fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Jak wiatrakiem schrzanić e-auta

123RF
Nasi prawodawcy z ulicy Wiejskiej dostali kolejną lekcję od zagranicznych partnerów. Twardą, oj, twardą. Znów przekonali się, że zasada „wolnoć Tomku w swoim domku" na arenie międzynarodowej się nie sprawdza. I nie mam wcale na myśli ostatniego zgrzytu dyplomatycznego z Izraelem.

W cieniu tej sprawy przez media przemknęła ważna informacja. Koncern BMW nieoczekiwanie zrezygnował z inwestycji w infrastrukturę ładowania aut elektrycznych w Polsce. Tak, tych aut, których rozwój jest jednym z najambitniejszych planów naszego rządu. BMW wycofuje się mimo dobrze zapowiadających się rozmów. „Ale dlaczego?" – zdumieli się zapewne zaskoczeni reprezentanci suwerena. Odpowiem wam. Bo schrzaniliście sprawę. Wcale nie kwestię e-aut. Daliście ciała przy ustawie wiatrakowej. „Ale to zupełnie inna branża" – mogliby odpowiedzieć ustawodawcy. Owszem, inna. Ale, jak się okazuje, te same pieniądze.

Ustawę wiatrakową uchwalano w skandaliczny sposób. Raport legislacyjny Pracodawców RP wylicza: nierzetelne konsultacje, a projekt był „wrzutką" poselską. Oraz najgorsze – zasadniczo zmieniał reguły rządzące tym rynkiem. Inwestorzy, w tym zagraniczni, zainwestowali w farmy wiatrowe ciężkie miliony, opierając się na biznesplanach pisanych na podstawie aktualnego stanu prawnego. Po czym prawodawca nagle wywrócił wszystko do góry nogami! Bez uprzedzenia! Coś, co miało w założeniach przynieść zysk, zmieniło się w katastrofę. Ciężkie miliony poszły jak krew w piach.

Pewnie domyślacie się już, co łączy farmy wiatrowe z e-autami? To ci sami inwestorzy!

Tyle że po wiatrakowej nauczce musieliby upaść na głowę, żeby kolejny raz powtórzyć ryzykowny – z powodu zachowania strony polskiej – manewr. Jaką mają gwarancję, że np. za trzy lata stacje ładowania e-aut nie zostaną obłożone jakimś „ekologicznym" podatkiem? Żadnej.

To niejedyny przykład niszczenia zaufania, jakim biznes powinien obdarzać Polskę. Dlaczego centrum logistyczne Daimlera powstanie w Czechach, a nie u nas? Przecież to w Polsce buduje się fabryka silników tego koncernu. Odpowiedź jest bardzo prosta. Pamiętacie. jak powstawała ustawa o zakazie handlu w niedzielę? Projekt początkowo uderzał także w... centra logistyczne. Czy ktokolwiek budowałby wielki magazyn, ryzykując, że decyzja polityków zamknie go na 24 godziny w tygodniu? Jak można się było spodziewać – nie.

Kwestie zmian prawa, a wręcz łamania obowiązujących umów, mogą mieć głębsze konsekwencje. Nie tylko nie zarobimy, ale jeszcze możemy do tego dopłacić. Wystawieni do wiatru inwestorzy mają mocne argumenty. Pewnie pójdą do sądów. Pewnie wygrają. Taki scenariusz ziści się chyba najszybciej w przypadku przedsiębiorców, którzy zaangażowali się w ratownictwo medyczne. Teraz są jednak z niego bezpardonowo rugowani. Ostrzegałem rządzących przed tym wiele miesięcy temu: nie idźcie tą drogą. Nadaremnie.

Przypomnę, że na rozgrywce dwóch dżentelmenów, „co w jednym stali domu", Gaweł wyszedł ostatecznie o wiele gorzej. Co prawda najpierw pohałasował i poswawolił. Ale potem to Paweł urządził mu potop. Jaki z tego wniosek? Gdy sąsiad przychodzi, prosząc o spokój, lepiej nie eskalować konfliktu. Podobnie, gdy z uzasadnionymi pretensjami przychodzi biznesowy partner. Lepiej usiąść i się dogadać, niż dostać kubeł zimnej wody na głowę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA