fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Rzecz o podwójnych standardach w Europie - Dariusz Czajkowski o opinii TSUE ws. KRS i SN

Adobe Stock
Trudno milczeć, gdy głosiciele tezy o upolitycznieniu naszego wymiaru sprawiedliwości stosują do analogicznych faktów odmienne oceny – pisze sędzia.

Po zapoznaniu się z opinią rzecznika generalnego TSUE Jewgienija Tanczewa o braku niezawisłości Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego w Polsce oraz zależności nowej Krajowej Rady Sądownictwa od organów wykonawczych i ustawodawczych proponuję zasadniczą reformę sposobu wyboru sędziów do Sądu Najwyższego. Przerwijmy w końcu spory i zastosujmy w kraju takie same rozwiązania, jakie obowiązują w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Wzorcem normatywnym niech będą zatem przepisy traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (dalej TFUE), przystosowane odpowiednio do warunków krajowych. Zabieg ten – wobec niepodważalnego autorytetu regulacji unijnych – spowoduje, że każdy, kto poważy się ten wzorzec skrytykować, zasłuży sobie na opinię antydemokraty i zwolennika polexitu.

Czytaj także:

A więc zaczynajmy

Art. 1 Wprowadza się instytucję rzeczników generalnych Sądu Najwyższego, których zadaniem będzie publiczne przedstawianie (przed wydaniem wyroku przez Sąd Najwyższy), uzasadnionych opinii w sprawach, które zgodnie ze statutem Sądu Najwyższego wymagają jego zaangażowania (odpowiednik art. 252 TFUE).

Art. 2 Sędziowie i rzecznicy generalni Sądu Najwyższego są wybierani spośród osób z terenów poszczególnych województw o niekwestionowanej niezależności i mających kwalifikacje wymagane do zajmowania najwyższych stanowisk sądowych lub są prawnikami o uznanej kompetencji. Są oni wskazywani za wspólnym porozumieniem przez wojewodów reprezentujących rząd na terenie województwa, na okres sześciu lat, po konsultacji z komitetem przewidzianym w artykule 4 (art. 253 TFUE zastosowany odpowiednio).

Art. 3 Liczbę sędziów sądu określa statut Sądu Najwyższego. Statut może przewidywać, że sąd wspierany będzie przez rzeczników generalnych. Członkowie sądu są wybierani spośród osób o niekwestionowanej niezależności i mogących zajmować wysokie stanowiska sądowe. Są oni wskazywani za wspólnym porozumieniem przez wojewodów, po konsultacji z komitetem przewidzianym w artykule 4 (odpowiednik art. 254 TFUE).

Art. 4 Ustanawia się komitet, którego zadaniem jest opiniowanie kandydatów do wykonywania funkcji sędziego i rzecznika generalnego w Sądzie Najwyższym przed ich mianowaniem. Komitet składa się z siedmiu osobistości wybranych spośród byłych członków Sądu Najwyższego, sędziów sądów powszechnych i prawników o uznanej kompetencji, przy czym jedną z kandydatur proponuje Sejm. Rada Ministrów przyjmuje decyzję ustanawiającą reguły funkcjonowania komitetu oraz decyzję mianującą jego członków. Rada stanowi na wniosek prezesa Sądu Najwyższego (odpowiednik art. 255 TFUE).

A teraz czas na zachowanie większej powagi. Uświadomić sobie należy, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej składa się z sędziów mianowanych przez rządy państw członkowskich Unii, po konsultacji z Radą Unii Europejskiej, w skład której wchodzą przecież ministrowie poszczególnych państw. Nie jest więc niczym zdrożnym w strukturach Unii Europejskiej, że wszystkie stanowiska sędziowskie w TSUE pochodzą z nadania politycznego, skoro decydują o nich politycy. Dotyczy to również tzw. komitetu osobistości, który wprawdzie opiniuje przedstawione przez rządy kandydatury sędziów, ale to Rada Unii Europejskiej, a nie sami sędziowie, ustanawia reguły działania tego ciała i podejmuje decyzje o mianowaniu jego członków (art. 255 TFUE).

Żeby była jasność, wcale nie zamierzam krytykować takiego rozwiązania. Trudno jednak milczeć, gdy głosiciele tezy o upolitycznieniu polskiego wymiaru sprawiedliwości nie chcą dostrzec oczywistego faktu i stosują do analogicznych faktów odmienne oceny i różne standardy. Nominacje sędziowskie, na które wyłączny wpływ chciałaby mieć korporacja sędziowska, mogą prowadzić do patologii nie mniejszych niż te, gdy opiniowaniem kandydatur zajmuje się organ, którego skład nadaje demokratycznie wybrane ciało ustawodawcze.

Koleżanki i koledzy sędziowie, stuknijcie się w piersi i odpowiedzcie sobie sami, czy za kadencji uprzedniej Krajowej Rady Sądownictwa było tak pięknie? Czy w waszych sądach wszystkie nominacje były merytoryczne? Nawet wtedy, gdy ówczesna KRS chciała zablokować kontrowersyjne nominacje do Sądu Najwyższego, dotyczące kandydatów wskazanych przez Zgromadzenie Ogólne sędziów tego sądu, to i tak Sąd Najwyższy zrobił to, co chciał. Wszak to Sąd Najwyższy rozpoznawał odwołania od decyzji KRS w sprawie niewystąpienia z wnioskiem o powołanie sędziów do Sądu Najwyższego spośród kandydatów wskazanych przez samych siebie... A gdzie zasada nemo iudex in causa sua?

Najciemniej jest pod latarnią

W polskim systemie prawnym nie do pojęcia jest, aby osoba, która nie jest w składzie sądu i nie ponosi żadnej odpowiedzialności za wydany wyrok, wydawała jeszcze przed naradą sędziowską opinię co do meritum sprawy. W Polsce nie wolno czynić tego nawet dziennikarzom (art. 13 ust. 1 prawa prasowego). Zaiste, osobliwa jest ta europejska procedura. Tym bardziej że tajemnicą poliszynela jest, iż bardzo rzadko się zdarza, by sędziowie Trybunału orzekli inaczej, niż wynikałoby to z opinii ich rzecznika.

Gdyby coś takiego miało miejsce w naszym kraju, podniosłoby się larum – i chyba słusznie – z powodu niedopuszczalnego wpływu i nacisków na przyszłą decyzję niezawisłego składu sądu. No cóż, jesteśmy w Unii i musimy akceptować zasady przyjęte przez unijną większość. Ale nie musimy akceptować wypowiedzi medialnych najważniejszego sędziego w Polsce, który na podstawie tylko opinii jednej osoby, choćby najwybitniejszego prawnika, jeszcze przed końcowym rozstrzygnięciem sądowym zachęca do ignorowania Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.

Rzecznik generalny TSUE, pan Jewgienij Tanczew, zarzucił w swojej opinii, że Izba Dyscyplinarna polskiego Sądu Najwyższego nie spełnia wymogów niezawisłości sędziowskiej w rozumieniu prawa Unii w świetle roli, jaką organy ustawodawcze odgrywają przy wyborze 15 sędziów z łącznej liczby 25 członków Krajowej Rady Sądownictwa. Zwracam zatem uwagę, że w jego ojczystym kraju na 25 członków mianującej sędziów Najwyższej Rady Sądownictwa proporcje te niewiele się różnią, gdyż 11 członków wybieranych jest przez Zgromadzenie Narodowe i również 11 – przez organy władzy sądowniczej (art. 130 ust. 3 Konstytucji Republiki Bułgarii). Co znamienne, obradom tejże Rady przewodniczy nie sędzia, lecz minister sprawiedliwości (art. 130 ust. 5 konstytucji). Nie można pominąć też faktu, że art. 11d polskiej ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa nakazuje umieścić na liście 15 kandydatów wybieranych do Rady co najmniej jednego kandydata wskazanego przez każdy klub poselski, co potencjalnie umożliwia reprezentację w tym organie wszystkich osób popieranych przez liczące się siły parlamentarne.

Jeszcze bardziej wymownie przedstawia się kwestia naboru do Sądu Konstytucyjnego Bułgarii, dokonującego obowiązującej wykładni konstytucji. W jego skład wchodzi 12 sędziów, z których jedną trzecią wybiera Zgromadzenie Narodowe, jedną trzecią mianuje prezydent, a tylko jedna trzecia pochodzi z wyboru dokonywanego przez sędziów (art. 147 ust. 1 Konstytucji Republiki Bułgarii).

Szanowni Państwo, czy rzeczywiście o wolne sądy w tym wszystkim chodzi?

Autor jest sędzią Sądu Najwyższego, pierwszym p.o. prezesa kierującego Izbą Kontroli Nadzwyczajnej i Skarg Publicznych Sądu Najwyższego, byłym sędzią i przewodniczącym Wydziału Karnego Sądu Apelacyjnego w Białymstoku, wykładowcą w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA