fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Sztuka rozmawiania w kryzysie

AdobeStock
Gdyński Konsulat Kultury przed kilkoma dniami. Wspaniała, miejscami porywająca debata na temat sztuki dialogu we współczesnych czasach. Momentami trudna, z argumentami jak po grudzie, kiedy indziej z dozą niepewności, bo przecież komunikacja jest poddawana tak intensywnej zmianie, że trudno sobie wyobrazić, dokąd poprowadzi. A jednak ważna, bo trudno oprzeć się wrażeniu, że współczesność to epoka chaosu, w której sztuka pojmowania i dialogu jest coraz trudniejsza. Z otaczającym nas, po raz pierwszy w historii cywilizacji, tak nieskończonym oceanem dźwięków, które, każdy z osobna – niosą jakiś sens.

Problem zaczyna się wtedy, gdy zderzamy się z ich natłokiem. Wtedy ocean niesie już tylko sensy fragmentaryczne, epizodyczne, przypominające stado ptaków, które w swojej masie jest tylko stadem, zacierając cechy indywidualnych jednostek. Jaka jest nasza reakcja? Najczęściej obronna. Chowamy się przed tym nadmiarem. Przytłacza nas, ciąży. Wyłączamy percepcję. Chowamy się do jaskini, przez której szczeliny – jak dawno to zauważyli filozofowie – można dostrzec tylko cienie. Cienie naszych poglądów, reakcji, a nawet samych myśli.




Inną formą obrony jest zamykanie się w bańkach. Wybieramy sobie z tej wielkiej ściany znaczeń tylko drobny fragment. Izolujemy się od reszty w zamkniętej rzeczywistości rodziny, sekty, grupy przyjaciół. Stajemy się grupą dyskusyjną na portalu społecznościowym. Trafia do nas tylko jej subiektywny przekaz, reszta przestaje być ważna.

I obraz na koniec. Znów – jak u początków cywilizacji – ważniejszy, wygrywający ze słowem. Tak o ostatnim filmie Patryka Vegi pisał kilka dni temu na łamach „Rzeczpospolitej" mój młody redakcyjny kolega Jan Maciejewski: „Geniusz Vegi polega na tym, że stał się jednym z pierwszych twórców filmowych epoki postpiśmiennej. Epoki, w której człowiek jest w stanie doświadczać już tylko cząstek rzeczywistości, ale wciąż przypisuje sobie prawo do budowania na nich ogólnych wniosków i własnej – suwerennej, a jakże – wizji świata. Jego umysł (...) stał się raczej facebookowym timeline'em, na którym sceny z życia przesuwają się non stop jedne za drugimi, a w mniej lub bardziej zgrabną całość łączą się tylko dzięki algorytmowi podsuwającemu nam te z nich, które potwierdzą nasze gusta i opinie".

Ale dla wielu i to za dużo. W iluż przypadkach wystarczy tylko Instagram ze swoim zachłyśnięciem ekshibicjonistycznym minimalizmem, gdzie „ja" to już tylko dopracowane selfie na niekoniecznie kontekstowym tle.

Jaskinia, społecznościowa bańka, abdykacja od słowa. Jakże anachroniczne w takim świecie wydaje się marzenie o szlachetnym dialogu. Tradycyjnej wymianie myśli. O sztuce rozmawiania, która – jak dowiódł tego Platon – ma moc kreowania cywilizacji. Czy snując to marzenie, jesteśmy w świecie złudzeń? Skazani na śmierć poznawczą? A może ów dialog wydarza się już w wymiarze ponadludzkim, na innych piętrach rzeczywistości? Może dialogiem jest kultura per se, ścieranie się kodów kulturowych, przekrzykiwanie się ideologii, haseł stadionowych, religii? A indywidualny dialog nie ma sensu? Kimkolwiek jesteśmy, gdziekolwiek jesteśmy, nie możemy się na to godzić. Bo skłonność do monologu, fałszywa retoryka, bandycka erystyka – wszystko to pracuje na rzecz przemilczania prawdy.

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA