fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nagrody Nobla

Akademia od Nobli pudruje rzeczywistość

Katarina Frostenson, była członkini Akademii Szwedzkiej, żona oskarżonego o molestowanie i napaści seksualne Francuza Jeana-Claude'a Arnaulta
Seppo Samuli/norden.org [CC BY 2.5 dk (https://creativecommons.org/licenses/by/2.5/dk/deed.en)]
Równie sławna co skompromitowana szwedzka instytucja mówi o zwiększeniu reprezentacji kobiet i transparentności działań. Niewielu to przekonuje.

Tegoroczne zgromadzenie Akademii Szwedzkiej w sztokholmskim Domu Giełdy odbiegało od tradycyjnych spotkań. Odzwierciedla bowiem kryzys. Po raz pierwszy od 75 lat Akademia nie przyznała literackiej Nagrody Nobla. Nie ogłoszono jej w czasie pierwszej i drugiej wojny światowej i wcześniej w 1935 r., gdy Akademia stwierdziła, że nie znalazła godnego laureata. Teraz nie ma wojny i kandydatów do wyróżnienia jest cała armia pisarzy, ale instytucją wstrząsają konwulsje i głęboki kryzys wywołany skandalem wokół Francuza Jeana-Claude'a Arnaulta, oskarżonego o molestowanie i napaści seksualne.

Arnault nazywał sam siebie 19. członkiem Akademii. Jest mężem członkini 18-osobowego gremium Katariny Frostenson. W listopadzie ubiegłego roku na fali ruchu #MeToo 18 kobiet, m.in. pisarek, wystąpiło na łamach „Dagens Nyheter" z oskarżeniami wobec człowieka zwanego w mediach jako Kulturprofilen, za którym się kryło nazwisko Arnault. Ówczesna stała sekretarz Sara Danius zleciła kancelarii adwokackiej zbadanie powiązań Arnaulta z Akademią. Akademia współfinansowała przez lata działalność klubu Forum, który prowadził Arnault.

Trzy miesiące temu sąd rejonowy skazał Francuza za gwałt, a apelacyjny za dwa. Dostał wyrok dwóch i pół roku więzienia i zapłacenia odszkodowania ofierze. Werdykt w kłopotliwy sposób obnażył też związek Akademii ze skazanym. Żenujące dla grona 18 było wystąpienie w sądzie w roli świadka Katariny Frostenson, która zapewniała, że jej mąż jest niewinny.

Co ciekawe, pisarce, która zeznawała w obronie Arnaulta, Akademia przyznała ku jej radości i wielkiemu zdumieniu stypendium 60 tys. koron, choć ta ostatnią książkę wydała pięć lat temu. Stypendium przyznano też innej literatce, która wystąpiła w grupie kobiet oskarżającej Arnaulta o molestowanie. Ta jednak uhonorowania nie przyjęła, snując podejrzenia, że chodzi tu o próbę jej uciszenia.

Na fali kryzysu szeregi Akademii Szwedzkiej znacznie się przerzedziły. Z siedmiu kobiet sześć, w tym Sara Danius, ciesząca się statusem heroski pragnącej zreformować gruntownie Akademię, zrezygnowało z udziału w pracach instytucji lub złożyło dymisję.

Były stały sekretarz Akademii Szwedzkiej Horace Engdahl (adwersarz Danius) dolał oliwy do ognia, komentując, że nie wie, czy „jest tak, że mężczyźni pasują lepiej do tego rodzaju zrzeszeń, albo lepiej znoszą niedogodności, które powstają, gdy rusza walka o władzę". Do wzrostu etosu Akademii nie przyczyniła się też jego wypowiedź kwestionująca wyrok sądu rejonowego dotyczącego jego przyjaciela Arnaulta. Wyraził wówczas zdumienie, że w kraju wysyła się do więzienia „bez porządnych dowodów".

Na roczne zgromadzenie przybyło jedynie siedmiu członków, siedmiu samurajów, jak ich określił tymczasowy stały sekretarz akademii Anders Olsson. – Mówi się o najgorszym kryzysie w historii Akademii Szwedzkiej, o nędzy na pograniczu upadku – perorował Anders Olsson. – Gdyby jednak się okazało to całkowitą prawdą, nie siedzielibyśmy tu dzisiaj – podkreślał. Akademia bowiem nie tylko przeżyła jako instytucja, ale od kwietnia wdraża projekt odnowy, który stanowi podstawę jej przyszłej działalności, argumentował.

Powiedział, że Akademia ponosi odpowiedzialność za to, że nie zwróciła uwagi na to, jak Jean-Claude Arnault wykorzystywał swoją pozycję, która zapewniała mu władzę.

Postawa wobec Arnaulta poetki Frostenson podzieliła Akademię. Gdy dochodzenie biura adwokackiego udowodniło teraz winę Frostenson o łamaniu prawa o zachowaniu tajemnicy służbowej, wzrosła presja na nią, by złożyła dymisję. Od kwietnia Szwedka nie bierze udziału w pracach Akademii i kancelaria rekomenduje wykluczenie jej z grona Akademii, jeżeli ona sama nie odejdzie dobrowolnie.

Frostenson winna jest zarówno przecieku nazwisk laureatów literackiego Nobla, jak i udostępnieniu poufnej informacji o wyborze nowych członków. Tymczasowy stały sekretarz Akademii nie chce jednak zadeklarować, czy dostosuje się do zaleceń kancelarii adwokackiej, i zamierza czekać z decyzją do spotkania 17 stycznia.

Zdaniem adwokata Frostenson Akademia „narusza prawa człowieka" wobec jego klientki, ponieważ nie miała ona możliwości zapoznać się z całym materiałem dochodzeniowym. Mecenas Per E. Samuelsson zasugerował też, że jakąś decyzję Frostenson podejmie 28 grudnia. „Kwestia wykluczenia nie będzie stanowiła podstawy do dalszego dyskursu" – powiedział, dodając, że musi ona dostać rekompensatę, „by móc nadal utrzymywać się jako poetka". Odejście z Akademii bowiem oznacza rezygnację ze znacznych przywilejów. Na rocznym zgromadzeniu Akademia wprowadziła trzech nowych członków na miejsce tych, którzy z niej odeszli. Wśród nich poetka pochodzenia irańskiego Jila Mossaed.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA