fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Niepewne jak w banku - Wojciech Tumidalski o sprawie frankowiczów

AdobeStock
Państwo, które nie jest z dykty, musi zadbać, by prawo ochroniło klientów banków przed przerzuceniem na nich skutków wyroku TSUE.

Luksemburski werdykt potwierdza dotychczasową linię orzeczniczą: przepisy UE chronią konsumenta tak mocno, że muszą ustąpić nawet argumenty o możliwym zachwianiu finansami państwa. Banki oferujące kredyty hipoteczne w obcej walucie to profesjonaliści. Miały narzędzia i środki pozwalające ocenić ryzyko gospodarcze. Jeśli zatem oferują kredyty z niedozwolonymi klauzulami, powinny się liczyć ze skutkami idącymi bardzo daleko. Konsument, czyli kredytobiorca, ma być efektywnie chroniony przed nieuczciwymi praktykami.

Dobrze, że Trybunał przypomniał o tej zasadzie w odpowiedzi na pytanie polskiego sądu w sprawie frankowiczów procesujących się z bankiem – szczególnie że teraz procesów będzie więcej, a kancelarie prawne czeka eldorado. Każdy chce zarobić.

Sędziowie z Luksemburga polecili też naszym władzom: zadbajcie, by banki nie przerzuciły kosztów swej porażki na klientów. Państwo ma narzędzia, bo ten rynek jest mocno regulowany (Komisja Nadzoru Finansowego, przepisy o nieuczciwych praktykach). Jeśli ochrona konsumenta ma być efektywna, to instytucje czuwające nad przestrzeganiem przepisów nie powinny być z dykty. Raz już, gdy bańka kredytowa urosła, nie udało się zapobiec kryzysowi. Wtedy, w latach 2004–2008, skupiono się na obiecywaniu spełnienia marzeń o własnych czterech ścianach.

Mamy też Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jego prezes Marek Niechciał zachęca właśnie banki i klientów do rozmów o usunięciu z umów wszystkich klauzul abuzywnych. Gdybym był frankowiczem, pewnie ogarnąłby mnie pusty śmiech.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA