fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Grzegorz Abram: Obligacje rozwojowe mają potencjał

Adobe Stock
Pomysł prezesa GPW Marka Dietla, by wprowadzić na rynek obligacje rozwojowe, to ciekawa propozycja. Pierwsze komentarze były jednak dość sceptyczne. Niesłusznie.

Uważam, że przy precyzyjnym zakreśleniu ram takiego papieru może spotkać się on z uznaniem inwestorów, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak elastycznym instrumentem są obligacje. Atrakcyjnie brzmi zaprezentowany system zachęt dla inwestorów polegający na rezygnacji lub obniżeniu podatku od zysków kapitałowych od takich papierów oraz – z drugiej strony – możliwość monitorowania wykorzystania tak pozyskanych pieniędzy poprzez określenie celu emisji. Obowiązujące przepisy dotyczące konstrukcji obligacji pozwalają na ich definiowanie zarówno z punktu widzenia funkcji, jak i specyficznych parametrów.

Elastyczny instrument

Obligacje są na tyle pojemnym i wielofunkcyjnym instrumentem, że mogą służyć wielu celom. Począwszy od klasycznych dłużnych papierów wartościowych poprzez instrumenty o rozbudowanych warunkach emisji, które złożonością zrównują je z kredytem, aż po obligacje hybrydowe, które dzięki swoim cechom są traktowane przez agencje ratingowe w całości lub części jako część kapitału emitenta.

Elastyczność obligacji jest wzmacniana przez ich poszczególne rodzaje przewidziane w ustawie o obligacjach. Dla określonych emitentów mogą to być obligacje przychodowe. W transakcjach zakładających budowanie wielu warstw długu pomocne mogą być obligacje podporządkowane lub partycypacyjne, natomiast w restrukturyzacjach – obligacje wieczyste. Czasami przydatne są obligacje zamienne na akcje. Istotne wydaje się, że tak zarysowana konstrukcja obligacji rozwojowych, tak naprawdę poza przychodowymi, może być w zależności od potrzeb realizowana w dowolnej formie i rodzaju obligacji.

Z tego punktu widzenia kluczowym parametrem obligacji rozwojowych, poza aspektem podatkowym, będzie określenie celu emisji. Obecnie nie wiadomo jeszcze, jakie cele zostaną wskazane dla objęcia ich zakresem tego instrumentu, natomiast już teraz można podkreślić, że to mechanizm dość mocny. Emitent wprawdzie nie musi określać w warunkach emisji jej celu, ale jeżeli już to zrobi, to wydatkowanie pieniędzy niezgodnie z celem będzie wiązało się m.in. z odpowiedzialnością karną. To skuteczny mechanizm kontroli poczynań emitenta.

Kluczowy cel emisji

To też nie pierwszy przypadek, kiedy zarówno na rynku polskim, jak i europejskim definiowanie obligacji jest dokonywane wyłącznie poprzez zakreślenie możliwości wydatkowania tak pozyskanych pieniędzy. Dobry przykład to tzw. zielone obligacje, których „zieloność" nie wynika z ustawowej regulacji, ale z zobowiązania emitenta do przeznaczenia pieniędzy pozyskanych z emisji na cele związane z szeroko rozumianą ochroną środowiska.

Co więcej, na horyzoncie pojawia się kolejny rodzaj obligacji definiowanych przez ich cel – niebieskie obligacje, z których pieniądze mają wspierać przedsięwzięcia związane z rozwojem gospodarki morskiej. Wyemitowały je m.in. Seszele.

Osobną kwestią jest, czy tak zdefiniowane korzyści podatkowe (brak podatku od odsetek) nie będą stanowiły dla obligatariuszy niedozwolonej pomocy państwa?

Zakładam, że uda się wypracować precyzyjną definicję przedsięwzięć, które miałyby być finansowane obligacjami rozwojowymi, a także utrzymać powszechny dostęp do tego rodzaju instrumentu bez ograniczania ich do kręgów podmiotów państwowych. Pod tymi warunkami mogą być one ciekawym nowym pomysłem rozszerzającym i tak już bogatą paletę dłużnych papierów wartościowych dostępnych na polskim rynku.

Autor jest adwokatem kierującym zespołem dłużnych rynków kapitałowych kancelarii Clifford Chance

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA