fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Bogusław Chrabota: Piątka prezesa, czyli Evita Peron idzie w tango

Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz
"Piątka Kaczyńskiego" ma być ofertą Prawa i Sprawiedliwości na bieżący sezon polityczny. Nikt nie ma złudzeń, że to polityka. Można by ją nazwać kiełbasą wyborczą i na tym poprzestać. Wiadomo, że elektorat oczekuje kolejnych świadczeń, a nic ludziom tak nie poprawia humoru jak czysta gotówka.

Na dodatek rząd udowodnił, że dotrzymuje obietnic, więc zapewne i tym razem dotrzyma. Jest wszak rządem, a ten z natury rzeczy ma z czego rozdawać, podczas gdy opozycja może tylko obiecać. I rząd idzie tą ścieżką bez wahań. Trzynastka dla każdego emeryta, 500+ na pierwsze dziecko, podniesienie kosztów uzyskania przychodu, zwolnienie z podatku dochodowego dla młodych pracowników, obniżenie PIT-u. Jest tego trochę. Eksperci są zgodni, budżet od tego od razu się nie przewróci, raczej wejdzie w sferę ryzyka, zwłaszcza w kolejnych latach. To ryzyko dla jego stabilności, koniec kursu na ograniczanie deficytu, także ryzyko zwiększenia się długu publicznego, a ten już chronią zapisy konstytucji.

W tym sensie Kaczyński i Morawiecki grają w bardzo ryzykowną grę, bo tak jak są beneficjentami światowej koniunktury, tak w sytuacji jej nieprzewidzianego i nagłego załamania mogą stanąć przed perspektywą ostrych cięć wydatków. I cokolwiek by zrobili, wyjdzie na jedno. Mogą zmniejszać nakłady na armię, inwestycje, administrację, ale wszystko to oznacza jedno – kłopoty. Łatwiejsze będzie cięcie wydatków socjalnych, zwłaszcza gdy trzeba to zrobić na początku kadencji Sejmu, a nie na kilka dni przed wyborami. Modlą się więc do Boga o światową koniunkturę i liczą na szczęście. W tym sensie „piątka prezesa" to zagrywka pokerowa. Ryzykowny projekt polityczny, który może odbić się czkawką.

Ale czy „piątka" to tylko polityka? Przedłużanie kursu na kupowanie elektoratu? Sam premier twierdzi, a wtórują mu w tym niektórzy z ekonomistów, że to nic innego jak rządowa interwencja stymulująca konsumpcję. Na rynek trafia kilkadziesiąt miliardów, które wzmocnią popyt, a przez to podaż i produkcję. Tyle że – tłumaczą krytycy – te pieniądze, wobec miernych inwestycji, w znacznej części mogą pójść na zakupy dóbr importowanych. Kawy, bananów, chińskich ciuchów, samochodów czy wycieczek zagranicznych. Efekt? Pieniądz będzie z Polski wypływał, a nie stabilizował przychody polskich producentów. Zjawisko to wpłynie też negatywnie na bilans handlu zagranicznego, który już dziś jest dla Polski ujemny.

Nie bez znaczenia mogą być również efekty „piątki" dla rynku pracy. Już pierwsza edycja 500+ spowodowała wyłączenie z niego liczącej się grupy kobiet, niektórzy szacują, że dotyczy to od 100 do 250 tys. osób. Czy dołożenie 6 tys. zł do budżetu przeciętnej rodziny nie nasili aby tego procesu? Do tego dochodzi tzw. trzynasta emerytura, która sprawia wrażenie ostatecznej rezygnacji rządu z reformy struktury wydatków publicznych. A przecież już za poprzednich rządów eksperci domagali się zmian w ZUS-ie, zlikwidowania KRUS-u i skonstruowania nowego systemu emerytalnego, który ostatecznie zlikwidowałby paradoksy dzisiejszego: nierówności, niekonsekwencje i przywileje. PiS też mówił o tym głośno, lecz tak naprawdę prócz obniżenia wieku emerytalnego niewiele z tym zrobił.

„Piątka Kaczyńskiego" brzmi jak komunikat: koniec z tą reformą! Łatwiej rozdać, niż reformować, zwłaszcza gdy jest z czego. Wypada się bać, co się stanie, gdy kasa zaświeci pustkami. Ale jest jeszcze jeden ukryty komunikat, śmiertelnie groźny dla tej i każdej następnej władzy. To komunikat o tym, że państwo stać na wielkie programy socjalne. Stać na dzieci, młodych i emerytów. Ale dlaczego nie nauczycieli? Pyta już o to Związek Nauczycielstwa Polskiego. Dlaczego nie na pielęgniarki? Opiekunów niepełnosprawnych? Górników? Pracowników sądów? Służby mundurowe? Ich związki już się ustawiają w kolejkach na konsultacje do premiera. A kiedy odejdą z niczym, pomyślą o ulicy. Znów trudno w tej kwestii o wątpliwości. I zacznie się jazda. Warszawa ugnie się od protestujących. A rząd, ten i każdy następny, będzie musiał znaleźć geniusza na miarę Jacka Kuronia, by poradzić sobie z tymi negocjacjami. Zasypać to roszczeniowe piekło będzie można tylko, gdy nadejdzie kryzys, ale nie przetrwa tego żadna władza. A jeśli światowego kryzysu nie będzie, to sami sobie zafundujemy lokalny. Jak może wyglądać? Polecam film sprzed lat „Evita". To poemat o tym, jak oszalały populizm zrujnował jeden z najzamożniejszych krajów świata. Naprawdę warto obejrzeć.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA