fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Kosowo, reprezentacja z emigracji

AFP
Trzy kolejki przed końcem eliminacji Kosowo zajmuje trzecie miejsce w grupie, traci punkt do drugich Czechów i ma szanse na awans.

11 lat po ogłoszeniu niepodległości Kosowo wciąż uznawane jest przez zaledwie 52 procent państw zrzeszonych w ONZ. Do FIFA i UEFA reprezentacja kraju etnicznie składającego się głównie z Albańczyków została przyjęta zaledwie trzy lata temu. Wcześniej Serbowie, dla których tereny obecnego Kosowa to kolebka ich państwa i najważniejsze miejsce cesarstwa Serbii Nemaniczów z XIV wieku, skutecznie blokowali przyjęcie tego kraju do piłkarskiej rodziny. Dziś podopieczni szwajcarskiego trenera Bernarda Challandesa, który pracę z kadrą łączy z poszukiwaniem talentów dla FC Basel, znajdują się na ustach całej Europy i piszą wspaniałą historię.

W środę Kosowo przegrało z Anglią w Southampton 3:5 i w brawurowym stylu zakończyło fenomenalną passę 17 spotkań bez porażki. Cztery dni wcześniej piłkarze z Bałkanów wygrali z Czechami 2:1, w czerwcu pokonali w Sofii Bułgarię 3:2, decydującego gola zdobywając w trzeciej minucie doliczonego czasu gry. Na półmetku eliminacji piłkarze z kraju, który jeszcze niedawno był targany przez okrutną wojnę, mają realne szanse na awans do mistrzostw Europy. A to przecież pierwsze eliminacje Euro, w których bierze udział kadra tego bałkańskiego kraju lub też terytorium spornego (zależy, kto wypowiada te słowa, chociaż Polska uznała Kosowo już w lutym 2008 roku).

Wojna domowa w Kosowie trwała pod koniec XX wieku, a w jej trakcie doszło do okrutnych czystek etnicznych i mordów na ludności cywilnej. Konflikt zakończyła interwencja NATO w 1999 roku. Później zrujnowany kraj nie poradziłby sobie bez pomocy międzynarodowej i gdyby nie stacjonowały w nim wojska z misją stabilizacyjną. Większość zawodników drużyny Challandesa na świat przyszła jednak daleko od ojczyzny – na emigracji, często jako potomkowie uchodźców wojennych. Gdy dorastali, Kosowo nie miało reprezentacji, więc niektórzy zdążyli zagrać w barwach innych reprezentacji.

Jak chociażby Bersant Celina, błyskotliwy skrzydłowy występujący dziś w Swansea, ale który był w akademii Manchesteru City. W wieku dwóch lat wyjechał z rodzicami do Norwegii i grał w norweskiej młodzieżówce, zanim w 2014 roku FIFA nie wydała federacji Kosowa zgody na rozgrywanie meczów towarzyskich. Celina historyczny, bezbramkowy remis z Haiti przesiedział na ławce rezerwowych. Aż 20 meczów w barwach reprezentacji Norwegii rozegrał strzelec dwóch goli przeciwko Anglii – Valon Berisha. Z Bułgarią, Czechami i Anglią gole strzelał nowy napastnik Fenerbahce Stambuł Vedat Muriqi. On z kolei posiada aż trzy obywatelstwa – albańskie, kosowskie i tureckie.

Pierwszym selekcjonerem reprezentacji został Albert Bunjaki i to on w dużej mierze odpowiada za kształt dzisiejszej kadry. To on jeździł po całym świecie, próbując przekonać piłkarzy, a często ich rodziców, by zdecydowali się na grę dla nowo powstałego państwa. Bunjaki nie zdołał przekonać wszystkich – Xherdan Shaqiri z Liverpoolu i Granit Xhaka z Arsenalu już zbyt wiele osiągnęli z reprezentacją Szwajcarii i zbyt wiele jej zawdzięczali, a także mieli być może nieco zbyt mało wiary, że Kosowo stać na awans do wielkiej imprezy, by się zdecydowali na grę w barwach ojczyzny rodziców. Tymczasem niedługo mogą przeciwko niej zagrać, i to na mistrzostwach Europy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA