fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Informatyzację służby zdrowia wydłuży nowy przetarg

123RF
Rozpisanie nowego przetargu na realizację Platformy P1 wydłuży informatyzację służby zdrowia. Wymusi też nowelizację ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia – mówi Karolinie Kowalskiej były dyrektor Centrum Systemów Informacyjnych w Ochronie Zdrowia.

Rz: W październiku pojawiły się informacje, że wart 712 mln zł projekt informatyczny Platforma P1 zakończy się klapą, a Polska straci ponad 600 mln zł dofinansowania z Unii Europejskiej.

Marcin Kędzierski, były dyrektor Centrum Systemów Informacyjnych w Ochronie Zdrowia: P1, czyli Elektroniczna Platforma Gromadzenia, Analizy i Udostępniania Zasobów Cyfrowych o Zdarzeniach Medycznych, należy do największych tego typu projektów w Europie. Ma wykonywać ponad 7 tysięcy różnych operacji technicznych i stanowi prawie jedną czwartą planu informatyzacji państwa. Projekt e-Zdrowie miał poprzez Internetowe Konto Pacjenta zapewnić pacjentom dostęp online do informacji medycznej, e-Recept, e-Skierowań i e-Zwolnień, a podmiotom leczniczym miejsce do gromadzenia dokumentacji medycznej. Odbiór rozpoczęto kilka miesięcy temu i zakładano, że pierwsze komponenty systemu zostaną uruchomione do 1 października. Nie stało się tak z powodu opóźnień wykonawców. Dziś już wiadomo, że nie stracimy dofinansowania Unii Europejskiej. Prace nad Platformą znacznie się jednak przedłużą, bo Ministerstwo Zdrowia zdecydowało się na zerwanie umów z wykonawcami i wyłonienie nowych.

W komunikacie ministerstwa ogłaszającym „nowe otwarcie" P1 napisano, że wciąż nie udostępniono żadnych usług dla pacjentów.

Zamieszanie wokół projektu przysłoniło osiągnięcia mojego zespołu. To, że przez te 2,5 roku udało nam się wytworzyć, uruchomić lub rozpocząć prace na rzecz około 40 krajowych systemów informatycznych i wystandaryzować kilkanaście najczęściej używanych dokumentów medycznych, takich jak recepty, skierowania, zlecenia karty wypisowej ze szpitala razem z epikryzą i wyniki badań laboratoryjnych. Wytworzone i odebrane zostały niemalże wszystkie funkcjonalności z 24 podsystemów P1. Udało się to mimo znacznych opóźnień oraz błędnych założeń samej realizacji, wynikających głównie z faktu, iż nie przewidziano wyłonienia jednego generalnego wykonawcy systemu, który by koordynował prace pozostałych. Już w 2010 r. ostrzegałem przed taką formułą zarówno ówczesne kierownictwo resortu, jak i kierownictwo CSIOZ. Kiedy dwa lata później zostałem dyrektorem CSIOZ i objąłem zarządzanie projektem P1, miał on już dwuletnie opóźnienie. Zgodnie z moimi przewidywaniami główny wykonawca, wyłoniony przez poprzednie kierownictwo, nie podołał zadaniu i w 2014 r. zerwał kontrakt. Mimo to w sierpniu 2015 r. rozpoczęto procedury odbiorowe.

Żadnej z nich jednak nie dokończono. Dlaczego?

Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Dziwi mnie, że przez trzy czy cztery miesiące nie udało się odebrać żadnego fragmentu, a na końcu zdecydowano się zerwać kontrakty z wykonawcami. Przecież nawet jeśli wykonawcy nie do końca wywiązują się ze swoich obowiązków, zamawiający ma w ręku pewne narzędzia dyscyplinujące, takie jak kary umowne dotyczące niedotrzymania terminów. Dla wszystkich wykonawców sięgały około 3 mln zł tygodniowo. To kwota odczuwalna nawet dla takich gigantów rynku informatycznego, nie mówiąc już o potencjalnych stratach wizerunkowych. Nie rozumiem, dlaczego nikt nie zdecydował się na wykorzystanie tych mechanizmów.

Ministerstwo postanowiło wyłonić jednego generalnego wykonawcę, co postulował pan już pięć lat temu.

Ale nie ma gwarancji, że do nowego przetargu nie przystąpią wykonawcy, z którymi właśnie zerwano kontrakty, bo nie są oni prawnie wyłączeni z zamówień publicznych. Do przetargu może przystąpić również konsorcjum wszystkich tych czterech firm, które wykorzystując wiedzę, jak poszczególne systemy zostały wytworzone i jak działają, będą może w lepszej pozycji startowej. Na rynku informatyki medycznej działa zaledwie kilka podmiotów mających odpowiedni potencjał i doświadczenie, aby móc dostarczać tak duże rozwiązania. Poza zwycięzcami pierwszego przetargu na realizację P1 na polskim rynku medycznym działają może jeszcze dwie takie firmy. Może się okazać, że w kolejnym przetargu walka będzie się toczyła między poprzednimi wykonawcami a właśnie nimi. To nie wszystko. Przesunięcie terminu oddania P1 do 2019 r. wymusza też zmiany w ustawodawstwie.

Jakie?

Nowelizacji będzie wymagać ustawa o systemie informacji w ochronie zdrowia, nakładająca na podmioty lecznicze obowiązek prowadzenia elektronicznej dokumentacji medycznej od 1 stycznia 2018 r. Jeżeli system centralny, który miał dostarczać część usług elektronicznych dla pacjentów i personelu medycznego, nie jest jeszcze gotowy, to podmioty lecznicze nie będą mogły się w pełni dostosować i nie można na nie nakładać takiego obowiązku. Termin zostanie więc pewnie wydłużony, a co najmniej kilka następnych lat może zająć podłączenie do systemu wszystkich placówek ochrony zdrowia. Niemniej brak systemu centralnego nie stanowi hamulca w rozwoju informatyki medycznej. Coraz więcej podmiotów leczniczych decyduje się na wprowadzenie elektronicznej dokumentacji medycznej, w tym korzystanie z oferowanych systemów szpitalnych i gabinetowych w chmurze oraz gromadzenie danych pacjentów w profesjonalnych medycznych centrach przetwarzania danych. Coraz więcej podmiotów decyduje się także na świadczenie usług medycznych z wykorzystaniem rozwiązań telemedycznych.

O tym jednak cicho. W listopadzie głośno było natomiast o zawiadomieniach do prokuratury, a także Centralnego Biura Antykorupcyjnego o nieprawidłowościach w przetargach stwierdzonych podczas przeglądu projektu P1.

Ewentualność opóźnień w projekcie wykonawcy, a w ślad za nimi także w projekcie CSIOZ, zaraportowałem do wszystkich ministerstw jeszcze w sierpniu. Zawiadomienia do prokuratury skierowało nowe kierownictwo CSIOZ, które nie pracowało przy projekcie i nie zna jego specyfiki. Według mnie część opóźnień wynika z braku odpowiednich przepisów. Zasadnicze znaczenie ma tutaj fakt, iż na etapie wytwarzania poszczególnych podsystemów P1 brakowało regulacji prawnych. Ustawa została znowelizowana w październiku 2015 r. A systemy wytwarzane były dużo wcześniej. Koronny przykład to e-Recepta – przepisy określały wyłącznie jej postać papierową. Jestem pewien, że po obu zawiadomieniach sprawy nie wyjdą poza etap postępowania sprawdzającego. Faktem jest natomiast, że projekt można było przeprowadzić sprawniej i za znacznie mniejsze pieniądze. Błędem było niewyłonienie generalnego wykonawcy, a także opublikowanie na samym początku, jakimi środkami dysponuje CSIOZ na wprowadzenie w życie projektu. Tego się nigdy nie robi. Uważam, że P1 dałoby się zrealizować za kwotę kilkakrotnie mniejszą.

Rozmowy na temat nieprawidłowości przy Projekcie P1 mają kolejny wątek – lobbowanie wysokiej rangi urzędników na rzecz jednej z firm informatycznych.

Sprawa powinna zostać wyjaśniona przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Jestem zmuszony powstrzymać się na tym etapie od dalszych komentarzy w sprawie tego wątku. Niemniej jednak osobiście sporządziłem notatkę na temat niepokojących zachowań zarówno dla kierownictwa resortu, jak i dla CBA. Byłem zdumiony niektórymi stwierdzeniami urzędników, którzy przecież powinni być świadomi, że takie zachowania są niedopuszczalne, a także tego, że mają do czynienia nie tylko z urzędnikiem, ale i funkcjonariuszem policji. Do pracy w CSIOZ zostałem oddelegowany z pionu przestępstw gospodarczych. Dziś jestem na emeryturze, ale podczas pracy w CSIOZ pozostawałem funkcjonariuszem, o czym większość pracowników doskonale wiedziała. Również mój zastępca związany był ze służbami jako emerytowany funkcjonariusz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W swoim gabinecie miał nawet dyplom z logo ABW, który – jak żartowaliśmy – miał być swego rodzaju odstraszaczem dla tych, którzy chcieliby łamać prawo. Jak widać – nie zadziałał.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA