fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Reguła wydatkowa króla małej planety

Witold M. Orłowski, główny ekonomista PwC w Polsce
Fotorzepa, Radek Pasterski
Grupie posłów przyszło do głowy, by przyjrzeć się starannie regule wydatkowej finansów publicznych. I nic dziwnego, że przyszło.

Jest to reguła, która stanowi swoiste samoograniczenie władzy Sejmu w ustalaniu poziomu wydatków budżetowych. W czasie obecnej, krótkiej jeszcze, kadencji wielokrotnie usłyszeliśmy, że Sejm jest najwyższą władzą, więc może przegłosować wszystko. No to jakim prawem i po co ma się samoograniczać?

W sprawie budżetu Sejm może oczywiście zrobić wszystko, może ustalić wydatki na dowolnym poziomie (jest to jedyna ustawa, której nie ma prawa zawetować nawet prezydent). Konstytucja zabrania tylko przekroczenia relacji długu publicznego do PKB (60 proc.), a unijne traktaty każą utrzymać deficyt poniżej 3 proc. PKB (choć faktycznie dopuszczają czasowe przekroczenie tej granicy). Na razie do złamania konstytucji jeszcze bardzo daleko, a deficyt budżetowy też nie wygląda przerażająco. Po co więc jakieś reguły i samoograniczenia?

Otóż reguła wydatkowa jest po to, by stale dbać o stan finansów państwa i nie dopuścić do sytuacji podbramkowej, kiedy niezbędne jest podjęcie naprawdę bolesnych działań ratunkowych. Polska reguła – odnosząca się do tych wydatków, których wzrost nie jest ustalany ustawowo – określa, w jakim maksymalnym tempie mogą one rosnąć, aby nie pojawiło się ryzyko nadmiernego zadłużenia państwa albo potrzeba drastycznych podwyżek podatków dla ratowania budżetu. To trochę tak jak z przepisami przeciwpożarowymi – przestrzega się ich po to, by nie doszło do pożaru i nie trzeba go było potem z wielkimi szkodami gasić.

Grupa posłów proponuje, by zapisy w tej dziedzinie „uelastycznić", pozwalając co roku decydować rządowi, czy nie podejmuje tak ważnych działań, że reguły można nie stosować. To może mieć sens w latach naprawdę wyjątkowych. Problem w tym, że taki zapis pozwoliłby prawdopodobnie uznawać co roku, że sytuacja jest wyjątkowa. A jeśli okres takich „wyjątkowych" lat zwiększonego deficytu potrwa odpowiednio długo, na końcu będzie prawdziwy kryzys. Więc jednak chyba lepiej się samoograniczyć, by do tego nie doszło.

Z regułą wydatkową jest trochę tak jak z władzą wszechmogącego króla z „Małego Księcia" Saint-Exupéry'ego. Dla przypomnienia: monarcha ten w sposób nieograniczony władał swoją bezludną planetą – i mógł nawet rozkazywać słońcu, kiedy ma zajść. Był jednak władcą niegłupim. Wydawał słońcu rozkaz zachodzenia tylko wtedy, kiedy rzeczywiście nadchodziła pora zachodu. Narzucił sobie takie samoograniczenie, bo wiedział, że jeśli wyda ten rozkaz w innym momencie, to raczej na tym straci, niż zyska.

Myślę, że marszałek powinien obowiązkowo nakazać wszystkim posłom przeczytanie kilku mądrych książek (choć boję się, że taka propozycja może być odczytana jako próba ograniczenia suwerenności Sejmu, którego posłowie są wybrańcami narodu i żadnych książek czytać nie muszą).

Witold M. Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, profesor Politechniki Warszawskiej

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA