fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Wierzycielu, trochę subtelności - komentuje Marek Kobylański

Marek Kobylański
Fotorzepa / Robert Gardziński
Pożyczonych pieniędzy można się domagać, ale nie uporczywie. Częste przypominanie się w tej sprawie w przyszłości może się skończyć więzieniem.

Trudno sobie wyobrazić, że w dzisiejszych czasach ludzie nie pożyczają sobie pieniędzy. Dług był kiedyś sprawą honorową, można o tym przeczytać w niektórych książkach z katalogu lektur obowiązkowych. To już jednak przeszłość. Dziś spóźnianie się czy wręcz odmowa zapłaty należności to twarda rzeczywistość. Różne są tego przyczyny, nierzadko to sposób, by żyć na koszt innych.

Zirytowani wierzyciele robią wszystko, aby odzyskać swoje pieniądze. Jedna z metod to wizyta w firmie windykacyjnej. I właśnie praktyka takich firm zwróciła uwagę Ministerstwa Sprawiedliwości, które uznało, że niektóre ich zachowania noszą znamiona stalkingu, a to już przestępstwo. Chodzi m.in. o nękanie dłużnika. Uporczywe domaganie się należnych pieniędzy ma być zagrożone karą do ośmiu lat więzienia. Ma to zresztą dotyczyć nie tylko firm windykacyjnych, ale także banków, komorników, firm czekających na zapłatę faktury czy też każdego, kto „przyjacielowi" udzielił finansowego wsparcia, a ten nagle zaczął strugać wariata.

Niestety, przepisy karne nie podają definicji stalkingu. Do tej pory ocenę, czy dane zachowanie jest uporczywym nękaniem, pozostawiano sądom. Te miały okazję wypowiedzieć się o stalkingu w relacjach prywatnych. Można domniemywać, że problemy będzie miał ten, kto np. przypomina o długu kilkakrotnie w ciągu dnia, dzwoni w tej sprawie po nocach czy nad ranem albo wysyła listy polecone, po które trzeba codziennie zgłaszać się na pocztę. Z uzasadnienia do nowych rozwiązań wynika, że zakwalifikowanie opisanych praktyk do stalkingu to obrona przed agresywnymi windykatorami. Nie będzie problemu, jeśli z tej obrony skorzystają ludzie, którzy chcą oddać pieniądze i robią w tej sprawie wszystko co w ich mocy. Gorzej, jeśli pod jej skrzydła schronią się ci, którzy zawodowo nie oddają pożyczek i ewentualne kłopoty z tym związane mają wliczone w ten proceder. Wkrótce będą mogli zawiadomić o przestępstwie, którego dopuszcza się wobec nich wierzyciel, nie dając im spokojnie spać. A oni przecież mają prawo do wypoczynku, bo sporo zdrowia i wysiłku kosztuje ich wyszukiwanie kolejnych sposobów na niepłacenie. Trzeba przecież zrozumieć nieszczęśników.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA