fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Anna Wojda: Fiskus szuka sobie rozrywki

Adobe Stock
W tym trudnym okresie nie tylko dzieci mają problem ze znalezieniem sobie zajęcia – również pracownicy urzędów skarbowych. Bo jak inaczej wyjaśnić wezwania, jakie mimo epidemii wciąż wysyłają do podatników?

Rodzice, którzy pracują zdalnie, mając w domu swoje dzieci, wiedzą, że zapewnienie im ciekawych zajęć jest wyzwaniem. Zwłaszcza takich, które pozwoliłyby opiekunom w spokoju pracować. Bo dzieci się nudzą. Nudzą się też, zdaje się, urzędnicy. Wymyślają więc, jakby tu podatnikom życie uprzykrzyć. Czytelnicy informują „Rzeczpospolitą", że otrzymują wezwania z urzędów skarbowych do złożenia dokumentów lub wyjaśnień. Z wezwań tych wynika, że można to zrobić osobiście w konkretne dni w określonych godzinach. Jakby urzędnicy nie zauważali tego, co wokół nas się dzieje. Nie tylko w kraju, ale i za granicą.

Pomijam już, że takie wezwanie z urzędu, przesłane listem poleconym, trzeba odebrać. Czyli pójść na pocztę. Często stać w kolejce. Wśród ludzi. Pół biedy, gdy jesteśmy zdrowi i nie objęto nas kwarantanną. Gorzej, gdy po list pójść nie możemy. A przesyłka awizowana i nieodebrana uważana jest za doręczoną ze wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami. Fiskus uzna więc, że list przeczytaliśmy, ale... zignorowaliśmy. I nie będzie dociekał dlaczego. Wyda decyzję.

Odebranie listu nie stawia nas jednak w dużo lepszej pozycji. Jak bowiem spełnić żądanie fiskusa, który wzywa nas przed swe oblicze? Przecież urzędy są dla podatników zamknięte – na razie do 27 marca. A jeśli żądania nie spełnimy, ryzykujemy karę. I to niemałą.

Rozumiem, że urzędy skarbowe nie mają przygotowanych procedur na tak wyjątkowe sytuacje. Ale jest przecież rozsądek. I zdolność logicznego myślenia. Warto po nie sięgnąć. Do wielu podatników można się przecież dodzwonić. Wysłać e-maila. Albo przesunąć w czasie te rzekomo niecierpiące zwłoki czynności.

Wysyłając pisma z wezwaniami do osobistego stawiennictwa, urzędnicy zdają się zapominać, że by spełnić ich żądania, trzeba wyjść między ludzi, co stwarza niebezpieczeństwo – dla nas i dla innych. Urzędnicy, choć nie wszyscy, też pracują zdalnie, a nawet jeśli są w urzędzie, dokumentów od podatnika nie przyjmą, bo budynek zamknięty. Taki psikus z tego wychodzi. Czy niegroźny, to się dopiero okaże.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA