fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Europa wobec rosnącej siły Chin

123RF
Chińskie połączenie potęgi politycznej z gospodarczą zaczyna przerażać Europejczyków, tym bardziej że Chińczycy nauczyli się czerpać z zasad gospodarki wolnorynkowej w wymiarze międzynarodowym pełną garścią.

Neokolonialna polityka Chin wzbudza coraz więcej zastrzeżeń na świecie. Jest to jednak innego typu kolonializm niż ten, który znamy z przeszłości, gdyż szerzy się bez żadnego wystrzału czy użycia armii, co Francja czy Anglia praktykowały w Afryce w poprzednich stuleciach. Budując stadiony na Puchar Afryki w krajach autorytarnych, posiadających surowce strategiczne czy elementy infrastruktury transportowej o znaczeniu strategicznym (Francuzi tego nie czynili w ogóle, Anglicy w ograniczonym zakresie), Chiny opanowują kontynent afrykański w stopniu niespotykanym i o szybkości nieznanej dotąd w historii świata.

Konserwowanie bezwzględnych i okrutnych reżimów autorytarnych w krajach afrykańskich i uznawanie ich jako pełnoprawnych partnerów biznesowych już doprowadziło do największej w historii fali uchodźców z Afryki, z którymi UE nie potrafi sobie poradzić. Chiny z brutalną konsekwencją realizują swoje interesy gospodarcze i geopolityczne, bo przecież zalew uciekinierów z Afryki im nie grozi.

Gigantyczna nadwyżka

Zupełnie inną taktykę Chiny przyjęły w Europie. Firmy europejskie zawsze charakteryzowały się dużą innowacyjnością, zaawansowaniem technologicznym i kapitałochłonnością. W 2001 roku Chiny zostały członkiem WTO, co zaowocowało znacznym wzrostem wymiany handlowej z zagranicą przy w miarę zrównoważonym saldzie obrotów. Sytuacja zmieniła się po roku 2004, kiedy Chiny zaczęły wypracowywać olbrzymie nadwyżki w obrotach handlowych (z 1,7 proc. PKB w 2004 r. do aż 7,5 proc. w 2007 r.). Spowodowane to było dynamicznym wzrostem eksportu, w szczególności maszyn, elektroniki i środków transportu, przy spadku importu, spowodowanego produkcją krajową.

Od 2011 r. ponownie narasta potężna nadwyżka handlowa Chin, co skutkuje powstaniem nadwyżek kapitałowych firm chińskich i generalnie zwiększeniem rezerw walutowych tego kraju do niewyobrażalnego poziomu 3,1 bln dol. w sierpniu 2018 r.! Co z taką nadwyżką Chiny i chińskie firmy robią?

Polityka ekspansji oczywiście zależy od regionu geograficznego. Przypatrzmy się zatem polityce chińskich korporacji w Europie. Według analizy EY chińskie firmy w 2017 r. zainwestowały w przejęcia europejskich firm 57,6 mld dol., z tego 13,7 mld dol. w Niemczech i niewiele mniej w Wielkiej Brytanii.

Celem są przede wszystkim firmy z uznanym statusem jako światowi liderzy technologiczni. Zwykle przejęcia firm nie wywołują zainteresowania opinii publicznej i stanowią nieodłączną część gospodarki rynkowej. Inaczej jest w przypadku ofert chińskich koncernów kontrolowanych przez państwo.

Chiny mają w transakcjach fuzji i przejęć pozycję szczególną nie tylko poprzez wielkość i potęgę swojej gospodarki. W przeciwieństwie do firm europejskich czy amerykańskich zawsze pojawia się obawa, że za tymi transakcjami stoi interes albo pośredni wpływ państwa chińskiego. Krytyka sprowadza się zwykle do zarzutu, że sterowany przez państwo system gospodarczy Chin wykorzystuje w ten sposób zachodnią otwartość i liberalizm.

Polityka wykupów

Chińskie firmy mogą na rynku europejskim funkcjonować bez żadnych ograniczeń i restrykcji, podczas gdy wiele firm europejskich skarży się na restrykcyjność, dokuczliwość urzędów i wiele innych niedogodności w swojej działalności w Chinach. Europa Zachodnia podejrzliwie patrzy też na coroczne spotkania szefów państwa chińskiego z kilkunastoma krajami Europy Środkowo-Wschodniej, co interpretowane jest jako próba jej skłócenia z integrowaną za duże pieniądze południowo-wschodnią flanką UE.

Chiny nie skupiają się jak w przeszłości li tylko na kopiowaniu, lecz w coraz większym zakresie na rozwijaniu i własnej komercjalizacji nowych produktów czy rozwiązań, w wielu dziedzinach są już liderami światowymi.

Gdy rozwój własnych produktów trwa zbyt długo bądź nie przynosi zadowalających efektów, wtedy decydują się na zakup brakującej ekspertyzy. Jest wiele takich przykładów, do najbardziej spektakularnych należały masowe wykupy technologicznie zaawansowanych firm niemieckich producentów paneli fotowoltaicznych, które były przejmowane przez chińskich konkurentów, mimo że były one wcześniej potężnie dotowane pieniędzmi niemieckiego podatnika.

Dzisiaj to firmy kontrolowane przez Chińczyków są liderami światowymi w tym biznesie. W ten sposób ambitna strategia, by Chiny już do połowy obecnego wieku stały się największą gospodarką świata, nie wydaje się być utopią!

Świadczą o tym również inne przykłady międzynarodowej ekspansji takich chińskich gigantów, jak: Alibaba, Tencent czy Baidu. Dzisiaj wydaje się, że to one jako jedyne mogą podjąć rywalizację z takimi amerykańskimi firmami technologicznymi, jak: Google, Amazon czy Facebook. Na próżno w tym zestawieniu szukać potencjalnych konkurentów z Europy.

Chińskie połączenie potęgi politycznej z gospodarczą jest tym, co zaczyna przerażać Europejczyków, tym bardziej że Chińczycy nauczyli się czerpać z zasad gospodarki wolnorynkowej w wymiarze międzynarodowym pełną garścią. Nie jest zatem przypadkiem, że to przede wszystkim prezydent Chin najbardziej krytykował rozpoczętą przez Trumpa globalną wojnę handlową, powołując się przy tym na zasady wolnego handlu.

Plan gry dla Europy

Co w takim przypadku Europa może zrobić? Musi być przede wszystkim lepsza, silniejsza i stabilna. Powinny być stworzone przesłanki systemowe, by firmy europejskie w czasach ekonomii platform mogły być skuteczniejsze. Podstawowym wyzwaniem jest przy tym wykorzystanie efektów skali rynku 500 mln konsumentów o największej w świecie sile nabywczej! W tej grze zwycięzca bierze wszystko.

Firmy europejskie, działające w obrębie wspólnego rynku, powinny mieć możliwość prowadzenia działalności w całej UE bez konieczności uzyskiwania żadnych dodatkowych zgód oraz uzyskać dodatkowe wsparcie finansowania takiej działalności przez fundusze typu venture capital. Wiemy dobrze, że tak się obecnie nie dzieje, co pokazała dyskusja i ustalenia UE w przypadku dyrektywy o delegowaniu pracowników, co stanowi realną groźbę wyparcia tysięcy polskich firm usługowych z Europy Zachodniej oraz utraty pracy przez ponad pół miliona pracowników.

Jeśli firmy europejskie, w szczególności z Europy Środkowo-Wschodniej, mają osiągnąć masę krytyczną swojej działalności, ten oczywisty postulat powinien być jak najszybciej zrealizowany. Osiągnięcie globalnego zakresu działalności przez firmy europejskie będzie bardzo trudne, jeśli w ogóle możliwe bez dokończenia tworzenia europejskiego rynku wewnętrznego. Postulat ten jest kluczowy dla konkurencyjności firm europejskich mających ambicje globalne.

Realizacja tego postulatu miałaby ponadto dwa dodatkowe efekty: po pierwsze, dyskusja europejska nie byłaby jak dotąd skoncentrowana wyłącznie na kwestiach fiskalnych, zajmujących UE od dziesięciu lat, lecz przede wszystkim na tematyce przyszłościowej i rozwojowej. Rynek dostałby jasny sygnał polityczny, że UE chodzi przede wszystkim o wielkość tortu, a dopiero w drugiej kolejności o jego podział.

Po wtóre, sukces takiej strategii spowodowałby, że wszystkie kraje UE otrzymałyby jasną i czytelną alternatywę dla różnych pokus formułowanych przez tak agresywnych i bezwzględnych graczy jak Chiny czy Rosja, w szczególności przy coraz większym braku przewidywalności ze strony obecnej administracji prezydenta USA.

Kolejną istotną kwestią jest europejska polityka przemysłowa, w szczególności funkcjonowanie europejskich programów wsparcia, których oczekują np. firmy zajmujące się sztuczną inteligencją. Trzeba w tym zakresie działać z dużą rozwagą, gdyż źle skrojone dotowanie może przynieść więcej szkód niż korzyści. Doświadczenie pokazuje, że wprawdzie państwo lub firmy przez nie kontrolowane niekoniecznie musi być gorsze od sektora prywatnego w wymyślaniu nowych technologii, ale nie radzi sobie w sytuacji takiej, kiedy projekt się nie udaje i powinien być przerwany, by nie generować dalszych strat, co przy innowacjach zdarza się niestety bardzo często.

Wsparcie państwa powinno mieć zatem ograniczony charakter i być ograniczone przede wszystkim do dotowania nowych dóbr publicznych, jak usługi i platformy cyfrowe, czy badania nad nowymi technologiami.

Konieczna wzajemność

Innym istotnym krokiem jest wymaganie zasady wzajemności w relacjach handlowych i biznesowych z Chinami. Niedawne zniesienie wymogu tworzenia spółek joint ventures dla zagranicznych producentów przez Chiny pokazuje skuteczność wspólnych działań UE z USA. Jest to dopiero początek długiego procesu, w czasie którego kraje UE powinny przeforsować na Chińczykach sprawdzone i wiarygodne praktyki gospodarcze.

Nierozwiązywalnym problemem pozostaje jednak kwestia konkretnych ofert przejęcia firm europejskich przez chińskie podmioty kontrolowane przez państwo. Próba przejęcia niecałych 25 proc. akcji niemieckiego giganta przesyłu energetycznego 50Hertz (w której firma chińska, wykorzystując niemieckie prawo chciała uniknąć konieczności uzyskania zgody i obowiązkowej kontroli złożyła ofertę tuż poniżej wymaganego progu, zaniepokojone tą próbą przejęcia strategicznego aktywa władze niemieckie z pomocą banku rozwoju KfW – odpowiednika naszego BGK – zablokowały tę akcję) dała asumpt do dyskusji na temat dostosowania uregulowań prawnych do nowej sytuacji, gdyż interwencje państwa ad hoc powinny pozostać wyjątkiem. Jeśli, tak jak w przypadku 50Hertz uznaje się sieci przesyłu energetycznego za element krytycznej infrastruktury energetycznej, to powinny być ustalone jasne reguły dla inwestorów zagranicznych, które przewidują również sankcje za ich łamanie.

Wyzwania i szanse

Wobec rosnącej potęgi Chin UE stoi przed wyzwaniami, ale również szansami. Otwartość i współpraca muszą pozostać podstawowymi wyznacznikami utrzymania naszego dobrobytu, nawet przy założeniu, że w szczególnych okolicznościach państwo może reagować w wyjątkowych przypadkach.

Z tej historii możemy również wyciągnąć wnioski dla Polski. Bardzo ryzykowny wydaje się każdy pomysł realizowania alternatywnej strategii rozwojowej w stosunku do UE. Liczenie na pomoc chińską przy strategicznych inwestycjach infrastrukturalnych (Centralny Port Komunikacyjny, drogi, elektrownie itd.) jest złudną iluzją.

Chiny nie są już rezerwuarem taniej siły roboczej. O ile w Polsce minimalne wynagrodzenie wciąż jest wyższe niż w Chinach (2250 zł brutto, czyli 1634 netto, wobec 1302 zł netto w Szanghaju), o tyle średnie wynagrodzenie netto jest już wyższe w Szanghaju niż w Polsce: 3837 zł, a w spółkach państwowych nawet 5377 zł, wobec około 3620 zł w Polsce). Przy takich relacjach płacowych pada mit o niskich kosztach pracy w Państwie Środka.

„Tanie" finansowanie projektów infrastrukturalnych realizowanych przez chińskie firmy w świecie jest niczym innym jak formą neokolonializmu, co można zobaczyć w wielu krajach afrykańskich. Tylko jako silny, zaufany i przewidywalny partner w ramach UE Polska jest w stanie osiągnąć dla siebie najwięcej, co dobitnie pokazały ostatnie doświadczenia w wojnie handlowej rozpętanej przez prezydenta USA Trumpa.

Maciej Stańczuk jest doradcą zarządu Lewiatana, członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA