fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

„Joanna d'Arc na stosie": Jak święta stała się wiedźmą

Marianna Linde (w środku) jako Joanna d’Arc
Ryszard Kornecki/Opera Krakowska
Buntowniczka Monika Strzępka zrobiła w Krakowie spektakl o Joannie d'Arc, drapieżny, ale chwilami zbyt oczywisty.

Arthur Honegger swojemu oratorium dramatycznemu „Joanna d'Arc na stosie" nadał ostateczny kształt, gdy miało mieć sceniczną premierę w Paryżu po zakończeniu II wojny światowej. Dopisał prolog, w którym chór śpiewał posępną pieśń o Francji podzielone i zhańbionej. Miało to wówczas bolesny wydźwięk aktualny.

W podobny sposób odbieramy przejmującą muzykę Honeggera w Operze Krakowskiej, jako że Monika Strzępka nie odnosi jej w żaden sposób do XV-wiecznej Francji. To my jesteśmy narodem podzielonym konfliktami. Na dodatek uwikłał się w nie Kościół katolicki, który kilka wieków temu odegrał ponurą rolę w doprowadzeniu na stos Joanny.

W spektaklu Moniki Strzępki oglądamy zatem nasz świat, na szczęście bez dosłownych odniesień do dzisiejszej polskiej rzeczywistości. Sceniczny obraz zapowiada nadciągający totalny kataklizm, który jednak i nas może wkrótce dotknąć. Na środku sceny zamiast stosu, na którym zostanie spalona Joanna, ustawiono stos telewizorów z rozświetlonymi ekranami. W świetle mediów płoną dziś łatwo największe autorytety.

Pierwsza część przedstawienia jest przejmująca. Fanatyczny tłum przeklął Joannę (oratorium to rodzaj retrospektywy losów bohaterki). Wszyscy żądają śmierci tej wiedźmy, krążąc wokół Joanny w posępnym tańcu, którego ruch oparty jest na elementach religijnych (świetny pomysł choreograficzny Dominiki Knapik).

Groteskowy sąd

Potem niezwykła precyzja reżyserska zaczyna się nieco sypać. Zjadliwą, ironiczną scenę sądu oraz grę królów w karty Monika Strzępka zamieniła w coś, co znamy dobrze z jej spektakli dramatycznych. Do poetyckiego tekstu Paula Claudela dodała dialogi, by tak jak zawsze z drapieżnością zaatakować widza.

Publiczność śmieje się zatem, gdy jedyną osobą, która podejmuje się osądzić Joannę jest świnia, choć to nie jest pomysł reżyserki, lecz samego Claudela. Odwołał się on do faktów, przewodniczącym trybunału sądowego w tym procesie był biskup Pierre Cauchon (świnia zaś po francusku to cochon).

Gdy jednak tragedia ustępuje miejsca żartowi i grotesce, napięcie w krakowskim spektaklu opada, akcja zaczyna się nieco dłużyć, a złośliwe żarty są mało śmieszne. W końcowych scenach, gdy Joanna wspomina swe objawienia, następuje kolejna zmiana nastroju. Piękny jest obraz Madonny otulonej zwykłym śpiworem – jak dzisiejsza imigrantka koczująca z dzieckiem w jakimś obozie.

Emocje z pierwszych scen jednak nie powracają. Reżyserka nie bardzo chyba wiedziała, jak poprowadzić do końca postać Joanny. Jest współczesną, zbuntowaną dziewczyną, ale jej portret nie został pogłębiony. Nie wiadomo, z czego bunt wynika, skoro Monika Strzępka nie akcentuje świętości i żarliwości religijnej Joanny.

Równowaga sztuk

Mimo wszystko ta inscenizacja jest wyjątkowym wydarzeniem. To pierwsze takie spotkanie teatru dramatycznego twórców nowej generacji z operą. I żadna z tych dziedzin sztuki nie zdominowała drugiej. Ta premiera potwierdza także poziom zespołów Opery Krakowskiej. Chór i orkiestra pod dyrekcją Tomasza Tokarczyka nie tylko udźwignęły ogrom muzyki Arthura Honeggera, ale nadały jej wyrazisty kształt interpretacyjny.

W teatralny świat Moniki Strzępki wpasowali się z trudnymi partiami wokalnymi śpiewacy: Katarzyna Oleś-Blacha (Madonna), Wołodymyr Pańkiw (Herold), Jarosław Bielecki i Łukasz Gaj (Porcus)Muzyka nie przeszkodziła w kreśleniu wyrazistych postaci aktorom: Mariannie Linde (Joanna) i Krzysztofowi Zawadzkiemu (Brat Dominik). A epizod Elżbiety Karkoszki to prawdziwa kreacja.

Po całym cyklu premier interesująco rozszerzających repertuar w Krakowie o Wagnera, Belliniego, Prokofiewa czy Bernsteina przyszła pora na wyjątkowe oratorium dramatyczne Arthura Honeggera. Nie wiadomo jednak, czy będzie to miało jakikolwiek wpływ na dalszy rozwój Opery Krakowskiej. Nowy marszałek województwa zamierza bowiem zmienić dyrekcję, podobnie jak zresztą w innych podległych mu instytucjach kulturalnych. Tak polityka miesza się znów do sztuki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA