fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Czy właściciel nieruchomości może się sprzeciwić łapaniu pokemonów

123RF
Czy właściciel nieruchomości może się skutecznie sprzeciwić łapaniu pokemonów na jej terenie?

Mimo że oficjalnie dostępna jest tylko w USA, Japonii, Australii i Nowej Zelandii, aplikacja Pokemon GO zdobywa popularność na całym świecie. Udostępniona na początku lipca przez Nintendo i Niantic, pod względem liczby użytkowników pokonała już Twittera. Wirtualna zabawa udowodniła jednak, że może też powodować realne problemy – także prawne.

Na razie problem pokemonów może wydawać się wakacyjną ciekawostką. Przykład tej aplikacji pokazuje jednak, jak szybki będzie rozwój tzw. rozszerzonej rzeczywistości (ang. Augmented Reality), czyli łączenia świata realnego z komputerowym.

– Ciężko powiedzieć, jak szybko ta technologia będzie się rozwijała, ale przy obecnym postępie technicznym może to już być kwestia nie lat, ale miesięcy – mówi Włodzimierz Schmidt, prezes zarządu IAB Polska. – Może to tworzyć nowe problemy na rynku reklamy, np. komu płacić za wirtualną reklamę na ścianie realnego budynku.

Zabawa polega na łapaniu stworów z popularnej w latach 90. serii gier i kreskówek. Pokemony nakładane są komputerowo na obraz rejestrowany przez kamerkę smartfona, a geolokalizacja pokazuje, jak daleko i w jakim kierunku trzeba się udać, by je znaleźć. Użytkownik spaceruje więc po okolicy i szuka.

Znane są już przypadki, gdy aplikacja doprowadziła kogoś do ludzkich zwłok w rzece albo była stosowana przez złodziei do wabienia ofiar. W mediach pojawiają się też doniesienia, że ludzie używają Pokemon Go nawet w Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie czy Muzeum Auschwitz-Birkenau. Wywołało to uzasadniony sprzeciw tych instytucji, domagających się usunięcia ich z aplikacji.

Problem jest jednak szerszy, gdyż w poszukiwaniu pokemonów ludzie mogą wchodzić też np. do kościołów, na cmentarze, a nawet prywatne posesje. Czy ich właściciele mogą skutecznie zakazać grania na swoim terenie?

– Przypomina to trochę problem związany z tym, czy samolot może przelecieć nad czyjąś posesją, a mianowicie, jak daleko sięga prawo właściciela nieruchomości – mówi dr Paweł Litwiński z Instytutu Allerhanda. – Byłbym jednak ostrożny w tej kwestii, bo pokemony nie pojawiają się przecież realnie przed czyimś domem, tylko przed cyfrowym odwzorowaniem tego domu. Nie wydaje się więc, żeby właściciel mógł się temu sprzeciwić. Nie znaczy to jednak, że musi tolerować tłum przechodzących przez jego nieruchomość poszukiwaczy. W tym wypadku może żądać zaprzestania naruszeń zarówno na podstawie przepisów o własności, jak i o ochronie dóbr osobistych – np. godności i pamięci ofiar Holokaustu. Przy czym odpowiadać powinna raczej firma dostarczająca aplikacji, a nie użytkownik, który czasem, skupiając się na grze, nie zwraca uwagi, gdzie jest – dodaje dr Litwiński.

Właściciel zawsze może też np. wywiesić tabliczkę o zakazie używania aplikacji, podobnie jak informację o zakazie palenia. Ma jednak małe możliwości jego egzekwowania. Inaczej jest w np. w niektórych stanach USA, gdzie właściciel może zastrzelić osobę, która bez zgody weszła na jego teren.

Oddzielną kwestią jest zabronienie używania gry w przestrzeni publicznej. Wydaje się to zbytnią ingerencją w wolności obywatelskie, jednak w miejscach pamięci czy muzeach zakaz może się wydawać uzasadniony. Rozważyć też należy wprowadzenie zakazu gry podczas jazdy samochodem – w Ameryce doszło już do wypadku na autostradzie spowodowanego nagłym zatrzymaniem się kierowcy w celu złapania pokemona.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA