fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Dominika Oramus: Wojna, która zniszczy stary Zachód czyli stany splątane

USAF Photo
Jedyne, co może uratować cywilizację Zachodu, to powstanie nieformalnej intelektualnej elity rekrutującej się spośród narodów Europy – ludzi, którzy zaczną współpracować w celu zakończenia fali wojen i stworzenia lepszego świata w odleglejszej przyszłości.

Późnowiktoriańska literatura spekulacyjna pełna jest niepokoju i obaw. Gwałtowny rozwój nauki, zwłaszcza fizyki, w ostatnich dwóch dekadach XIX wieku to jeden z głównych czynników wywołujących te obawy. Nie ma pewności – zdają się mówić pisarze – że w jednym z licznych laboratoriów w licznych europejskich instytutach nie trwają prace nad nową śmiercionośną technologią, która już wkrótce znajdzie zastosowanie militarne i na zawsze odmieni sposób, w jaki toczymy wojny. Pisząc ze środka chwiejącego się już lekko imperium brytyjskiego, pisarze obawiali się zbliżającej się nieuchronnie zagłady, a ich wyobraźnia produkowała scenariusze wojen w bliskiej przyszłości – najazdów przerażających barbarzyńców i radykalnych działań obronnych podejmowanych przez kraje europejskie, w tym zastosowania nowoczesnej broni.

Kilka dziesięcioleci po opublikowaniu „O pochodzeniu gatunków" darwinowskie paradygmaty kształtowały sposób, w jaki ludzie myśleli nie tylko o biologicznych organizmach, ale także o całych kulturach i cywilizacjach. Nikogo nie dziwiło, że i w przypadku cywilizacji można mówić o przeżyciu najlepiej przystosowanych, walce o przetrwanie czy też o długości życia – cywilizacje tak jak gatunki żywych stworzeń rodziły się i wymierały zgodnie z odwiecznymi prawami natury. Tego rodzaju „biologiczne" spojrzenie sprawia, że losy cywilizacji – w tym i naszej – są zdeterminowane i wcześniej czy później każdą czeka spektakularna zagłada lub powolne wymarcie. Historia jest siłą równie ślepą co biologiczna ewolucja. Postęp techniczny i cywilizacyjny, jaki dokonał się w kilku poprzednich stuleciach – wszystkie wynalazki i odkrycia naukowe – nie uchroni więc Zachodu przed nieuchronną zagładą. Cywilizację zachodnią spotka to, co spotkało wszystkie poprzednie wielkie imperia. Technologiczne cuda wynalezione przez naukowców jedynie przyspieszą upadek i wielki historyczny proces jeszcze szybciej wejdzie w finalną fazę.

U schyłku epoki wiktoriańskiej Oswald Spengler rozpoczął pracę nad „Zmierzchem Zachodu" („Der Untergang des Abendlandes"), monumentalnym dziełem, które wydał wiele lat później (1918–1922). Ta niesłychanie ważna dla historiozofii książka wychodziła z założenia, że Zachód, jak wszelkie inne imperia, starzeje się i słabnie. Według intuicji Spenglera proces ten zaszedł już tak daleko, że nastały czasy zmierzchu – pozornie silny i wysoko rozwinięty Zachód jest cywilizacją przejrzałą i zdegenerowaną, czeka już tylko na nowych barbarzyńców, prymitywniejsze, ale silne ludy, które wkrótce zajmą jego miejsce.

„Sami zaś już dzisiaj wyraźnie odczuwamy w sobie i wokół siebie wczesne oznaki własnego, analogicznego w przebiegu i trwaniu wydarzenia, które należy do pierwszych stuleci przyszłego tysiąclecia: »Zmierzchu Zachodu«. Każda kultura przechodzi w swoim istnieniu fazy wieku indywiduum ludzkiego. Każda ma swój wiek dziecięcy, młodość, dojrzałość i wreszcie starość" (Spengler, 101).

Zachód jest stary, zbliża się jego kres, co odczuwają także naukowcy. Spengler zwraca uwagę na ich „nagłe niszczycielskie wątpliwości co do rzeczy, które jeszcze wczoraj stanowiły niezaprzeczony fundament teorii fizykalnej, co do sensu zasady energii, pojęcia masy, przestrzeni, absolutnego czasu i przyrodniczej przyczynowości w ogólności" (Spengler, 250). Pozornie wydawałoby się, że kultura Zachodu w latach 90. XIX wieku stworzyła coś, czego nigdy dotąd nie wyprodukowało żadne z dawnych imperiów – zaawansowaną naukę, która pomoże w walce z pozbawionym zaplecza naukowego i technologicznego przeciwnikiem. Rozkwit fizyki cząstek i zrozumienie praw rządzących materią i energią powinny zagwarantować, że Zachód nie straci światowej hegemonii, także politycznej. Jednak Spengler zapewniał, że już w roku 1900 nauka zachodnia chyliła się ku upadkowi, a okres świetności miała niewątpliwie za sobą.

„Aż do schyłku XIX wieku wszelkie przedsięwzięcia badawcze zmierzały w kierunku wewnętrznego wypełnienia, coraz większej czystości, klarowności i kompletności dynamicznego obrazu natury; odtąd już – z osiągnięciem optimum teoretycznej czytelności – zaczynają one nagle działać demobilizująco. Nie dzieje się to z rozmysłem; wielkie umysły nowożytnej fizyki nie zdają sobie nawet z tego sprawy. Kryje się w tym nieuchronna historyczna konieczność" (Spengler, 249–250).

Jeśli więc nauka nie ocali zachodniego świata przed nadciągającymi barbarzyńcami ze Wschodu, nowe odkrycia i wynalazki posłużą do stworzenia śmiercionośnej broni, a nieunikniony konflikt stanie się najkrwawszą wojną w dziejach. Moralny upadek Zachodu połączony z dokonaniami zachodniej fizyki może doprowadzić do wielkiej katastrofy. W takim klimacie kulturowym na progu XX wieku w Wielkiej Brytanii współistniały dwa zjawiska: kwitła fizyka i powstawały futurystyczne opowiadania o przyszłej wojnie, w której użyte zostaną przemyślne rodzaje śmiercionośnej broni. Naukowcy tacy jak J.J. Thomson, Frederick Soddy czy Ernest Rutherford dokonywali odkryć, które fizykom o pokolenie młodszym: Albertowi Einsteinowi, Nielsowi Bohrowi, Paulowi Diracowi, umożliwiły stworzenie nowej fizyki. Zjawiska te wpływały na siebie: fizycy niejednokrotnie byli miłośnikami literatury fantastycznej, pisarze śledzili postęp w fizyce, a jedni i drudzy odczuwali te same obawy o przyszłość świata.

Nowe odkrycia i cudowne, i przerażające

Literackie spekulacje na temat przebiegu przyszłych wojen powstające u schyłku epoki wiktoriańskiej nie były pierwszymi futurystyczno-militarnymi utworami w języku angielskim. Pierwsze takie opowiadanie, nieznanego autorstwa, pochodzi z roku 1765 i nosi tytuł „Reign of George VI, 1900–1925" („Panowanie Jerzego VI, 1900–1925"). Opisuje wielkie wojny pierwszej połowy XX wieku w sposób dość tradycyjny – król Jerzy prowadzi do ataku kawalerię z szablą w dłoni. Sto lat później, w roku 1859, Herrmann Lang w opowiadaniu „The Air Battle" („Bitwa powietrzna") wyobraża sobie wielkie zmiany technik wojennych i użycie w dwudziestowiecznych walkach cudów przyszłej technologii. Jednak dopiero po wojnie francusko pruskiej w 1870 roku i konsolidacji cesarstwa niemieckiego brytyjscy pisarze zajęli się tematem przyszłej wojny na serio. Powstanie nowoczesnej niemieckiej armii o wielkiej sile ognia uświadomiło intelektualistom, że konieczna jest odnowa brytyjskich sił zbrojnych. Pisane w tamtym okresie utwory spekulacyjne odzwierciedlają lęk o bezpieczeństwo Wysp w razie zbrojnego konfliktu w Europie.

„George Chesney w »The Battle of Dorking« (»Bitwie pod Dorking«) w roku 1871 opisał w naśladującej formą reportaż noweli łatwość, z jaką armia niemiecka może dotrzeć do Londynu. Utwór ten wzbudził sensację i rozpoczął debatę trwającą aż do wybuchu I wojny światowej" (Clute i Nicholls, 1926).

Pod koniec wieku podobne spekulacje na temat nadchodzącej wojny pisywali między innymi William Le Queux, którego ksenofobiczną „The Invasion of 1910" („Inwazję z roku 1910") publikowano w odcinkach w „Daily Mail", i Louis Tracy, autor „The Final War" („Wojna ostateczna") z roku 1893, gdzie po raz pierwszy w literaturze wyłożona jest koncepcja „wojny kończącej wszystkie wojny". „The Captain of the »Mary Rose«" („Kapitan »Mary Rose«"), opowiadanie Williama Lairda Clowesa z roku 1892, i „Blake of the »Rattlesnake«" („Blake z »Rattlesnake«") Freda T. Jane'a z 1895 roku także pokazują futurystyczne taktyki wojenne oparte na nowych technologiach. Najbardziej rzeczowa i konkretna prognoza technologiczno militarna napisana w XIX wieku to jednak „The Great War of 189: A Forecast" („Wielka wojna roku 189: Prognoza", 1891) P.H. Colomba, opowiadanie w formie reportażu z przyszłości, w którym scenariusz nadchodzącej wojny przedstawiony jest ze szczegółami. Colomb koncentruje się na polityce i taktyce w większym stopniu niż na technologii. George Griffith w „The Angel of Revolution: A Tale of Coming Terror" („Anioł rewolucji. Opowieść o nadchodzącym terrorze") przeciwnie – uważa, że to nauka i nowe wynalazki zdeterminują przebieg wielkiej wojny. Melodramatyczna powieść Griffitha z roku 1893 opisuje losy Anarchistycznego Bractwa Wolnych, grupy bohaterów, którzy sprzeciwiają się despotycznym rządom i walczą z reżimem za pomocą przemyślnych gadżetów. Wszyscy są Brytyjczykami, ale wywodzą się z bardzo różnych środowisk: główny bohater to genialny wynalazca urodzony w skromnej rodzinie, który dzięki wrodzonym talentom konstruuje supersamolot. Przywódca grupy to angielski arystokrata z wielkiego rodu. Darko Suvin zauważa w „Twentieth Century Science Fiction Writers" („Leksykon dwudziestowiecznych autorów science fiction"): „Bractwo pokonuje łaknący krwi sojusz frankosłowiański i zakłada anglosaską federację, która ma poprowadzić świat ku rozbrojeniu i niesprecyzowanemu bliżej sprawiedliwemu społecznie społeczeństwu (...) ta mieszanka wybuchowa zawiera dodatkowo kilka niezapomnianych scen i, co najważniejsze, próbuje przewidzieć, jak w przyszłości zaawansowana nauka oraz zmiany polityczne wpłyną na sytuację społeczną – zdestabilizują ją w sposób katastrofalny".

Wielki sukces „The Angel of Revolution" skłonił Griffitha do napisania drugiej części historii, powieści „Olga Romanoff" (1894), w której zamiast przyszłej wojny pokazuje zagrożenie ze strony mieszkańców innych planet. Natomiast Edward Douglas Fawcett w powieści „Hartmann the Anarchist" („Anarchista Hartmann", 1892) zastanawia się, jak rewolucja klasowa w bliskiej przyszłości doprowadzi do wojny rozgrywającej się w powietrzu. Książka jest pełna krwawych, wręcz sadystycznych opisów i pokazuje, jak czołowi angielscy inżynierowie konstruują samolot zwany AERONEF (nowy, lekki samolot). Czytamy o zagładzie Londynu zaplanowanej przez pozbawionego skrupułów megalomana nazwiskiem Hartmann, o pożarach i śmierci oglądanych z pokładu samolotu.

Echa lęków wyrażonych w „Zmierzchu Zachodu" Spenglera pobrzmiewają w powieściach M.P. Shiela. Widzimy tam imperium brytyjskie zagrożone „żydowskimi spiskami i najazdami hord diabłów ze wschodu" (Smith, 489). W „The Yellow Danger" („Żółte zagrożenie", 1899) najbardziej zaawansowane państwo świata, wiktoriańska Anglia, pokazane jest także jako społeczeństwo najbardziej zagrożone, zbyt etyczne i wykształcone, by długo przetrwać. W chwili grozy, gdy cała Europa zalana jest przez Chińczyków i Japończyków, jedynie Anglia „odpowiada atakiem torped i broni biologicznej i w końcu sama zaczyna rządzić światem" (Smith, 489). W „The Lord of the Sea" („Pan mórz", 1901) Shiel powtarza ten sam scenariusz – Europa jest podbita przez Żydów; tylko angielski superman buduje pływającą fortecę i opanowuje morza. Podobne patriotycznoksenofobiczne nastroje wśród czytelników wykorzystał Robert Cromie, w roku 1889 publikując „For England's Sake" („Dla dobra Anglii"), książkę, w której wierni Koronie Hindusi prowadzeni przez heroicznego maharadżę pokonują rosyjskich najeźdźców. W innej jego powieści, „The Crack of Doom" („Dzień gniewu", 1895), nowa śmiercionośna siła – radioaktywność – zostaje odkryta dzięki angielskim fizykom badającym strukturę atomu. Fizyka i literatura spekulacyjna w latach 90. XIX wieku rozważają podobne problemy, postęp w fizyce cząstek był w tym czasie wprost fantastyczny, a nowe odkrycia zdawały się i cudowne, i przerażające – nic dziwnego więc, że przemawiały do wyobraźni.

Niekończące się przedmieścia zamiast miast gigantów

Usamego schyłku ery wiktoriańskiej Ernest Rutherford i Frederick Soddy wykazali, że niektóre ciężkie atomy, na przykład radu i ołowiu, są w stanie samoistnego rozpadu promieniotwórczego. Odkąd w roku 1873 szkocki fizyk James Clerk Maxwell opublikował swoje najsłynniejsze dzieło „Traktat o elektryczności i magnetyzmie", brytyjscy naukowcy zdawali sobie sprawę, że obraz kosmosu wynikający z teorii Newtona, gdzie cząsteczki wpadają na siebie i przekazują sobie energię niczym małe kulki w pustej przestrzeni, nie jest kompletny. Wiedzieli, że przestrzeń przenikają pola elektromagnetyczne, pełne fal poruszających się z prędkością światła, a i samo światło jest formą promieniowania elektromagnetycznego. Pod koniec panowania królowej Wiktorii podstawowym kierunkiem badań angielskich fizyków była natura cząstek – wszyscy spodziewali się, że atomy istnieją, ale nie byli w stanie ich „uchwycić" i przebadać. (...)

W epoce wiktoriańskiej nie tylko wyspecjalizowane periodyki naukowe, ale także dodatki naukowe do gazet codziennych śledziły postępy dynamicznie rozwijającej się fizyki. Podniecenie i lęk, jakie budziły te odkrycia, odczuwali również zainteresowani nauką niespecjaliści. Widmo nadciągającej wojny światowej i świadomość, że nauka może odegrać w niej decydującą rolę, napawały Brytyjczyków niepokojem. Zbliżający się rok 1900 – symboliczna, okrągła data kończąca stare stulecie – skłaniał do pisania prognoz i przepowiedni. Dywagowano, jak zmieni się cywilizacja zachodnia: zarówno nauka, jak i życie społeczne. Właśnie wtedy trzydziestoczteroletni H.G. Wells opublikował pierwszy popularnonaukowy bestseller, dziś już zapomniany traktat „Anticipations of the Reaction of Mechanical and Scientific Progress upon Human Life and Thought" („Antycypacje, jaki wpływ rozwój nauki i przemysłu maszynowego wywrze na życie ludzkie"). Rozdziały tej książki były sukcesywnie publikowane – w Wielkiej Brytanii w piśmie „Fortnight Review" od kwietnia do grudnia 1901 roku, a w Stanach Zjednoczonych w przeglądzie „North American Review" od czerwca do listopada tegoż roku. Książkowe wydanie traktatu trafiło do księgarń w listopadzie.

„Antycypacje..." to szczegółowa prognoza wydarzeń w XX wieku, kiedy to rozwój przemysłu i technologii zmusi społeczeństwo do przedefiniowania struktur, a niemal każdy aspekt życia w krajach Zachodu ulegnie zmianie. Pierwszy rozdział pt. „Lokomocja w wieku XX" rozpoczyna się od stwierdzenia, że tak jak wprowadzenie maszyny parowej odmieniło wiek XIX, tak wynalazek silnika spalinowego odmieni wiek XX. Wozy osobowe (samochody) i spalinowe omnibusy (autobusy) zastąpią pociągi w roli podstawowego środka transportu. Podróżować będzie się znacznie szybciej, a wprowadzenie „dróg specjalnych", zakazanych dla koni i zaprzęgów, zrewolucjonizuje transport drogowy. Szybkość i łatwość podróżowania sprawią, że pracownicy będą mogli mieszkać daleko od miasta i codziennie tam dojeżdżać. Zamiast więc tworzyć miasta giganty, ludzie wybudują niekończące się przedmieścia. Możliwy dzięki motoryzacji dostęp do sklepów, dobrych szkół, teatrów etc. spowoduje, że ludzie wybiorą życie dalej od centrum. Metropolie rozpłyną się w krajobrazie i słowa takie jak „miasto" oraz „wieś" stracą znaczenie, mówić się będzie o wielkich „regionach zurbanizowanych". Zmiany te pociągną za sobą reorganizację społeczną, a narastające tarcia i konflikty doprowadzą do wojny nowego rodzaju. Nie będzie kawalerii ani koni, lecz broń nowoczesna – polowe strzelby o zadziwiającym zasięgu i precyzji strzału. Kilku wyszkolonych snajperów zapewni obronę olbrzymiego terytorium przed wrogiem.

Społeczeństwa zostaną przeorganizowane tak, by siły polityczne mogły zagwarantować ludziom ochronę przed nowocześnie prowadzonymi działaniami wojennymi. Wells podaje listę technik militarnych, które jego zdaniem sprawią, że dwudziestowieczne wojny będą najkrwawsze w historii: błyskawicznie przemieszczające się wojska zmechanizowane, zrzucanie pocisków z samolotów, lekkie i szybkie okręty wojenne. Nie był w stanie wyobrazić sobie opancerzonych łodzi podwodnych, ale – jak widać z tej listy – jego prognozy sprawdziły się w zadziwiającym stopniu. Aby sprostać wymogom takiej wojny, w świecie przyszłości dominować będzie wykształcenie techniczne – wyższe szkoły wojskowe i instytuty edukujące wysokiej klasy specjalistów nauk ścisłych. Powstanie „skonsolidowany system klasowy", a zdolności technologiczne w większym stopniu niż zalety moralne zadecydują, kto stanie u steru władzy i która frakcja polityczna będzie tworzyć rządy. Jedyne, co może uratować cywilizację Zachodu, to powstanie nieformalnej intelektualnej elity rekrutującej się spośród narodów Europy – ludzi, którzy zaczną współpracować w celu zakończenia fali wojen i stworzenia lepszego świata w odleglejszej przyszłości. 

Dominika Oramus jest tłumaczką, profesorem nadzwyczajnym Instytutu Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego

Książka Dominiki Oramus „Stany splątane. Fizyka a literatura współczesna" ukazała się właśnie nakładem Copernicus Center Press, Kraków 2020. Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA