fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Walutowy rollercoaster

Witold M. Orłowski, główny ekonomista PwC w Polsce
Fotorzepa/Radek Pasterski
Zaledwie 17 lat temu Robert Mundell (twórca teorii, która była podstawą wprowadzenia euro i dała mu ekonomiczną Nagrodę Nobla) przekonywał, że już niedługo kurs euro i dolara może zostać po wsze czasy ustalony.

Ustalony najprawdopodobniej na wygodnym dla użytkowników poziomie 1:1 (Mundell wyobrażał też sobie zafiksowanie kursu jena do obu walut na poziomie 100:1). W praktyce oznaczałoby to, że przygniatająca większość światowych transakcji gospodarczych odbywałaby się w tej samej walucie i bez ryzyka kursowego. Spekulanci straciliby piękne pole do zarobku, wielka część rynku opcji walutowych zniknęłaby, koszty transakcji handlowych i inwestycyjnych znacząco by spadły.

No cóż, prognozy Mundella nie sprawdziły się. Wybuchł globalny kryzys finansowy, kursy walut oszalały, banki zaczęły druk pieniędzy, euro wpadło w tarapaty z powodu zadłużenia krajów południa Europy. I właśnie wtedy okazało się, którą walutę światowi inwestorzy naprawdę traktują jako stabilną i bezpieczną, a którą są skłonni kupować tylko wtedy, gdy czują się bezpiecznie – a wyprzedawać, jeśli są zaniepokojeni. Dolar jaki jest, taki jest. Ale dolar na pewno nie zniknie, a długi zaciągnięte w dolarze na pewno będą przez rząd amerykański co do centa spłacone (choć nie wiadomo, jaka będzie realna wartość tych spłat). Co więcej, w dolarowe aktywa bardzo łatwo każdemu zainwestować, podczas gdy złoto lub frank szwajcarski to inwestycje solidne, ale dostępne raczej dla nielicznych.

Efektem stało się więc to, że jakiekolwiek złe wiadomości gospodarcze i polityczne ze świata powodują wzmocnienie dolara (nawet złe wiadomości płynące z USA!). Z kolei wiadomości dobre powodują ponowny odpływ inwestycji w stronę euro, a także w stronę uważanych za jeszcze bardziej ryzykowne walut z rynków wschodzących (w tym złotego).

Jak przekłada się to na kursy? Kiedy po bankructwie banku Lehman Brothers jesienią 2008 r. wybuchł globalny kryzys, euro osłabiło się wobec dolara o 15 proc. (złoty o ponad 60 proc). Uspokojenie się sytuacji pozwoliło na wzmocnienie się euro o 9 proc. (złotego o 25 proc.). Kiedy jednak w roku 2010 zaczął się grecki kryzys zadłużeniowy, euro ponownie straciło 14 proc. wartości (złoty 25 proc.). I znowu uspokojenie się sytuacji pozwoliło euro odzyskać 13 proc. siły (złotemu 12 proc.). Wybuch politycznego kryzysu na Ukrainie i aneksja Krymu – bardzo złe wiadomości dla Europy, która została skonfrontowana z wojną u swych granic – spowodowały stopniową utratę przez euro 24 proc. wartości wobec dolara (złoty stracił 30 proc.). A wybór Donalda Trumpa na prezydenta osłabił euro o dalsze 7 proc. (złotego o 9 proc.). I trzeba było dopiero małego pocieszenia, jakim był wynik pierwszej tury francuskich wyborów prezydenckich, by zarówno euro jak złoty wzmocniły się wobec dolara o 3 proc.

Czy to tylko kolejne wahnięcie walutowej kolejki górskiej? Czy też może zapowiedź początku końca globalnych kłopotów? Jestem optymistą, ale bardzo umiarkowanym. Sądzę że jest to – jak to kiedyś ujął Churchill – zaledwie koniec początku. Ale dobre i to.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA