fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Pjongczang 2018

Skoki narciarskie: Nie ma co hamować marzeń

Od lewej: Piotr Żyła, Stefan Hula, Kamil Stoch i Dawid Kubacki. Oni i Maciej Kot to nasze największe medalowe nadzieje
AFP
Chyba nikt w to nie wątpi: Polacy polecieli na igrzyska po medale. Są drużynowymi mistrzami świata, są w znakomitej formie, jest z nimi Kamil Stoch, złoty medalista olimpijski z Soczi i triumfator Turnieju Czterech Skoczni.

Pewnie każdy kibic to wie, ale warto przypominać: skoczkowie narciarscy zdobyli aż siedem z 20 polskich medali na zimowych igrzyskach.

Zaczął od złota Wojciech Fortuna w Sapporo w 1972 roku, potem były cztery krążki (trzy srebrne i brązowy) Adama Małysza w Salt Lake City (2002) i Vancouver (2010) i wreszcie, cztery lata temu, dwa ozłocone zwycięstwa Kamila Stocha w Soczi.

Stoch: co mistrz, to mistrz

Wierzymy, że na normalnej (HS 109) i dużej (HS 142) skoczni ośrodka Alpensia niepodal Pjongczangu będzie ciąg dalszy. Trener Stefan Horngacher nie miał problemów z wyborem pięciu reprezentantów na igrzyska – właściwie od mistrzostw świata w Lahti sprzed roku widać było skład olimpijski, którego liderem i największą gwiazdą pozostaje Stoch.

W Soczi na mniejszej skoczni wygrał wyraźniej, w obu próbach skoczył najdalej, dostał też dwie noty maksymalne za styl.

Drugi medal poprzedziły obawy – mistrz Kamil upadł podczas treningu na dużej skoczni w Krasnej Polanie. Diagnoza: stłuczony i skręcony staw łokciowy. Skoki w konkursie dały jednak kolejną eksplozję radości, zwycięstwo, o 1,3 punktu nad Noriakim Kasaim, powtórka z wielkich olimpijskich wyczynów Mattiego Nykänena i Simona Ammanna, znów Mazurek Dąbrowskiego nocą i uśmiech na setkach fotografii.

Stoch czekał na te chwile do trzeciego startu na igrzyskach. Jego olimpijska droga zaczęła się w Turynie w 2006 roku. Nie miał wtedy jeszcze 20 lat. Na skoczniach w Pragelato zajął 16. miejsce (normalna) i 26. (duża). W Vancouver cztery lata później też jeszcze nie był gotowy: 27. i 14. pozycja. Miał w minionym czteroleciu trochę problemów ze zdrowiem i formą, miał chwile zwątpienia po zabiegach operacyjnych.

Ale wraz z przyjściem do kadry austriackiego trenera Stefana Horngachera odrodził się i drugi raz wygrał Turniej Czterech Skoczni. Pozostaje też motorem drużyny, która zdobyła w Lahti tytuł mistrza świata i przekonuje, że Polacy potrafią latać na skoczniach mamucich. Stoch jest rekordzistą sławnej Letalnicy (251,5 m) w Planicy i, od niedawna, wicemistrzem świata w lotach.

Jest w grupie tych, których widzi się na podium w każdym konkursie. Ma prawie 31 lat i dojrzałość, która w skokach się sprawdza. Kiedyś bardzo zdolny chłopak z Zębu, dziś mistrz, o którym Adam Małysz mówi, że może za nim nosić narty, bo to żadna ujma.

Dobrze jednak, że inaczej niż w czasach największych sukcesów Małysza ma mocne oparcie w kolegach.

Kubacki: dojrzewanie u Horngachera

Gdyby spojrzeć na bieżącą klasyfikację Pucharu Świata, to drugim Polakiem po Stochu jest Dawid Kubacki, rocznik 1990. Na igrzyska pojechał drugi raz, był już w Soczi. Tamtego startu nie chce rozpamiętywać. Wystąpił tylko raz – na normalnej skoczni ośrodka Ruskie Gorki zaliczył jedną próbę, która dała mu 32. miejsce.

Pod okiem Horngachera szybko dojrzał. Był w złotej drużynie z Lahti. Latem 2017 roku efektownie wygrał cykl Grand Prix, zwyciężając w każdym z konkursów, w jakim się pojawił, dołączył brązowy krążek z drużynowego konkursu niedawnych mistrzostw świata w lotach w Oberstdorfie. To, że wyjdzie z cienia, przepowiadano mu nie raz, tej zimy pojawił się już dwukrotnie na podium Pucharu Świata. Są tacy, którzy widzą w Kubackim kandydata do sprawienia wielkiej olimpijskiej niespodzianki.

Żyła: poważny mąż i ojciec

Na niespodziankę, co najmniej taką jak indywidualny brąz mistrzostw świata w Lahti, stać też Piotra Żyłę. Niemal rówieśnik Kamila Stocha (jest o cztery miesiące starszy), kolega z klasy w zakopiańskiej Szkole Mistrzostwa Sportowego, ma za sobą bogatą karierę, z dołkami i wzlotami, ale dziś obecność Żyły w kadrze olimpijskiej nie dziwi nikogo. W drużynie niemal niezastąpiony, w konkursach indywidualnych od czasu do czasu też potrafi błysnąć. Może się chwalić drugim miejscem w 65. Turnieju Czterech Skoczni, zna smak zwycięstwa w PŚ i tytułów mistrza Polski.

Historia olimpijska Piotra Żyły jest na razie krótka: start w Soczi/Krasnej Polanie w konkursie na dużej skoczni i 34. pozycja oraz 4. miejsce w drużynie. Nową napisze w Pjongczangu, już nie tylko jako dyżurny rozweselacz ekipy i licznego grona miłośników jego poczucia humoru. Zresztą już widzimy, że za maską żartownisia staje poważny mąż i ojciec oraz, od niedawna, posiadacz licencjatu Wyższej Szkoły Edukacji w Sporcie.

Kot: typ analityczny

W ekipie na skoczniach w Ruskich Gorkach był też Maciej Kot – dziś najmłodszy z piątki Horngachera (rocznik 1991). Podczas olimpijskiego debiutu w Soczi był siódmy na mniejszej skoczni, potem na większej 12. To sportowiec ambitny, już jako junior zdobywał medale mistrzostw świata, jako senior czeka jeszcze na sukcesy indywidualne, z drużyną ma złoto MŚ w Lahti, a także wcześniej brąz w Predazzo.

Rok temu wygrał próbę przedolimpijską na normalnej skoczni w Pjongczangu i było to jego drugie zwycięstwo w zawodach Pucharu Świata. Typ analityczny, lubi dyskutować, ale u Horngachera potrafił podporządkować się regułom gry zespołowej.

Hula: już nie tylko kombinezony

Jest też w drużynie Stefan Hula, najstarszy, co nie znaczy stary – 32 lata skończy dopiero we wrześniu. Jeszcze niedawno był jednym z tych, którzy po cichu przemykali w tle wielkich konkursów. Mało kto pamiętał, że w 1998 roku wygrał w Ga-Pa nieoficjalne mistrzostwa świata dzieci.

W wieku seniorskim długo nie odnosił znaczących sukcesów, najpierw zauważono jego wkład w wyniki, gdy firma, jaką założył z żoną („Huligan's"), zaczęła szyć kombinezony dla kadry. Za Horngachera wreszcie rozwinął także sportowe skrzydła, etos pracy miał zawsze, tylko trzeba było poczekać. Jest aktualnym mistrzem Polski i brązowym medalistą mistrzostw świata w lotach, jest na razie 13. skoczkiem Pucharu Świata, wszystko tej zimy.

Indywidualne olimpijskie osiągnięcia Huli są takie: 29. na normalnej skoczni w Pragelato (2006), 31. na normalnej i 19. na dużej w Whistler Olympic Park (2010). W Soczi wystartowały tylko jego kombinezony. W Pjongczangu musi być lepiej.

Skrzydlata drużyna

Olimpijskie starty drużynowe Polaków zaczęły się w 1998 roku w Nagano. W Japonii skakali Robert Mateja, Adam Małysz, Łukasz Kruczek i Wojciech Skupień, zajęli 8. miejsce. Na 6. pozycję w Salt Lake City pracowali Małysz, Mateja oraz Tomasz Pochwała i Tomisław Tajner. W Turynie był awans o jedno miejsce, tamten konkurs pamiętają już Kamil Stoch i Stefan Hula (skakali z Małyszem i Mateją), tak samo jak kolejny w Vancouver, gdzie Roberta Mateję zastąpił Łukasz Rutkowski, ale do medalu wciąż było daleko. W Soczi też był lekki niedosyt, gdy czwórka: Stoch, Kot, Żyła i Jan Ziobro, zajęła czwarte miejsce.

Do zdobycia w Pjongczangu jest siedem medali. Szacunek dla umiejętności rywali podpowiada, że każdy krążek skoczków będzie sukcesem, choć oczekiwanie, że na jednym się nie skończy, też ma mocne podstawy. Wierzymy w naszą skrzydlatą drużynę, nie ma co hamować marzeń. ©?

Starty polaków

8 lutego: 13.30 kwalifikacje na skoczni normalnej HS 109

10 lutego: 13.35 konkurs na skoczni normalnej HS 109

16 lutego: 13.30 kwalifikacje na skoczni dużej HS 142

17 lutego: 13.30 konkurs na skoczni dużej HS 142

19 lutego: 13.30 konkurs drużynowy

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA