fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Księża najdalej miesiąc

Ks. Henryk Malak, „Klechy w obozach śmierci”, Wydawnictwo Diecezji Warszawsko-Praskiej, Warszawa 2015
Plus Minus
Nie znam pism Führera, dlatego nie wiem, czy we właśnie po tylu latach wznowionej w Niemczech, a swego czasu bestsellerowej, „Mein Kampf" są słowa, które, jako katolik, pamiętałem od dawna: „Złem zżerającym nas od środka są księża. Nadejdzie czas, kiedy wyrównam z nimi rachunki".

Wyrównywał przez lata. Na przykład taki Dańkowski. Po co się wychylał? Został aresztowany w Zakopanem za prowadzenie radiowego nasłuchu i pomoc w ucieczce za granicę poszukiwanym przez gestapo. Był zaprzysiężonym członkiem ZWZ o pseudonimie Jordan. Po śledztwie został przewieziony do Auschwitz, był bity i poniżany przez kapo, który zapowiedział mu „drogę krzyżową" na Wielki Tydzień i codziennie go katował. „Do zobaczenia w niebie!" – miał powiedzieć ks. Dańkowski, konając w baraku w Wielki Piątek 1942 roku.

Mamy wznowioną właśnie książkę zmarłego w 1987 roku księdza Henryka Malaka, kapłana archidiecezji gnieźnieńskiej, zatytułowaną „Klechy w obozach śmierci". Tym obraźliwym epitetem oprawcy zwracali się do swych ofiar, później przejęła go propaganda komunistyczna, a w III RP Urban. Pisze ksiądz Malak: „W koszarach poesesmańskich i na strzępach arkuszy wyłowionych ze śmietników, po nocach kradzionych między dniami jedynego w swym rodzaju duszpasterst...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA