fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Ewa Łętowska: Kto pyta, nie błądzi. Polemika z prof. Balcerowiczem

Nieinformowanie kredytobiorcy o ryzyku walutowym jest niezgodne z prawem
EAST NEWS
Profesor prawa odpowiada profesorowi ekonomii.

Jakie moralne uzasadnienie miałoby generalne zdejmowanie z frankowiczów finansowych skutków ryzyka, jakie podjęli, poprzez przerzucanie go na innych?" To pytanie otwiera odpowiedź „profesora ekonomii, byłego wicepremiera i ministra finansów" („Sprawiedliwość i państwo prawa"; „Rz", 2 kwietnia 2021 r.) na moją polemikę („Krajobraz po czy przed bitwą"; „Rz", 24 marca 2021 r.) z jego tezami o destrukcyjnych odszkodowaniach dla frankowiczów („Destrukcyjne odszkodowania dla frankowiczów"; „Rz", 19 marca 2021 r.).

Chętnie odpowiem. Niemoralne jest stwarzanie iluzji, aby skłonić jakaś osobę do nieostrożnego zadysponowania swoim mieniem. A to robiły masowo banki wobec frankowiczów przez kilka lat. I niemoralne jest odwoływanie się do argumentu o uspołecznieniu straty, gdy do polskich sądów wreszcie dotarła wiedza o wymaganym standardzie UE. Nieinformowanie kredytobiorcy (albo udawanie, że się go poinformowało) o ryzyku walutowym jest zresztą nie tylko niemoralne, ale też niezgodne z prawem: ze standardem konsumenckiego prawa UE. Jasne było, że odwrócenie kursu PLN/CHF musi nastąpić. Ostrzegali o tym ekonomiści, w tym – jakże słusznie – prof. Leszek Balcerowicz, przestrzegający przed kredytami walutowymi w ogólności. Banki też o tej nieuchronności wiedziały, ale tą wiedzą nie dzieliły się z klientelą. Konsekwentnie natomiast udawały, że przestrzegają kredytobiorców, podając do wiadomości informację o „możliwości zmiany kursu" w taki jednak sposób, że rzeczywisty rozmiar ryzyka był dla kredytobiorców nie do pojęcia. W rzeczywistości ryzyko walutowe w całości przerzucano na konsumenta.

Oczywiście, kredytobiorcy byli naiwni. Ale banki naiwne nie były. Kredytobiorcy brali kredyt na pierwsze mieszkanie (to są dane statystyczne). Banki chciały zarobić. Sugerowały, że kredytobiorców stać na kredyty walutowe, równocześnie podnosząc koszty kredytów w PLN, aby te kredyty prezentowały się mniej atrakcyjnie.

Tego rodzaju postępowanie jest nie tylko niemoralne (jeżeli chcemy pozostać przy etycznej argumentacji), ale było też niezgodne z prawem. Według prawa UE w umowach konsument–profesjonalista iluzja informacji przy formalnym pozorze jej udzielenia w umowie tworzy klauzule abuzywną (dyrektywa 93/13). Tu trzeba „doprowadzić do świadomości" kredytobiorcy, co to realnie znaczy „możliwość zmiany kursu".

Natomiast istnienie klauzuli abuzywnej w umowie prowadzi do konieczności nałożenia na profesjonalistę sankcji, która ma być odczuwalna i odstraszająca,aby zaprzestał nagannej praktyki i dogadał się z klientem co do modyfikacji warunków ciągle trwającej umowy. Takie rozwiązanie jest efektem dziesiątków orzeczeń TSUE na tle kredytów walutowych w Hiszpanii, na Węgrzech, w Słowenii, Czechach, Słowacji. Tak kształtował się standard prawa unijnego: co jest abuzywne i jak z tym postępować.

Do Polski informacja na ten temat docierała opornie, sądy usiłowały rzecz rozwiązać bez udziału prawa unijnego lub z jego udziałem połowicznym. Banki wzięły natomiast sprawę na przetrzymanie. I prawie im się udało, bo przez wiele lat sądy polskie sądy „kupowały" argument, że „widziały gały, co brały", a zatem że konsument dobrowolnie przyjął na siebie ryzyko walutowe, skoro zawarł umowę. Tymczasem taki argument jest nie do przyjęcia na tle prawa konsumenckiego UE. Bankom w zakresie informacji dla kontrahenta stawia się wyższe wymagania niż poziomowi percepcji przez nieprofesjonalną klientelę skutków ryzyka walutowego. Orzecznictwo TSUE wyznacza standard dla wszystkich państw UE w kwestii tego, co jest obowiązkiem banku co do rzetelności i poziomu informacji. A dochodzi przecież jeszcze interesowna niejasność treści umów, co samo w sobie też jest abuzywne.

A kiedy już i do polskich sądów zaczęła przenikać konkretna i sytuacyjna wiedza o orzecznictwie TSUE i sądy zaczęły (zresztą niezbyt konsekwentnie) orzekać korzystniej względem frankowiczów, banki zaczęły lansować myśl o konieczności uspołecznienia straty. Pomysł zakładał, że fiaskiem kalkulacji biznesowej niebiorącej pod uwagę ryzyka wynikającego z prawa unijnego podzielą się z klientelą (tą, która uległa wykreowanej iluzji braku – czy też rzeczywistych rozmiarów – ryzyka walutowego). Sądy pomysł zaakceptowały (słynna sprawa „arbuzowa") i usiłowały rekonstruować umowy z odwołaniem do różnych mierników podziału ryzyka. Tymczasem orzecznictwo TSUE było jasne: takie rekonstrukcje powodujące zniweczenie sankcji (nie odszkodowań!) grożących bankom są niedozwolone.

Pomysł z uspołecznieniem straty miał jeszcze jeden aspekt – zaczął służyć jako jabłko niezgody. Pobrzmiewa on w pytaniu Leszka Balcerowicza o generalne zdejmowanie z frankowiczów finansowych skutków ryzyka, jakie podjęli, poprzez przerzucanie go na innych. Otóż: frankowiczów przed przerzucaniem na nich całości ryzyka walutowego chroniło już w momencie zawierania umów prawo UE, nie mogli go więc skutecznie podejmować. Natomiast banki podjęły ryzyko prawne polegające na tym, że zawierały umowy naruszające zakazy wynikające ze standardów prawa unijnego.

Na koniec pro domo sua. Prof. Balcerowicz stawia też pytanie do mnie jako do polemistki: „Osoby opiniotwórcze ponoszą większą niż inne moralną odpowiedzialność za swoje wypowiedzi. W swoim artykule podkreśliłem, że piszę go z poczucia moralnego obowiązku. Na jakiej podstawie prof. Ewa Łętowska kwestionuje moje słowa?".

Chętnie odpowiem: osoby opiniotwórcze ponoszą większą niż inne moralną odpowiedzialność za swoje wypowiedzi. Pisałam z poczucia moralnego obowiązku nakazującego mi dzielić się własną wiedzą. I chyba bardziej szanuję mego polemistę, niż on mnie, bo ja go nie pytam o prawo do kwestionowania moich wypowiedzi.

Autorka jest profesorem prawa, była m.in. rzecznikiem praw obywatelskich, sędzią NSA i TK

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA