fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Tomasz Krawczyk: Nihil novi także w prawie - o wyborze I Prezesa SN

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Także w prawie nie ma nic nowego, wszystko już gdzieś było choć w innej odsłonie. Dyskusja, jaka rozgorzała po ogłoszeniu wyników wyboru kandydatów na I Prezesa SN, sprowadza się do kwestii, czy i ilu kandydatów wybranych na ostatnim Zgromadzeniu Ogólnym Sędziów SN może legalnie zostać przedstawionych Prezydentowi A. Dudzie.

Przypomnieć warto, że na 95 oddanych głosów, zaufanie większości członków ZO SSN zdobył tylko prof. W. Wróbel. Cała reszta otrzymała tych głosów mniej niż 50 % (najwięcej prof. M. Manowska - 25).

Rezultat nie był niespodzianką o tyle, że przeforsowana przez polityków partii rządzącej nowa ustawa o SN wprowadziła zasadę, że każdy z sędziów miał mieć na zgromadzeniu tylko jeden głos (art. 13 §5 ustawy). W rezultacie, z powodów czysto arytmetycznych, kandydat z poparciem większości Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN z zasady mógł też być maksymalnie tylko jeden. Dodatkowo „rozwodniła" głosy równolegle wprowadzona reguła, że tych kandydatów przedstawianych Prezydentowi RP miałoby być aż pięciu. Z kronikarskiego obowiązku warto wskazać, że w wariancie skrajnym powyższe rozwiązanie mogło doprowadzić nawet do paradoksu przedstawienia Prezydentowi RP jako „kandydata ZO SSN" takiej osoby, co uzyskała ledwie jeden głos, samemu się nim popierając.

Czytaj też: Andrzej Duda powołał I prezesa Sądu Najwyższego

Konstytucyjna regulacja wyboru I Prezesa SN jest lapidarna („Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego powołuje Prezydent Rzeczypospolitej na sześcioletnią kadencję spośród kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego" - art. 183 ust. 3 Konstytucji RP). Jasno jednak wskazuje na dwa aspekty. Prezydent nie może być tylko notariuszem woli Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN i musi mieć wybór przynajmniej spośród dwóch konkurujących osób. Dodatkowo, organem, który ma dokonać „przedstawienia" (co jest czymś innym niż zwykłe „zaopiniowanie"), jest wyłącznie Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN. Nie może tego dokonać arbitralnie np. przewodniczący zgromadzenia (w tym wypadku: dr hab. A. Stępkowski).

Dostrzec należy, że regulacja art. 183 ust. 3 Konstytucji RP jest kalką zasad wyboru Prezesa TK i Wiceprezesa TK, określonych w jej art. 194 ust. 2 („Prezesa i Wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego powołuje Prezydent Rzeczypospolitej spośród kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Trybunału Konstytucyjnego"). Przepisy są tak identyczne, że nie ma powodu do stosowania nieuprawnionych dystynkcji w zakresie ogólnych ram tego wyboru. W szczegółach (ustawowych, regulaminowych) jakieś różnice mogą oczywiście wystąpić choćby z racji liczby sędziów ale nie mogą one prowadzić do krańcowo odmiennych interpretacji dwóch tak tożsamych norm konstytucyjnych. Warto zatem przypomnieć, że w odniesieniu do zasad wyboru Prezesa TK i Wiceprezesa TK, Trybunał Konstytucyjny zajął już stanowisko w wyroku z dnia 7 listopada 2016 r., K 44/16. Jest to jedno z tych orzeczeń, które początkowo były przedmiotem odmowy publikacji przez ówczesną Prezes Rady Ministrów B. Szydło, ostatecznie jednak pod wpływem Komisji Europejskiej je promulgowano i weszły do polskiego porządku konstytucyjnego. Wspomniany wyrok dotyczy wprawdzie wyboru szefów TK ale poprzez odwołanie się do bliźniaczej regulacji zachowuje pełną aktualność także przy wyborze I Prezesa SN. Dokonano tam rozróżnienia między „kandydatami wybranymi", a w rozumieniu konstytucyjnym „kandydatami przedstawionymi", stwierdzając, że „za kandydatów w konstytucyjnym rozumieniu Trybunał uznał wyłącznie tych kandydatów, którzy uzyskali poparcie większości głosujących sędziów. Tylko tacy kandydaci mogą bowiem zostać uznani za popieranych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK". Trybunał Konstytucyjny dalej stwierdził, że „kandydaci w rozumieniu konstytucyjnym mogą zostać wyłonieni albo w indywidualnych głosowaniach nad każdą z kandydatur, w których każdy z głosujących sędziów ma jeden głos i może go oddać tylko na jednego kandydata, albo w głosowaniu ogólnym, w którym każdy z głosujących sędziów ma tyle głosów, ile jest kandydatur" (...) „Procedura, której rezultat został wprost wskazany w art. 194 ust. 2 konstytucji (a zatem odpowiednio i w art. 183 ust. 3 – przyp. autora), ma charakter dwuetapowy i obejmuje wybór kandydatów (uregulowany ustawowo i regulaminowo) oraz przedstawienie kandydatów (uregulowane konstytucyjnie i regulaminowo)." Dodatkowo Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że „„wybór" oraz „przedstawienie" to odrębne czynności Zgromadzenia Ogólnego Sędziów TK, które mają charakter złożony i sekwencyjny oraz są celowościowo determinowane bezpośrednio przez samą konstytucję".

Wobec pojawiających się odmiennych doniesień, warto też nadmienić, że w uchwale Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN z dnia 14 kwietnia 2003 r. w sprawie regulaminu wyboru kandydatów na stanowisko Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego przyjęto zasadę większościowego głosowania osobno na każdego z kandydatów. Ostatecznie zostawał przedstawiony Prezydentowi RP (a zatem w rozumieniu konstytucyjnym) ten, który uzyskał na ZO SSN więcej głosów „za" niż „przeciw". Czyli też musiał mieć poparcie większości sędziów SN. Spośród tak wyłonionych kandydatów Prezydent RP miał już swobodny wybór – a zatem nie stawał się przez to w żadnym razie notariuszem, podpisującym wolę samych sędziów. Tak skonstruowany model w pełni zatem respektował wskazany wzorzec konstytucyjny, zakreślony potem przez Trybunał Konstytucyjny w przywołanym wyroku z 2016 r.

Odnosząc te uwagi do realiów SN, oczywistym jest, że treść art. 13 ustawy o Sądzie Najwyższym nie trzyma wzorca art. 183 ust. 3 Konstytucji RP i w świetle powyższych wskazań Trybunału Konstytucyjnego kształtuje procedurę wadliwie – przynajmniej w tym zakresie, w jakim by miało to doprowadzić do blokowego zagłosowania jednym głosem na całą listę kandydatów, a nie na każdego z osobna w poszczególnych głosowaniach (jak to było do tej pory). Rację mieli ci członkowie Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN, którzy domagali się albo osobnego głosowania na każdą z kandydujących osób albo przegłosowania na koniec stosownej uchwały całego Zgromadzenia Ogólnego o przedstawieniu wybranych kandydatów Prezydentowi RP. Nie nastąpiło to jednak na skutek bezzasadnej odmowy ze strony dr hab. A. Stępkowskiego. Nazwiska przedłożone przez niego Prezydentowi RP nie będą miały w rezultacie waloru kandydatur „przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN". Wybór I Prezesa SN w tych warunkach będzie miał wszelkie cechy deliktu konstytucyjnego – przynajmniej wtedy gdyby ostatecznie miał on paść na osobę z poparciem niższym niż ta, która uzyskała przeszło 50 % głosów na zgromadzeniu w dniu 23 maja 2020 r. Odmiennymi słowy: każdy inny I Prezes SN aniżeli prof. W. Wróbel będzie z zasady powołanym niekonstytucyjnie.

SSO Tomasz Krawczyk

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA