fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Niech politycy nie decydują o dronach

materiały prasowe
Żyjemy w świecie, w którym politycy utrzymują schyłkowe branże, takie jak górnictwo węgla kamiennego, bo boją się protestów.
Państwa w polskiej gospodarce wciąż jest za dużo, a nie za mało, jak twierdzi wicepremier Morawiecki. Czytając w „Rzeczpospolitej" wywiad z wicepremierem kwestionującym dotychczasową prywatyzację i liberalizację, można było odnieść wrażenie, jakby ostatnie ćwierćwiecze było w Polsce okresem jakiegoś leseferyzmu.
W raporcie FOR „Następne 25 lat" przedstawiliśmy stojące przed Polską wyzwania rozwojowe. Ciągle nie znamy szczegółów planu Morawieckiego, ale plany rządu nie napawają optymizmem. Odpowiedzią na spadek liczby osób w wieku produkcyjnym nie jest dezaktywizacja kolejnych przez obniżenie wieku emerytalnego i program Rodzina 500+. Odpowiedzią na spowolnienie tempa poprawy produktywności gospodarki nie jest cofanie prywatyzacji i polityka przemysłowa. Odpowiedzią na niską stopę inwestycji przedsiębiorstw nie jest wzrost niepewności i utrzymywanie dużych deficytów budżetowych.

Mamy przerośnięte państwo

Państwo polskie wciąż bardzo silnie ingeruje w gospodarkę. Tymczasem wicepremier Morawiecki widzi monopole w kontekście zagranicznych firm, np. w sektorze handlu. A przecież pomiędzy sieciami handlowymi mamy konkurencję, czego nie można powiedzieć o sektorach kontrolowanych przez państwo, takich jak np. energetyka. Wicepremier mówi też o potrzebie wzrostu innowacyjności, ale ignoruje badania pokazujące negatywny wpływ państwowych monopoli i przeregulowania gospodarki na innowacyjność.
Praktycznie wszystkie duże prywatyzacje rządu PO–PSL były prywatyzacjami tylko z nazwy – państwo pozyskiwało przez giełdę kapitał, zachowując jednocześnie kontrolę, czy to dzięki złotym akcjom, czy rozdrobnieniu pozostałego akcjonariatu. 17 z 50 największych spółek w Polsce z listy „Rzeczpospolitej" ma udział skarbu państwa. Tylko one zatrudniają 425 tys. osób. Czas to zmienić, a nie pogłębiać błędy i zaniechania poprzedników.
Firmy w Polsce borykają się z jednym z największych natężeń regulacji w krajach UE i OECD – zliberalizowaliśmy za mało, a nie za dużo. Udział państwowych przedsiębiorstw w gospodarce jest największy wśród krajów UE i OECD – sprywatyzowaliśmy za mało, a nie za dużo.

Przemysł to nie polityka

Jeżeli chcemy mieć nowoczesną, konkurencyjną gospodarkę tworzącą dobrze płatne miejsca pracy, to powinniśmy dokończyć prywatyzację i liberalizację, a nie iść jeszcze dalej niż obecnie na drodze państwowego interwencjonizmu. Plan Morawieckiego mówi o wspieraniu dronów. Czy naprawdę chcemy, żeby politycy o tym decydowali? Czy wsparcie dostanie firma produkująca drony na Podkarpaciu, a na Pomorzu już nie? Czy wspierane będą drony latające, czy pływające?
Jednym z krajów, którego sukces błędnie tłumaczono polityką przemysłową, była Japonia. Tamtejszy rząd starał się odwieść Toyotę i Nissana od wejścia na rynek amerykański. Podobnie jak Hondę od wejścia na rynek motocykli. Często rozwój ma miejsce wbrew polityce przemysłowej, a nie dzięki niej.
To, co naprawdę niepokoi w planie Morawieckiego, to całkowite ignorowanie teorii wyboru publicznego. Nie żyjemy w cukierkowej krainie, w której politycy zawsze wybierają dobro wspólne zamiast skróconej drogi do reelekcji. Żyjemy w świecie, w którym politycy utrzymują schyłkowe branże, takie jak górnictwo węgla kamiennego, bo boją się protestów. Żyjemy w świecie, w którym rolnictwo dostaje w preferencjach podatkowych, KRUS-ie i subsydiach UE drugie tyle co wytwarza, bo zatrudnia ciągle astronomiczne 11,5 proc. pracujących Polaków (10-krotnie większy odsetek niż w Niemczech). Żyjemy w świecie, w którym rząd Beaty Szydło zamiast deklarowanych inwestycji, wspiera konsumpcję sztandarowym 500 zł na dziecko.

To nie jest klimat dla inwestycji

W planie jest mowa o wzroście inwestycji, ale pozostaje niejasne, kto miałby je finansować. W przeszłości robiła to silna giełda oraz stabilny i dokapitalizowany sektor bankowy. Sytuacja się jednak zmieniła.
Najpierw rząd PO–PSL poważnie osłabił giełdę, nacjonalizując połowę oszczędności Polaków w Otwartych Funduszach Emerytalnych i zmniejszając wielkość przekazywanych do nich składek. Teraz, zgodnie z wywiadem wicepremiera Morawieckiego, „pojawiła się niepewność dotycząca drugiej części tych funduszy". Nie pojawiła się znikąd, tylko tworzy ją rząd PiS, dając niejasne sygnały o nacjonalizacji reszty OFE, a wraz z nimi akcji prawie 300 spółek notowanych na warszawskiej giełdzie. W ciągu ostatniego roku z giełdy wyparowało ok. 190 mld zł, czyli ¼ jej kapitalizacji. To gorzej niż w jakimkolwiek z siedmiu krajów naszego regionu, dla których OECD zbiera dane i niż średnia strefy euro.
Z kolei banki najpierw były zmuszone sfinansować straty SKOK-ów. Następnie rząd nałożył na nie podatek bankowy. Do tego nad sektorem kolejny miesiąc wisi groźba nieproporcjonalnego obciążenia kosztami przewalutowania kredytów frankowych. Rząd zresztą zadbał, żeby to on był finansowany przez banki w pierwszej kolejności. Wyłączenie obligacji skarbowych z podatku bankowego wywołało skokowy wzrost ich zakupów przez banki. Pomimo tego, od maja 2015 do kwietnia 2016 tylko w dwóch spośród dziewięciu krajów regionu wycena obligacji pogorszyła się bardziej niż w przypadku Polski.
Co więcej, wzrost inwestycji wymaga stabilności i przewidywalności. Tymczasem paraliż Trybunału Konstytucyjnego, domiary podatkowe dla sektorów o znacznym udziale kapitału zagranicznego (inwestorzy zastanawiają się, które branże będą następne) i podtrzymywanie populistycznych obietnic (jak obniżenie wieku emerytalnego), sprawiają, że w gospodarce jest dużo niepewności. To jeden z powodów, dla których inwestycje średnich i dużych przedsiębiorstw w pierwszym kwartale spadły o prawie 9 proc., kiedy w poprzednim roku rosły o niemal 12 proc.

Gospodarka a demokracja

Jednym z powodów ograniczenia inwestycji w pierwszym kwartale był paraliż decyzyjny po zmianach w spółkach skarbu państwa. Własność państwowa pozwala politykom kierować spółkami „przez telefon" i jest najgorszą możliwą formą regulacji. Wicepremier Morawiecki przedstawia swój plan jako „demokratyzację" podejścia do gospodarki. Ale czy demokratycznie jest wtedy, kiedy o polityce spółki decyduje polityk, czy konsumenci?
Rafał Trzeciakowski jest ekonomistą z Forum Obywatelskiego Rozwoju
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA