fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Ewa Błaszczyk. Budzik to jej życiowa rola

Reporter, Jacek Domiński
Ewa Błaszczyk. Gdzie w mózgu znajduje się świadomość? Współtwórczyni kliniki Budzik ciągle szuka odpowiedzi na to pytanie.

Rok 2000 wystawił Ewę Błaszczyk na ciężką próbę. Najpierw mąż zmarł na tętniaka aorty. Sto dni później ich sześcioletnia córka Ola zachłysnęła się wodą, gdy popijała tabletkę, i zapadła w śpiączkę. Był szok i cierpienie, ale Ewa Błaszczyk przełożyła ten cios na zadania do wykonania. To pozwoliło jej funkcjonować. „Spotkania, ludzie, zdarzenia, zbiegi okoliczności – to przychodziło, zaplatało się" – mówi o tym trudnym czasie i szukaniu pomocy dla Oli.

Zaczęła walczyć o to, żeby córka się wybudziła. A później – szukać sposobów na to, jak pomóc pacjentom w śpiączce, dla których w Polsce nie było miejsca. Jeśli ktoś nie przebudził się w szpitalu, mógł być przeniesiony tylko do domu albo hospicjum.

Niektórzy wodzą wzrokiem

Ewa Błaszczyk od lat angażuje się w działania na rzecz kliniki Budzik, która powstała ze środków fundacji Akogo?. Mówi, że to miejsce założyła Ola: rękami mamy i jej znajomego – ks. Wojtka Drozdowicza. Nazwę zaczerpnęli z pytania zawsze dociekliwej Oli, która w dzieciństwie pytała: „A kogo? A co?". Inicjatywa stworzenia kliniki dla osób w śpiączce spotkała się z życzliwym przyjęciem, a charytatywny koncert „Budzimy" w Sali Kongresowej w 2001 r. zgromadził ogromną publiczność. Pomogły też telewizja publiczna i stacje komercyjne, sieci komórkowe, inne fundacje.

Do dziś w Budziku na terenie Centrum Zdrowia Dziecka obudziło się ponad 60 dzieci i nastolatków. Historie „śpiących" dzieją się blisko nas. 70 proc. pacjentów to ofiary wypadków drogowych. Pierwsze trzy pacjentki trafiły do Budzika po potrąceniu na przejściu dla pieszych. Obudziły się w 2013 r.

Klinika opracowała autorski program, żeby ułatwić i przyspieszyć proces wybudzania. Dziecko z rodzicem może tam przebywać przez 15 miesięcy, a pobyt jest refundowany przez NFZ, co Ewa Błaszczyk wychodziła w Ministerstwie Zdrowia. W najtrudniejszej sytuacji są ci, którzy pozostają w komie przez wiele lat. Pacjent może być w stanie wegetatywnym albo minimalnej świadomości. Ten drugi daje jej oznaki: jednego dnia „śpiący" może wodzić wzrokiem, innego – niknąć w swoim świecie. Im więcej czasu upływa od urazu, tym trudniej o wybudzenie, ale i takie przypadki się zdarzają.

Proces wybudzania pacjentów w Budziku opiera się na systematycznej pracy, w której przeplatają się bodźce i odpoczynek. Wiedza rodzica o dziecku ma pomagać terapeutom. Chodzi o to, by dotrzeć do śpiącego czymś, co jest mu znane, np. słowem albo melodią. Atmosfera w klinice ma być domowa, jak najbardziej przyjazna. Tak, żeby wesprzeć też rodziców, którzy uczą się funkcjonować w trudnej sytuacji.

Pionierskie operacje

Gdzie w mózgu znajduje się świadomość? Ewa Błaszczyk ciągle szuka odpowiedzi na to pytanie w książkach i pracach naukowych. W 2009 r. szerzyła też wiedzę na ten temat w ramach kampanii społecznej. Zależało jej, by wybrzmiała informacja, że według angielskich badań ponad 50 proc. pacjentów w śpiączce zachowuje świadomość. Na emocjonalnych zdjęciach, które towarzyszyły kampanii, pozowała ukryta za folią symbolizującą barierę dla psychiki uwięzionej w ciele.

Teraz Ewa Błaszczyk pracuje nad tym, by w nowej klinice w Warszawie budzili się dorośli pacjenci. Zależy jej, by przy placówce powstał nowoczesny ośrodek badawczy. Stara się, by najnowsza wiedza z tego zakresu ugruntowała się w Polsce i pomogła tym, którzy w śpiączce są od dawna. W 2015 r. fundacja Akogo? gościła w Polsce prof. Isao Moritę z Japonii, który specjalizuje się we wszczepianiu stymulatorów mózgu u pacjentów w śpiączce. U 60 proc. pacjentów z Japonii zabieg prowadził do znacznej poprawy ich stanu świadomości.

Rok później zespół prof. Wojciecha Maksymowicza pod nadzorem prof. Mority przeprowadził w Olsztynie pierwsze takie operacje w Polsce u Oli i kilkorga innych pacjentów. U każdego zauważono poprawę, ale zmiany były zróżnicowane. Nową nadzieją dla osób, które są w komie od lat, ma być także terapia komórkami macierzystymi.



Nieśmiała nastolatka wkracza na scenę

Napęd do działania na rzecz Akogo? Ewie Błaszczyk daje praca. Gra aktorska jest odskocznią i wytchnieniem. Tak mówi m.in. o roli w filmie „Mistyfikacja", w którym wcieliła się w muzę Witkacego Czesławę Oknińską: „Była dla mnie największym prezentem od losu w tym stanie wyczerpania, w jakim się znalazłam". W scenariuszach filmów szuka intrygującej historii, ale, jak sama mówi, nie zagra w „komedii, horrorze bez psychologii, filmie akcji ani w musicalu". Jest też ważny warunek długiej pracy na planie – pewność, że Ola ma zapewnioną opiekę.

W teatrze Ewa Błaszczyk wybiera role silnych kobiet i postaci, które znajdują się w ważnym momencie życia, muszą poukładać swój świat wartości. W monodramie „Oriana Fallaci. Chwila, w której umarłam" przedstawia portret słynnej dziennikarki i opowiada o rozliczeniu z życiem. Nadal interesuje ją piosenka aktorska. W recitalu „Pozwól mi spróbować jeszcze raz" w Teatrze Studio interpretowała m.in. teksty Agnieszki Osieckiej, Jacka Kleyffa i swojego męża Jacka Janczarskiego. Razem z córką Marianną, siostrą bliźniaczką Oli i też aktorką, występuje w spektaklu „Wania, Sonia, Masza i Spike" w Teatrze Polonia.

To wszystko osiąga osoba, która wspomina siebie jako nieśmiałą nastolatkę. Jednocześnie szukającą nowych zajęć i zainteresowań. Będąc młodą dziewczyną, Ewa Błaszczyk dobrze radziła sobie jako pływaczka na zajęciach w warszawskim Pałacu Młodzieży. Ale artystyczna dusza dała o sobie znać. W liceum odkryła teatr. Lubiła dociekać, jak skonstruowana jest psychika bohaterów, rozważała studiowanie psychologii. Jej pierwszą miłością był chłopak ze szkoły aktorskiej. Poznała też jego przyjaciół. Wtedy pomyślała, że świat artystów nie jest tak odległy, jak myślała. Stwierdziła, że z nieśmiałością wygra tylko jako aktorka.

Z egzaminu do Akademii Teatralnej nie pamięta prawie nic. Dostała się za pierwszym razem. Już na trzecim roku otrzymała propozycje występów w warszawskich teatrach – Na Woli, Małym (Narodowym) i Współczesnym. „Uważałam się za szczęściarę" – mówiła o czasie pierwszych aktorskich sukcesów. Grała także w Teatrze Telewizji, występowała w słuchowisku radiowym i kabarecie.



Więź i wsparcie

Sama siebie opisuje słowem „spokojna". Mówi, że bliżej jej do strony jasnej niż mrocznej. Lubi słońce i pozytywne myślenie. Choć oczywiście miewa doły i podłe nastroje.

Więź z bliskimi osobami jest dla niej podstawą, potrzebuje bezpiecznej przystani. Podkreśla, że od najmłodszych lat najbardziej bała się samotności, a widok starszego, samotnego człowieka potrafił bardzo ją poruszyć. Wiele lat temu zaprosiła do Polski prof. Franza Gersterbranda, neurologa, który stworzył w Innsbrucku klinikę dla osób w śpiączce. Usłyszała od niego, że najważniejsze z jej strony są „więź i wsparcie psychiczne dla Oli". Profesor był zdziwiony, że w Polsce nie ma kliniki dla dzieci w śpiączce, i to on przekonał ją, że powinna się o taką postarać.

Dla Oli i dla innych pacjentów Ewa Błaszczyk ciągle szuka nowych szans. Dzięki Budzikowi osoby, które zapadły w śpiączkę, i ich bliscy nie pozostają sami. 

Korzystałam z książek „Lubię żyć" – rozmowy Agnieszki Litorowicz-Siegert z Ewą Błaszczyk, i „Wszystko jest takie kruche" – także rozmowy z Izabelą Górnicką-Zdziech

W 2020 r., kiedy obchodzimy stulecie ukazywania się dziennika „Rzeczpospolita", chcemy przedstawić sylwetki niezwykłych kobiet, szczególnych życiorysów wplatających się w powikłane losy Polski w tym okresie. Nasza lista nie jest zamknięta. Zapraszamy czytelników „Plusa Minusa" do jej współtworzenia. Kandydatury wybitnych Polek, których losy zasługują na przypomnienie, prosimy zgłaszać na adres 100kobietRP@rp.pl

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA