fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Sergiusz Najar: Morderczy wyścig w Europie

Bloomberg
W UE potrzeba nam lepszego współdziałania, a nie absurdalnej wiary, że każdy da sobie radę sam.

Europejska jesień ma wspólny mianownik: niezależnie od przebiegu i wyników pandemii w trakcie wiosennej pierwszej fali czy letniego spadku zachorowań wszystkie kraje UE ścigają się w morderczym wyścigu na testowanie, zakażenie, hospitalizacje i zgony. Po politycznych, eksperckich i medialnych debatach o „szwedzkich modelach", „włoskich katastrofach", „brytyjskich zwrotach" zostaje przekonanie, że żaden kraj, żaden rząd ani grupa ekspercka nie ma ani recepty na doraźne działania, ani strategii na różne scenariusze rozwoju choroby.

Piąta swoboda

Okazuje się, że do fundamentalnych i opisanych traktatami swobód przepływu towarów, usług, pracowników i pieniędzy doszła piąta – pozatraktatowa i bezgraniczna swoboda przemieszczania się wirusa. Wygląda na to, że buńczuczne zapewnienia prowadzące do zamykania granic krajów lub regionów czy landów do niczego dobrego nie doprowadziły. Tysiące żołnierzy i strażników granicznych, kontrole stałe lub dorywcze, zakazy i wykluczenia, wymuszane testy i narzucone kwarantanny spowodowały olbrzymie koszty ludzkie i finansowe, zniszczyły lub spowolniły łańcuchy dostaw towarów i komponentów przemysłowych, prowadząc do strat i bankructw, utraty zaufania i pracy. Ale nie powstrzymały choroby.

Nie ma dowodów na skuteczność takich działań, brak dowodów realnego ryzyka zakażenia przy otwartych granicach. Letnie próby Komisji Europejskiej – lepiej koordynować działania, wprowadzić standardy procedury i testy, wspólnie ustalać progi i kategorie ryzyka – doprowadziły tylko do zgody do ich oznaczenia (strefa żółta, czerwona – red.), jakby od 132 lat była rozbieżność w czytaniu kolorów sygnalizatorów.

Chaos zamykania krajów

Nadal nic nie wiemy o współdziałaniu transgranicznym ministrów zdrowia, służb epidemiologicznych czy współpracy na granicach, a kolory na semaforach są włączane arbitralnie przez każdy z 27/28 krajów. Tym bardziej niepokojące są działania tych, które już się „zamknęły", jak Węgry czy Słowacja, lub wprowadzają restrykcje, jak Niemcy czy Słowenia, domagając się od podróżnych wyników testów lub kierując na kwarantannę.

Europejczyk jadący w dowolnej sprawie z Tallina do Lizbony czy z Hagi do Sofii nie ma pojęcia, jak zostanie potraktowany na kolejnej z formalnie tylko otwartych granic. Wiele krajów zamyka obywateli w domach, pozwalając na wyjście do pracy lub na zakupy, zamyka miasta lub dzielnice, zapominając, że prawie 30 proc. ich mieszkańców mieszka w obszarach transgranicznych, gdzie się pracuje, robi zakupy lub sprzedaje, leczy, uczy się lub świadczy usługi w kraju sąsiednim. Ten sukces integracji europejskiej może zostać zaprzepaszczony. Potrzeba, ze względu na niezamierzoną acz realną Piątą Swobodę, lepszego współdziałania i otwarcia, a nie absurdalnej wiary, że każdy da radę sobie sam.

Autor jest bankowcem, badaczem praktyk życia transgranicznego, był wiceministrem i członkiem zespołu negocjacyjnego akcesji Polski do UE (2002–2005 )

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA