fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Jan Maciejewski: Słowa. Agnieszka Osiecka

Agnieszka Osiecka
Wikimedia Commons, Domena Publiczna
Był taki czas, niedługi, ale jednak się zdarzył, kiedy najważniejszym gatunkiem literackim okazała się piosenka. Trzy, najwyżej cztery dekady, od połowy XX wieku do lat 80. – tej strasznej chwili, w której powstała MTV, obraz odebrał muzykę słowom, podporządkował ją sobie bez reszty, wyśpiewywane frazy sprowadzając do rangi onomatopei. Ale zanim świat zaczął tańczyć – śpiewał. Melodia zaciągnęła się na służbę u języka, stając się jednocześnie najwierniejszym z tłumaczy.

Nie trzeba przecież znać rosyjskiego, żeby się domyślić, o czym opowiada „Obława" (a może właśnie dopiero wtedy można ją zrozumieć); jeszcze zanim Wojciech Młynarski przetłumaczył „Piosenkę starych kochanków", nucił ją pod nosem każdy, w którego życiu powtarzały się w kółko „kłótnie, schadzki, przeprowadzki". Literatura po prostu swoje ostatnie słowo postanowiła wyśpiewać. Ten nigdy niepodpisany piosenkowy sojusz miał zasięg globalny. Ameryce Północnej dostali się Cohen i Dylan, Rosji – Okudżawa i Wysocki, Francji – Brel i Aznavour, a nam – Jacek Kaczmarski i Agnieszka Osiecka. To o niej dzisiaj dwa słowa.

Prawda, serial TVP „Osiecka" sprawia długimi fragmentami wrażenie, jakby na planie zabrakło reżysera, a z ust aktorów zamiast kwestii wydobywa się często szelest papieru. No i co z tego? Jakie to ma znaczenie, skoro życie Agnieszki Osieckiej nie tyle nadaje się, ile wręcz domaga ekranizacji z co najmniej dwóch powodów. Zostawmy n...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA