fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Nadchodzi kryzys, jakiego jeszcze nie znamy

Adobe Stock
Nie może działać zasada, że wsparcie otrzymują wszyscy. Powinno ono być skierowane do tych branż i sektorów, które ucierpiały najbardziej i zostały pozbawione jakichkolwiek dochodów.

Ekonomiści różnych środowisk są zgodni, że epidemia SARS-CoV-2 będzie mieć bez wątpienia istotnie negatywny wpływ na gospodarkę Polski. Z tego też powodu społeczeństwo coraz powszechniej zaczyna oczekiwać, że rząd rozpocznie działania dwutorowo. Z jednej strony powinien kontynuować przeciwdziałanie rozprzestrzenianiu się koronawirusa SARS-CoV-2 i tym samym rozwojowi choroby COVID-19, zaś z drugiej strony musi natychmiast podjąć działania ratunkowe i osłonowe o charakterze gospodarczym, a więc ochraniające pracowników i firmy przed czyhającym już „wirusem” ekonomicznym, który może być w skutkach nie mniej tragiczny niż wirus biologiczny, a jego działanie rozciągać się w czasie o wiele dłużej niż epidemia.

Trafna jest opinia publicysty Łukasza Warzechy, że tunelowe widzenie problemu nie jest najlepszym rozwiązaniem. W przypadku takich zakłóceń funkcjonowania gospodarki jest to szczególnie ważne, aby nie dochodziło do nadmiernej koncentracji na problemach epidemiologicznych, który może przysłaniać rozwijające się równie groźne w skutkach problemy gospodarcze. W tej szczególnej sytuacji widzenie istniejących problemów w gospodarce przez rząd w szerokim spektrum jest wysoce pożądane do zapewnienia stabilności makroekonomicznej w najbliższej przyszłości. Jest to moment na podejmowanie działań antycypacyjnych, które powinny stanowić silny bufor dla zbliżających się nieuchronnie zakłóceń funkcjonowania gospodarki.

Rozwijający się kryzys gospodarczy jest inny niż wszystkie dotychczas znane kryzysy, włącznie z Wielkim Kryzysem Gospodarczym. Epidemia koronawirusa zaczęła systematycznie hamować sferę popytową, głównie z powodu wymuszonej izolacji ludzi. Produkcja w wielu branżach i sektorach gospodarki została w pewnym sensie administracyjnie zatrzymana – część gospodarki po prostu stanęła. W tej sytuacji istnieje poważne zagrożenie zakłóceń po stronie popytowej i podażowej gospodarki, a także niewydolny może być samoistny (rynkowy) proces dostosowawczy. Każda współczesna gospodarka podlega notorycznie jednoczesnym szokom popytowym i podażowym, tak więc nie jest to zjawisko nowe. Rządzący muszą często sobie radzić z obydwoma źródłami zakłóceń. To co można dzisiaj uznać za niespotykane to ogromna skala zarówno szoku podażowego, jak i popytowego. Do tej pory jak mieliśmy tego typu problem to najczęściej cechował się on silnym zakłóceniem popytowym albo podażowym, a rzadko stawaliśmy przed dylematem równoczesnego wprowadzania narzędzi neutralizujących szoki podażowe i popytowe.

Skoro zgadzamy się, że stoimy u progu innego kryzysu gospodarczego to muszą być użyte odmienne narzędzia niż stosowane w czasie ostatnich kryzysów finansowych. Dotyczy to zarówno działań banku centralnego, jak i rządu. Przede wszystkim obecnie priorytetem u progu nieuchronnego kryzysu ekonomicznego powinna być nie sfera finansowa – jak to było w czasie ostatniego kryzysu z lat 2007-2009, lecz sfera realna, która praktycznie została bezpośrednio „zarażona” przez wirus SARS-CoV-2.

Przekaz ten nie oznacza, że o sferze finansowej trzeba zapominać, lecz biorąc pod uwagę rangę problemów, sfera realna wydaje się tym obszarem, który potrzebuje niezwłocznego wsparcia. Z kolei w obszarze sfery finansowej nie obserwujemy teraz zbyt dużych nierównowag. Może pojawią się one w przyszłości, ale na reakcję w tym obszarze mamy jeszcze pewien czas. Trzeba jeszcze raz podkreślić, że obecny kryzys jest całkowicie inny niż w 2008 roku, choć spadki na wielu giełdach osiągnęły już w wielu miejscach poziomy z załamania wycen akcji, jakie doświadczyliśmy w czasie ostatniego kryzysu finansowo-gospodarczego. Wówczas spadające wzajemne zaufanie między bankami doprowadziło do załamania na rynku kapitałowym, a następnie brak tego zaufania spowodował perturbacje w sferze realnej.

Dzisiejszy kryzys zaczyna się jednak od sfery realnej, gdyż zatrzymana została działalność gospodarcza i mobilność siły roboczej, zaś sektor finansowy jest względnie „zdrowy”. Jedynie gwałtowne przeceny akcji, które dyskontują oczekiwaną koniunkturę makroekonomiczną i zyski przedsiębiorstw, dają do myślenia. Rynki przez to niejako wskazują, że sfera finansowa może zostać zakażona, rozwijając tym samym inne problemy obecnie znanego kryzysu. Z tego powodu obecnie niezbędne wydaje się wsparcie rynków kapitałowych, niekoniecznie kierowane do sektora bankowego.

W tak trudnym przypadku kryzysu, dotąd praktycznie nierozpoznanym od strony ekonomicznej, niezbędne jest umiejętne wartościowanie skali problemów w poszczególnych branżach. Choć ekonomiści są świadomi tego, że problemy te dotkną w pewnym sensie całą gospodarkę, to jednak wsparcie antykryzysowe trzeba w tym przypadku racjonalnie rozłożyć w czasie, niekoniecznie w pierwszej linii koncentrować się na sferze finansowej. Z pewnością ryzyko dla sektora finansowego będzie wzrastać wraz z rosnącym czasem trwania tzw. „wakacji kredytowych” (odroczenie spłat rat kredytowych) i przedłużającym się przywracaniem zdolności do spłaty kredytów przez gospodarstwa domowe i podmioty gospodarcze. Jednak na dzień dzisiejszy wyraźnie pilniejsze potrzeby wsparcia ujawniły się w sferze realnej niż sferze finansowej i to powinien być priorytet rządu.

Podobnie jak w kilku ostatnich kryzysach zaobserwowaliśmy reakcję banków centralnych, ale nie odbiło się to wielkim pozytywnym odzewem na rynkach kapitałowych. Dzieje się tak, gdyż obecne działania banków centralnych są nietrafione w kontekście rodzaju rozwijającego się kryzysu ekonomicznego i koniecznych do jego poskromienia narzędzi i środków. Trudno uznać, że zwiększanie płynności banków komercyjnych jest działaniem uzdrawiającym podmioty i gospodarkę w warunkach, gdy generalnie przyczyny kryzysu nie wiążą się w żaden sposób z osłabieniem płynności banków komercyjnych.

Stąd też obniżki oficjalnych stóp procentowych przez banki centralne, stosowanie operacji quantitative easing (QE - wykup obligacji od banków komercyjnych) czy stosowanie operacji zwiększających płynność za pomocą transakcji repo, są działaniami do zastosowania całkowicie w innym otoczeniu makroekonomicznym. Trzeba podkreślić, że pewne skutki tych działań będą widoczne dopiero w krótkim okresie, a my potrzebujemy pilnych narzędzi o reaktywności natychmiastowej.

Przekazem powyższych decyzji banków centralnych jest zachęcanie do zaciągania kredytów przez podmioty gospodarcze, a także budowanie wysokiego potencjału kapitałowego w bankach komercyjnych do udzielania tych kredytów. Trudno oczekiwać, aby te środki zadziałały w środowisku ogromnej niepewności, ryzyka inwestycyjnego, zatrzymania procesów produkcyjnych i zablokowania realizacji licznych projektów inwestycyjnych, czyli wtedy kiedy znaczna część gospodarki została unieruchomiona. Trudno będzie poszukiwać kolejek chętnych do zaciągania kredytów przez przedsiębiorców obciążonych ogromnym ryzykiem dłuższej blokady produkcji czy świadczenia usług. Odpowiedź na obniżkę stóp procentowych przez amerykański FED dokonaną wieczorem 15 marca 2020 roku, a kilka dni wcześniej na informację o rozpoczęciu QE w USA, otrzymaliśmy następnego dnia od inwestorów na giełdach amerykańskich w postaci krachu i spadku głównego indeksu prawie o 13 proc. w ciągu dnia. Oznacza to, że inwestorzy nie zaakceptowali tego środka jako działania, które pozwoli zabezpieczyć i wyprowadzić gospodarkę amerykańską przed nieuchronną recesją.

Tlący się na horyzoncie specyficzny kryzys gospodarczy, którego źródłem nie są zakłócenia rynków finansowych, systemu bankowego czy problemy zadłużeniowe, można określić mianem kryzysu epidemiologiczno-ekonomicznego (kryzys EE), w którego mechanizmie epidemia wirusa biologicznego SARS-COV-2 z upływem czasu przeradza się w epidemię „wirusa ekonomicznego”. Obecnie najważniejsze giełdy dyskontują już nadchodzący kryzys ekonomiczny i obserwujemy krach na wielu rynkach akcji, potężne spadki wycen wartości wielu do tej pory uznanych spółek, a także ogromne przeceny na rynkach surowcowych (ropy naftowej, miedzi czy palladu). Inwestorzy nie wierzą w kontynuowanie produkcji, wytworzyli pesymistyczne oczekiwania co do przyszłych zysków spółek i kondycji gospodarki i dają tym samym sygnał, że to nie te narzędzia, że potrzebne są diametralnie inne, niestandardowe decyzje rządów.

Niestandardowość w tej sytuacji powinna charakteryzować się takimi działaniami, które po pierwsze są wdrażane natychmiastowo. Po drugie, ich skutki są bezpośrednio odczuwalne nie przez system finansowy, lecz przez przedsiębiorców, samozatrudnionych, pracodawców, a także instytucje wspierające te podmioty, funkcjonujących w branżach najbardziej zagrożonych przestojami i brakiem popytu lub przymusowym zaprzestaniem procesów produkcyjnych lub świadczenia usług, po trzecie wsparcie powinno mieć charakter dualny, tj. w postaci wsparcia finansowego i/lub obniżenia obciążeń finansowych.

Wydaje się, że również obecnie opinia publiczna jest skoncentrowana bardziej na działaniach rządowych niż tych sygnalizowanych przez banki centralne, gdyż typ problemów jest mniej odpowiedni dla banków centralnych. W tej sytuacji należy przewidywać bardziej zdecydowanych działań ze strony rządów w sferze fiskalnej.

Również oczekuje się bardziej konkretnych propozycji antykryzysowych ze strony polskiego rządu, kończąc definitywnie z próbami, i tak iluzorycznymi, zachowania zrównoważonego budżetu. Wiele rządów europejskich proponuje różne działania, jak choćby Francja, która jest gotowa do wykupu udziałów w większych spółkach i tym samym zgadza się na ich nacjonalizację, w Austrii rząd przeznacza 4 mld euro na walkę z ekonomicznymi skutkami epidemii koronawirusa. Z kolei Estonia sprzedaje obligacje krótkoterminowe o wartości 1 mld euro, przeznaczając środki na ograniczanie skutków epidemii koronawirusa. Działania wspierające gospodarkę w postaci pożyczek pomostowych i gwarancji kredytowych dla przedsiębiorstw o wartości 10 mld franków zapowiedziała też Szwajcaria.

W tych okolicznościach rząd polski stanął więc przed bardzo trudnym dylematem i praktycznie nie ma wyboru. Zaczyna powoli narastać presja publiczna. Jeżeli firmy nie mają dochodów, to nie będą mieć z czego płacić, a zatem będą musiały ograniczać miejsca pracy. Pilnie potrzebna jest wiarygodność działań i narzędzi antykryzysowych zastosowanych przez rząd, aby z jednej strony działać osłonowo na gospodarkę a z drugiej – kreować pozytywny obraz gospodarki i utwierdzać inwestorów na rynkach o skuteczności tych działań. W przeciwnym wypadku dołączą się kolejne problemy gospodarcze, jak np. rosnąca rentowność polskiej długu i słabnąca wartość złotego względem głównie dolara amerykańskiego, euro i franka szwajcarskiego.

Niestety deprecjacja złotego względem franka szwajcarskiego już się dokonuje (sprzyja temu też obniżka stóp procentowych przez NBP) – w ciągu ostatnich dwóch miesięcy doszło do osłabienia złotego względem franka szwajcarskiego o niemal 10 proc. Wiarygodność i skuteczność rządu w tym przypadku będzie zależała od szybkości podjęcia trafnych decyzji o bardzo dużych nakładach osłonowych na ratowanie sytuacji gospodarczej. Alternatywy praktycznie nie ma, gdyż koszty opóźnienia pakietów ratunkowych czy zaniechania ich – co w naszej opinii jest praktycznie nie do przyjęcia – mogą być dużo wyższe.

W przypadku działań osłonowych niestety nie może działać zasada, że wszyscy solidarnie otrzymują wsparcie w związku z sytuacją kryzysową. Raczej trzeba przygotować się na wsparcie asymetryczne i celowane do określonych branż, sektorów lub działalności gospodarczej. Praktycznie musimy się przygotować na to, że każda branża poniesie określone straty. Rolą rządu w tej sytuacji powinno być generalne zminimalizowanie tych strat z jednej strony, lecz z drugiej – priorytetowe wsparcie wyłącznie tych obszarów i tej działalności, które ucierpiały najbardziej i zostały pozbawione jakichkolwiek dochodów, nie mogą prowadzić żadnej działalności, nie mają możliwości przekwalifikowania się lub przebranżowienia, albo prowadzenia działalności w formie zdalnej lub bezkontaktowej.

Firmy i gospodarstwa domowe pozostające bez dochodów będą z pewnością bardzo nieufnie odbierać działania rządu prowadzące lub zachęcające do zaciągania nowych kredytów. Nawet gdyby były one oprocentowane stawką zerową, to i tak w okresie ogromnej niepewności będą traktowane za mało atrakcyjny instrument łagodzenia skutków kryzysu do momentu ustąpienia przyczyny niepewności. Z tego powodu zaproponowane obecnie udzielanie przez Bank Gospodarstwa Krajowego gwarancji spłaty kredytów w formule pomocy de minimis dla mikroprzedsiębiorców, małych i średnich przedsiębiorców (MŚP) należy do tej grupy rozwiązań, który niejako przemawia do przedsiębiorców, aby chętniej zaciągali kredyty. Pytanie jednak, czy są tacy odważni, aby w warunkach tak silnych ograniczeń popytowych ten kredyt zaciągać?

Wszelkie działania rządowe powinny być dokonywane z zachowaniem istniejących ram fiskalnych. Zniszczenie tych ram na rzecz ratowania bieżącej sytuacji powoduje, że powstaną problemy z wiarygodnością gospodarki w przyszłości i kolejne trudności ekonomiczne. Wśród wielu możliwych rozwiązań antykryzysowych dobrym posunięciem jest odroczenie na pewien okres spłat kredytów, co oznacza z jednej strony niższe wpływy sektora bankowego, ale z drugiej strony jest odczuwalnym wsparciem dla podmiotów zadłużonych w okresie spadku dochodów czy widocznego już znaczącego osłabienia złotego.

Niezbędne będą też działania prowadzące do zapewnienia gwarancji kredytowych firmom, a także wzmocnienie i przygotowanie sieci urzędów pracy do ewentualnego okresowego wsparcia osób zagrożonych zwolnieniem z pracy. Rząd powinien rozważyć czasowe współfinansowanie wynagrodzeń pracowników najbardziej dotkniętych kryzysem, głównie w celu okresowego ratowania miejsc pracy. Problem może pojawić się również w grupie dużych przedsiębiorstw i firm, które utracą zdolności produkcyjne lub zawirowania na rynkach finansowych spowodują trudności z ich płynnością. Wówczas niezbędne może okazać się dokapitalizowanie tych spółek, a nawet ich wykupywanie przez państwo, co oznaczałoby ratunkową nacjonalizację przedsiębiorstw.

Jako alternatywę do upadłości firm i wzrostu bezrobocia w ściśle zidentyfikowanych branżach należy z pewnością rozważyć rekomendowane przez NBP okresowe obniżenie wynagrodzeń, za wyjątkiem płac minimalnych, z gwarancją późniejszego wyrównania. Notabene nie należy proponować obniżek pensji w sposób trwały, a jedynie przenieść należności pracowników w czasie. Z dotychczasowych doświadczeń i badań empirycznych elastyczność płac w dół jest niska praktycznie na całym świecie, ale modyfikacja w zakresie wynagrodzeń jest ceną widma głębszej recesji i wymaga zrozumienia drugiej strony rynku pracy, czyli pracowników i związków zawodowych.

Z działań natychmiastowych, możliwych do szybkiej realizacji w określonych branżach, jest kompensowanie przedsiębiorcom przez ZUS kosztów absencji z powodu choroby już od pierwszego dnia nieobecności w pracy, ulgi podatkowe, a także okresowe zwolnienie ze składek na ubezpieczenia społeczne.

Trzeba podkreślić, że wyjście naszej gospodarki z kryzysu nie jest zależne wyłącznie od nas samych. Obecna gospodarka to system naczyń połączonych i unormowanie się sytuacji gospodarczej jest wyzwaniem i zależy od wielu czynników. Z uwagi na uczestnictwo polskiej produkcji w licznych międzynarodowych łańcuchach produkcji postępy w łagodzeniu skutków kryzysu zależą niestety od poprawy sytuacji u naszych partnerów, i to zarówno u dostawców, jak i odbiorców. Z tego punktu widzenia nie jesteśmy w pełni autonomiczni i nasilenie rządowych działań powinno być regulowane również tym, co się dzieje u naszych najważniejszych partnerów biznesowych.

Wpływ na to będzie mieć też długość trwania epidemii koronawirusa, jego zdolność do nawrotów, a także postępy badawcze w zakresie możliwości uodpornienia społeczeństwa na COVID-19. Wreszcie, kluczowe będą trafne decyzje rządzących odnoszące się do sfery realnej, np. ratunkowe „zastrzyki” finansowe lub ulgi w obowiązkowych obciążeniach dla przedsiębiorców najbardziej poszkodowanych epidemią koronawirusa. Wypadkowa tych działań będzie wyznaczać kierunek i zachowanie się gospodarki polskiej w najbliższym czasie.

Robert Wojciech Włodarczyk jest profesorem Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, kierownikiem Katedry Teorii Ekonomii i dyrektorem Podhalańskiego Ośrodka Nauka Ekonomicznych.

Witold Zych jest kierownikiem Katedry Finansów i Rachunkowości Małopolskiej Szkoły Wyższej Ekonomicznej w Tarnowie.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA