fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Służba zdrowia, czyli jak zreformować kota w worku

Adobe Stock
Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej wspierali i będą wspierać mądre zmiany w systemie ochrony zdrowia. Ale co oznacza słowo „mądry" w tym kontekście?

W rozumieniu największej organizacji pracodawców „mądra zmiana" to taka, która przed skonstruowaniem przepisów ma określony cel, następnie dobierane są optymalne rozwiązania z zaangażowaniem interesariuszy, a później w określonych cyklach przygotowywane są sprawozdania i ewaluacja.

Ważne jest także, aby zmiana była przeprowadzana transparentnie i zrozumiale dla podmiotów, których dotyczy. W przeciwnym razie powstaje zmiana z założenia oparta na konflikcie. Nawet jeśli od razu nie jest on głośno artykułowany, to z biegiem czasu na pewno pojawia się w publicznej domenie.

Prawda obnażona

W polskim systemie ochrony zdrowia trudno zidentyfikować zmianę zgodną z powyższą definicją. Wiosną tego roku mieliśmy wątpliwą przyjemność obnażyć prawdę dotyczącą wzrostu nakładów na ochronę zdrowia. Ustawa o 6 proc. w toku prac rządowych uległa zmianie, w wyniku czego wydatki na zdrowie w danym roku odnoszone są do wielkości PKB sprzed dwóch lat, co przy wzroście gospodarczym skutkuje możliwością realizacji zapisów ustawy przy znacznie mniejszych wydatkach budżetu państwa.

Według szacunków co roku dzięki temu sposobowi liczenia budżet państwa „oszczędza" 6–8 mld zł. Jednak informacja o sposobie liczenia wzrostu PKB została wyjaśniona dopiero kilka miesięcy po jej wprowadzeniu. I wzbudziła zdumienie także wśród rezydentów, którzy przez długie tygodnie prowadzili protest głodowy, aby zainteresować polityków ogromnymi problemami ochrony zdrowia.

Kluczem do wprowadzenia dobrych i racjonalnych zmian jest analiza danych i wyciąganie z nich wniosków. Niestety, mimo publicznych deklaracji Narodowego Funduszu Zdrowia o chęci dzielenia się danymi, mimo twardych zapisów w tym zakresie w strategii Funduszu, dzisiaj jest z tym problem. Portal z danymi utworzony przez NFZ zawiera zbiór danych nieistotny z punktu widzenia poważnych reform systemowych.

Z drugiej strony doświadczenie pokazuje, że pytania kierowane do NFZ (w trybie dostępu do informacji publicznej) o przekazanie danych niezbędnych do analiz kończą się odmowami. Pracodawcy RP jakiś czas temu wnioskowali o udzielenie informacji, ile zaległości finansowych ma NFZ wobec szpitali, które wykonują świadczenie nielimitowe (np. w zakresie onkologii czy programów lekowych). Jednak nie otrzymali informacji zwrotnej.

Pracodawcy nie dostali też odpowiedzi na pytanie o koszty wprowadzonych współczynników korygujących (finalnie NFZ odpowiedział, ale tylko dlatego, że dane te były prezentowane w ramach Rady Dialogu Społecznego). Prezes NFZ trzyma także w tajemnicy dane finansowe, o ile więcej szpitale zapłacą za wynagrodzenia pracowników medycznych w 2020 r.

Ze zdziwieniem przyjmujemy odmowy NFZ. To przeczy deklarowanej polityce otwartości i oczywiście może rodzić słuszne pytania o to, dlaczego Fundusz odmawia: czy pytania są niewygodne, czy odpowiedzi mogłyby szokować analityków i opinię publiczną? To powoduje, że w Polsce rządzi polityka tzw. kota w worku. Zmiany przeprowadza się bez odpowiednich analiz i symulacji ewentualnych skutków.

Okres wyborów skłania do pewnych podsumowań pracy administracji publicznej w kończącej się kadencji. Ramy niniejszej publikacji nie pozwalają na wyliczenie wszystkiego, co się udało zrobić resortowi zdrowia i Funduszowi przez te minione 1383 dni. Niestety, kończąca się kadencja dowiodła, że w ochronie zdrowia rządzą emocje, strajki (nawet jeśli słuszne) oraz brak długookresowego myślenia.

Niestety, analitycy i eksperci nie zdołali się przebić ze zbyt dużą liczbą propozycji zmian. Dominowały drobne i punktowe zmiany, pozwalające na pokazywanie sukcesów rządu, a brakowało reform, które radykalnie mogłyby zmienić funkcjonowanie systemu. Tak było m.in. z często wymienianymi operacjami zaćmy i endoprotezoplastyką stawu biodrowego i kolanowego.

W kampanii wyborczej słyszymy chwalenie się częściowym rozwiązaniem problemów w trzech jednostkach chorobowych z listy blisko 68 tys. rozpoznań zdefiniowanych według metodologii WHO (ICD 10). Rozkład liczby pacjentów chorujących na te jednostki chorobowe może podnosić ich znaczenie, jednak mimo wszystko wydaje się, że to niewiele.

Obecnie nie ma żadnych wiarygodnych informacji, że zniesienie limitu finansowania na diagnostykę PET i MRI w II kwartale br. istotnie i zauważalnie dla pacjentów skróciło kolejki. Są natomiast pierwsze analizy dotyczące tego, że zniesienie limitu finansowania wytworzyło wyższy popyt, co spowodowało skrócenie kolejek znacznie mniejsze, niż to wynika z pieniędzy zainwestowanych w ten obszar. Jednak należy odnotować, że są także drobne zmiany pozytywne m.in. w zakresie e-zdrowia, wprowadzenia e-zwolnień (tutaj odpowiadał za to ZUS), czy powolny rozwój e-recept czy internetowego konta pacjenta.

Jedyną zmianą organizacyjną wprowadzoną od 2015 r. jest sieć szpitali. Co się zmieniło? Czy zmiana osiągnęła jakikolwiek cel? Pracodawcy RP jako reprezentanci świadczeniodawców wielokrotnie zadawali to pytanie ministrowi zdrowia. Mimo wielu próśb w ramach trójstronnego zespołu ds. ochrony zdrowia nigdy nie zaprezentowano całościowego sprawozdania z realizacji tej ustawy.

Podjęliśmy się samodzielnej oceny i okazało się, że największą zmianą jest powolne, ale sukcesywne wygaszanie prywatnego sektora – czyli ograniczanie tym podmiotom wysokości kontraktów.

Z pomocą przyszedł raport Naczelnej Izby Kontroli opublikowany 19 sierpnia br. Okazało się, że żaden cel określony w uzasadnieniu do projektu ustawy nie został zrealizowany. Co to oznacza? Zmarnowano olbrzymie środki po to, aby osiągnąć nic. Nie widać też nadziei na poprawę!

Mimo zapowiedzi nie przeprowadzono ewaluacji i nie wprowadzono niezbędnych zmian. Przypominamy także, że podczas uchwalania ustawy o sieci szpitali podkreślaliśmy, że jej nieodłącznym elementem powinna być ustawa o jakości w ochronie zdrowia. Ówcześni ministrowie zdrowia w pełni przyznali nam rację i deklarowali, że w ciągu roku ustawa zostanie przyjęta, niestety zaraz po wprowadzeniu tzw. sieci szpitali zapomnieli o tych zapewnieniach.

Destrukcyjne zmiany

Wiele zmian było destrukcyjnych dla ochrony zdrowia. Przykładem są wszystkie te dotyczące wzrostu wynagrodzeń pracowników podmiotów leczniczych. Nie chodzi o to, że Pracodawcy RP uważają, iż pracownicy ci nie powinni zarabiać więcej – wręcz przeciwnie. Ale zmiany w wynagrodzeniach wprowadzano pod wpływem strajków, bez jednoczesnego dialogu ze wszystkimi grupami zawodowymi, bez podejścia systemowego.

To spowodowało rozwarstwienie płacowe wśród grup zawodowych podmiotów leczniczych – niektórym wynagrodzenie wzrosło bardzo istotnie, innym praktycznie się nie zmieniło. Każdy menedżer wie, jak taka przepaść płacowa destrukcyjnie wpływa na atmosferę w pracy i motywacje pracowników. Przecież wzrost wynagrodzeń jest realizowany ze środków na leczenie (ze składek osób ubezpieczonych), bez odpowiedniego zabezpieczenia ich refinansowania, co skutkuje wzrostem zadłużenia szpitali.

Quo vadis, systemie ochrony zdrowia? To pytanie zapewne zadaje sobie kilkaset tysięcy osób pracujących w podmiotach leczniczych lub współpracujących z nimi oraz 38 mln Polaków. Jak na razie żadna partia nie przedstawiła kompleksowej strategii na uzdrowienie systemu ochrony zdrowia. Pojawiają się wyrywkowe pomysły bez wskazania sposobu, jak je zrealizować, oraz zasobów, jakimi mają one być osiągnięte.

Na razie na horyzoncie nie widzę „mądrych zmian". Należy tylko liczyć, że całościowe programy jeszcze poznamy i będą one oparte na analizach, a nie wymuszone przez pogarszającą się sytuację poszczególnych podmiotów.

Autor jest wiceprezydentem  Pracodawców RP

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA