fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Ewa Usowicz: Trybunał – zaczynają się zapasy w błocie

Ewa Usowicz, zastępca redaktora naczelnego Rzeczpospolitej
Andrzej Bogacz
W bokserskiej walce o Trybunał Konstytucyjny doszło właśnie do niebywałego klinczu. Obserwując dotychczasowe zmagania, nie sądzę, aby któraś ze stron odpuściła. Zastanawiam się raczej, która pierwsza przyłoży tak, że znokautuje przeciwnika.

Słyszę, że prezes Trybunału nie zamierza stosować nowelizacji ustawy o TK autorstwa PiS, „bo sędzia konstytucyjny podlega tylko konstytucji". Są też prawnicy, którzy twierdzą, że ustawy o Trybunale stosować nie trzeba, bo jest niekonstytucyjna.

To dość zaskakujące – nie mam pojęcia, skąd wiedzą, że jest niekonstytucyjna, bo nie było żadnego orzeczenia w tej sprawie. A w polskim prawie obowiązuje dość prosta zasada, że jeśli nie stwierdzono sprzeczności ustawy z konstytucją, to domniemywa się, że jest ona zgodna z ustawą zasadniczą. I trzeba ją stosować. Zastanawiam się, na jakiej niby podsta- wie miałby Trybunał działać (i orzekać!), skoro cały tryb jego działania (m.in. w jakim składzie rozpoznaje poszczególne sprawy) reguluje właśnie ustawa o TK, a nie konstytucja.

Mistrzem faulowania w tych zapasach jest niewątpliwie PiS – wprowadził do Trybunału o trzech sędziów za dużo i „zdelegalizował" pięciu (zamiast dwóch) sędziów PO. Wszystko to pod hasłem „naprawy" sądu konstytucyjnego, która może skończyć się tak, że pacjent nie przeżyje.

Ale Trybunał wcale nie pozostaje w tych zapasach dłużny. Prezes TK mówi, że cała PiS-owska piątka sędziów ma status „pracowników Trybunału", a obecny pełny skład to dziesięcioro („starych") sędziów. Czy rzeczywiście? Gdyby nie dopuszczał do sądzenia trojga z PiS-owskiej piątki – w porządku, ale dwoje z nich legalnie przypada partii rządzącej w tej kadencji.

Jeśli TK orzeknie w dziesięcioosobowym składzie, że obowiązująca od poniedziałku nowela PiS jest sprzeczna z konstytucją, partia rządząca nie będzie zapewne honorować ani tego, ani kolejnych wyroków wydanych w tym „nieustawowym" składzie. Klincz.

Gdyby prezes Trybunału nie mówił o ministrze sprawiedliwości per „pan Zbyszek", a minister nie straszył prezesa prokuratorem, nie mając żadnych dowodów na sprzeniewierzenie publicznych pieniędzy (wizyta sędziów w Chinach), może byłaby szansa na – choćby i zgniły – kompromis.

Niestety, po boksowaniu zaczynają się zapasy w błocie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA