Opinie

Tomasz Pietryga o podatku solidarnościowym: Podatek dla zdolnych i aktywnych

Adobe Stock
Wprowadzając podatek solidarnościowy, PiS świadomie karze najbardziej aktywną, utalentowaną i prężną grupę Polaków. Grupę społeczną, dzięki której polska gospodarka się rozwija. Mechanizm: zabrać bogatym i dać biednym, nawiązuje to najgorszych standardów równania w dół, a tam nagradzana jest przeciętność, brak aktywności i roszczeniowość.

Nie byłem zwolennikiem tez głoszonych przez Platformę Obywatelską, kiedy jeszcze rządziła, sprowadzających się do hasła „biznes ponad wszystko". Ten tok myślenia doprowadził do zaburzenia standardów zachodnich demokracji, choćby stabilności na rynku pracy. Jestem zwolennikiem przychylnej neutralności państwa wobec ludzi, którzy tworzą naszą gospodarkę. PiS tę neutralność swoim pomysłem właśnie zaburza. Zniechęcając do aktywności zdolnych, a w najgorszym przypadku skłaniając ich do kombinowania.

W ten sposób wizja rządu premiera Mateusza Morawieckiego jako rządu innowacyjnego, kładącego nacisk na rozwój, postęp i wiedzę, w których premiowani są aktywni, utalentowani i odważni, coraz bardziej się rozmywa. A wraz z nią rozmywa się kurs na elektorat centrum i klasę średnią, która miała być nowym źródłem poparcia dla partii Jarosława Kaczyńskiego.

PiS tymczasem ugruntowuje swoją pozycję partii socjalnej, gubiąc się w przekazie nowego gabinetu, który przyszedł po kojarzonym z 500 + rządem Beaty Szydło, zorientowanym tylko na słabsze i zaniedbane przez dekady grupy obywateli.

Utalentowany bankier wygląda w tej scenerii groteskowo i niewiarygodnie. Bo nie sądzę, aby zabieranie bogatym i dawanie biednym mieściło się w jego rzeczywistych przekonaniach. To cena politycznego gorsetu, który musiał bezdyskusyjnie włożyć, przyjmując tekę premiera. W efekcie teraz Morawiecki nie pokazuje nowej twarzy PiS, jedynie uwydatnia tę starą, socjalną, powiatową.

Szkoda, że tak szybko zapomniał, że kierując się w stronę tych, co chętnie już wzięli i chętnie konsumują, piętnując jednocześnie tych, którzy są kołem zamachowym naszej gospodarki, nigdy nie zbuduje silnego, nowoczesnego państwa, o których tak chętnie mówi w licznych wystąpieniach.

Nie jestem przeciwnikiem wspierania czy stymulowania słabszych grup społecznych poprzez programy socjalne, bo to dobrodziejstwo rozwiniętych cywilizacji Zachodu, które szczęśliwe odeszły od dziewiętnastowiecznych standardów. We wszystkim jednak potrzebny jest rozsądek i umiar, inaczej rozdawnictwo może się łatwo obrócić przeciwko dającym. PiS rozdając dużo, w atmosferze gospodarczego sukcesu i pełnego budżetu, o tym zapomniał. Dziś, przyparty do muru przez czekających na pomoc niepełnosprawnych, która się im, jak najbardziej należy, każe ją finansować najbardziej aktywnym i najzdolniejszym obywatelom.

Traci jednak szanse wyjścia poza sferę partii socjalnej, za co w przyszłości zapłaci polityczną cenę.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL