fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Nadal wolność w rondlu - komentuje Jerzy Kowalski

Od higieny sery tracą dziury – uznali fachowcy ze Szwajcarii
123RF
Smaki świata artykułów spożywczych. To mógłby być potężny, bogaty i zasobny rynek łączący wszystkie kontynenty i... smakołyki. Tak się jednak nie stanie.

Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu przyjął, że smak sera nie może być uznany za utwór na gruncie prawa autorskiego. Przypomnijmy, że utworami są wszelkie przejawy działalności twórczej o indywidualnym charakterze. Jest pytanie, jak smaki wyprodukować, zakonserwować, poddać kontroli i wreszcie jak na nich robić biznes, czyli zarabiać. Jaką rolę w tej działalności gospodarczej miałyby pełnić kubki smakowe spółkowego technologa żywności, restauratora, cukiernika, piekarza, rzeźnika, rolnika czy też prezesa mleczarni. A co z dziedziczeniem praw do smaku – tego wysublimowanego, i tego bardziej ludowego. Wreszcie, kto ma wzór chronionego smaku i na ile on jest materialny a na ile eteryczny. W końcu, gdzie postawić w domu „chroniony smak"? Może na półce obok książek i płyt CD a może w lodówce?

Czy smak można zamknąć w formule prawnej? Na razie nie, choć postęp technologiczny w wytwarzaniu produktów spożywczych jest nieubłagany. Tymczasem nie ma sposob ustalenia kryteriów, na podstawie których należałoby stwierdzać naruszenia zarejestrowanego i chronionego już prawem np. smaku steka wołowego, czy śledzia w majonezie. Przecież subiektywność ocen doznań smakowych uniemożliwia ocenę naruszeń przepisów prawa autorskiego, czyli wszystko się może zdarzyć – czego stanowione prawo, jak wiemy, nie lubi.

Podobnie nie udało się jakiś czas temu zarejestrować czegoś co nazywamy zapachem. To chyba dobrze, bo i zwykły, i niezwykły Kowalski nie będą musieli starać się o licencję od producenta smaku, gdy przyjdzie im ochota na ugotowanie domowego rosołku z grzybkami i kluseczkami.

Babcine kotlety mielone nadal pozostaną wolne, tak jak te kury nioski na wybiegu. Ale co pokaże przyszłość - tego nie wiemy. Na razie cieszmy się wszystkimi dopuszczalnymi przez prawo smakami. Nie trzeba za ich „zjadanie" wnosić żadnych opłat ani starać się np. o licencję. Tak więc, smacznego i dużo zdrowego rozsądku. Oczywiście, że wszystko to, co powyżej, nie oznacza, że same produkty spożywcze, ich opakowania, chronione nazwy pochodzenia, loga czy znaki towarowe nie podlegają ochronie prawnej.

Więcej szczegółów w tekście Anastazji Niedzielskiej-Pitery „Czy jest ochrona prawna sera".

Zapraszam do lektury także innych artykułów w najnowszym numerze „Biznesu".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA