fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Anna Wojda: Zdobyć dusze dla kasy

Adobe Stock
Perspektywa łatwego zysku może zaprowadzić za kraty nie tylko samego oszusta, ale i tych, którzy mu pomagali.

Znalazły się osoby, które postanowiły wykorzystać luki w programach pomocy antykryzysowej. Wszystko po to, by uzyskać wsparcie finansowe. Po różne jego formy, choćby postojowe, Polacy ruszyli masowo. Nie wszyscy jednak mieli do tego prawo. Teraz ZUS puka do drzwi tych, którzy złamali reguły gry i dostali pieniądze, choć im się nie należały.

Na różnych forach internetowych można było przeczytać, że skoro rząd daje, to dlaczego nie korzystać. W końcu to pieniądze przedsiębiorców, z podatków są rozdawane. Rząd nie robi łaski, do firm wraca po prostu to, co państwu oddały – tak pisano. Nikt się nie przejmował, że pieniądze były dla tych, którzy rzeczywiście przez pandemię ucierpieli: mieli mniejsze dochody lub wcale ich nie mieli. Ba, byli nawet tacy, którzy dla wsparcia zdecydowali się sztucznie zaniżać przychody lub podpisywać fikcyjne zlecenia. Na przykład 30-letni przedsiębiorca na podstawie fikcyjnych umów zatrudnił kilkaset osób i na wszystkie złożył wniosek o wypłatę świadczenia postojowego. Kłamstwo ma jednak krótkie nogi. Prokuratura już prowadzi w tej sprawie postępowanie. Mężczyźnie grozi do ośmiu lat więzienia. Kar nie unikną też studenci skuszeni perspektywą łatwego zysku, bo to za ich sprawą doszło do poświadczenia nieprawdy we wnioskach do ZUS.

Czytaj także:

Podobnych przypadków będzie pewnie więcej. Urzędnicy zaczęli bowiem sprawdzać beneficjentów pomocy antykryzysowej, czy rzeczywiście im się należała. Niektórym pewnie się upiecze, bo w morzu wniosków o postojowe i inne formy dofinansowania niełatwo wiosłować. Liczę jednak, że chociaż część oszustów zostanie przykładnie ukarana. Bo okradanie własnego państwa jest przestępstwem – czy to się komuś podoba czy nie. Usprawiedliwieniem nie może być to, że w systemie są luki (do antydatowania umów i bezprawnego uzyskania pieniędzy z ZUS wykorzystano brak obowiązku zgłaszania studentów do ubezpieczeń społecznych i opodatkowania ich dochodów PIT).

Zdaje się, że przedsiębiorca, który wyłudził postojowe, wymyślił, jak napisać ciąg dalszy powieści Mikołaja Gogola „Martwe dusze". Jej bohater Cziczikow zarabiał, skupując martwe dusze rewizyjne, czyli chłopów pańszczyźnianych, którzy umarli od czasu ostatniego spisu rewizyjnego, a za których właściciele ziemscy wciąż musieli płacić podatki. Chłopów nie było, ale kasa się za nich należała. Teraz stało się podobnie. Kilkaset fikcyjnych umów i mamy zysk. Pracownik, jak cudowna kura, znosi złote jaja. Niestety, ta koncepcja ma jeden feler: jest przestępstwem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA