wielu Polaków programem 500+. Naszą propozycją był jednolity kontrakt na pracę, oni zaproponowali żywą gotówkę. Nie zlikwidujemy tego programu, ale chcemy go ulepszyć. Obecnie w dużej mierze dezaktywizuje pracujących Polaków i w wielu przypadkach nie mogą korzystać z niego ci, którym takie wsparcie rzeczywiście by się przydało.

Ale o tym mówi Nowoczesna, a nie wy. Od was słyszę tylko o 13. emeryturze.

To może być bodziec, który zachęciłby Polaków, aby dłużej pracowali. Mówiłem już wcześniej, dlaczego to takie ważne. Oczywiście w tym kontekście należy mieć na względzie sytuację finansów publicznych.

Jesteś ministrem cyfryzacji w gabinecie cieni PO. To chyba ciężki kawałek chleba: minister Streżyńska jest dobrze oceniana, a w dodatku zaprosiła cię na spotkanie i chce rozmawiać.

Tak, spotkaliśmy się. W sumie to myślę, że naraziła się tym kolegom z PiS. Wszyscy chcieli zlekceważyć gabinet cieni, a minister Streżyńska chciała porozmawiać. Jest dobrze oceniana? To świetnie. Zawsze to lepiej, niż gdyby wszyscy byli tacy jak Antoni Macierewicz.

Czy ktoś zajmuje się na poważnie w naszym kraju kwestią cyberbezpieczeństwa? Bo w Czechach zajmuje się tym ponad 20 osób. Generalnie cała Europa już wie, że to jest poważny problem.

To kluczowa kwestia. W 2016 roku na całym świecie odnotowano ponad 600 milionów ataków w cyberprzestrzeni. Po długich bojach między ministerstwem cyfryzacji i obrony narodowej przyjęto strategię cyberbepieczeństwa RP. Szkoda, że nie udało się zrobić tego wcześniej. To wynik sporu pomiędzy ministrami Streżyńską i Macierewiczem, o czym zresztą publicznie mówiono.

No dobrze, ale czy jesteśmy przygotowani na odparcie cyberataków?

Ostatnie ataki na KNF pokazują, że nie jest z tym najlepiej. Na stronie państwowej instytucji umieszczono wirusa. Nikt nie zdawał sobie z tego sprawy. Działania instytucji rządowych i ministra cyfryzacji trzeba w tym zakresie usprawnić. Dlatego czekam na przedstawienie planu działań na rzecz wdrożenia strategii.

Jesteś strasznie ostrożny i umiarkowany. To raczej rzadkość w tym wieku. Ludzie w twoim wieku są radykalni i chcą rozwalać system.

Czuje się po prostu odpowiedzialny za swoje słowa. Rzeczywiście, wśród młodych widać teraz ostry skręt w prawo i fascynację prawicowymi hasłami, ale nie sądzę, by wszyscy byli tak zradykalizowani. Po prostu ci są głośniejsi i dużo mówią. Wśród osób, z którymi przebywam, widzę masę osób zaangażowanych w swoje zawodowe sprawy, które polityką się jakoś bardzo nie interesują. Nie włączają się w polityczne dyskusje. Również w te w internecie.

Internet to Platforma akurat kompletnie przegrała.

Internet pozwolił wygrać PiS wybory. Propagowali tam takie hasła, jak „Polska w ruinie". Na Facebooku można zresztą umieścić, co się chce. Jak ktoś sto razy przeczyta, że Polska jest w ruinie, to zacznie się zastanawiać, czy tak nie jest. Wczoraj widziałem wpisy polityka PiS, który wrzucał zdjęcie tłumu ciemnoskórych muzułmanów, którzy rzekomo nadciągają do Polski. To świadome straszenie Polaków i granie na ich emocjach.

W sprawie uchodźców czy wieku emerytalnego PO też kluczy, idzie w miękki populizm.

Może to jest kwestia retoryki. Ludzie, którzy rzetelnie podchodzą do swoich obowiązków, może nie chcą się do populistycznych haseł posuwać.

To inaczej. Nie jesteście w stanie tego przekuć na jakieś przekazy dnia. Nie macie tam już żadnego Ostachowicza?

Prawdą jest, że postawionymi pytaniami PiS chciał zepchnąć nas do defensywy. Ale to jest też kwestia odpowiedzialności za słowa. W tym natłoku informacji nie da się stworzyć przekazu atrakcyjnego dla wszystkich. W ciągu jednej minuty na świecie wysyłanych jest 420 tys. tweetów, w ciągu jednej minuty pojawia się 3,5 mln postów na Facebooku. Poruszamy się w gąszczu informacji. Prawda przebija się trudniej niż populistyczne hasła.

Dlatego tak ważne jest zarządzanie przekazem.

Liczy się rzetelne informowanie. Choć prawdą jest, że wielu Polaków interesuje to, co jest tu i teraz. PiS interesują emocje. Tak, jak z kwestią uchodźców. Ciężko jest mi zrozumieć, jak ludzie, którzy uważają się za przykładnych katolików, którzy w niedzielę siadają w pierwszych rzędach w kościele, mówią, że lepiej płacić kary niż pomagać innym. Może minister Błaszczak nie widział dzieciaków, które duszą się od gazów bojowych i maluchów całych we krwi wyciąganych spod gruzów?

PiS szedł do wyborów z hasłem wymiany elit i dał dużo miejsca młodym. Ty jesteś młodym człowiekiem, który jest po stronie starych elit.

Traktuję bycie posłem jak misję. Moje życie jest normalne. Jak wielu innych 30-latków mam kredyt mieszkaniowy na 30 lat. Jeżdżę na rowerze, spotykam się ze znajomymi, czytam książki. Dziś przed przyjazdem do Warszawy odprowadziłem córkę do przedszkola w Szczecinie i jeszcze dziś tam wrócę. Nie mam poczucia, żebym był jakąś elitą.

A jak to jest, że wszyscy młodzi w PO są na przykład za związkami partnerskimi, a ten temat w ogóle nie pojawia się w przekazie partii. Nie macie w ogóle wpływu na partię czy starsi się wystraszyli?

PO skupia różnych ludzi, zarówno konserwatystów, jak i liberałów.

Oczywiście, ale pytam o co innego.

Jestem za związkami partnerskimi, in vitro i przeciw zaostrzeniu ustawy aborcyjnej. W czasie debaty na temat pigułki „dzień po" jasno wyartykułowaliśmy, co jest dla nas istotne. Od wojen ideologicznych ważniejsze jest rozwiązanie problemów ludzi.

I to dlatego PO nie była w zeszłej kadencji w stanie przegłosować związków partnerskich?

Nie było mnie w zeszłej kadencji w Sejmie. Jeżeli ten temat znowu się pojawi, to nie będę miał oporów, aby zagłosować za. To jest kwestia rozwiązań cywilizacyjnych XXI wieku. Zaangażowałem się w politykę, bo chcę Polski idącej z duchem czasu, nie zaściankowej. Polski przyjaznej, nie zaślepionej ideologicznie.

—Rozmawiał Piotr Witwicki

(dziennikarz Polsat News)

Arkadiusz Marchewka jest posłem Platformy Obywatelskiej i doktorem nauk ekonomicznych

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA