fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Jasne oblicze poety

Mela Koteluk (druga z prawej) i Kwadrofonik z Bartkiem Wąsikiem (siedzącym w środku)
materiały prasowe
Zjawiskowa płyta towarzyszy 76. rocznicy powstania warszawskiego.

Krzysztof Kamil Baczyński uosabia wszystko to, co straciliśmy w czasie powstania warszawskiego, a zyskaliśmy w postaci wzorca postaw oraz narodowej świadomości. Uosabiał złożoność losu Polaków. Ojciec był legionistą, mama – nauczycielką pochodzącą ze zasymilowanej rodziny żydowskiej. Wybitnie utalentowany, chorowity, opisywał tragiczny los generacji wchodzącej w dorosłość w czasie wojny. Zginął 4 sierpnia w szeregach batalionu „Parasol", zastrzelony przez niemieckiego snajpera vis-a-vis Teatru Wielkiego. Miał 23 lata. Pozostawił 200 wyjątkowych wierszy.

Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego, zaproponował nagranie płyty z wierszami Baczyńskiego Meli Koteluk i fortepianowo-perkusyjnemu zes- połowi Kwadrofonik. Tworzą go absolwenci warszawskiego Uniwersytetu Muzycznego z Bartkiem Wąsikiem na czele.

– Kiedy przyjęliśmy to zaproszenie, wiedzieliśmy, że nie nagramy płyty w konwencji poezji śpiewanej, tylko piosenki pokazujące Baczyńskiego z innej strony niż ta, z jakiej zapamiętaliśmy go z lektury szkolnej – mówi Mela Koteluk. – Baczyński to ktoś więcej niż autor poezji wojennej, apokaliptycznej. Zafascynowała nas jego oniryczność i delikatność. Zdawał sobie sprawę z zagrożeń, ale w takiej sytuacji młodzi ludzie często tworzą sobie wewnętrzny azyl. Postanowiliśmy to pokazać i to, jak jest zakochany w życiu.

Płyta powstawała tuż po ogłoszeniu pandemii. – To był czas, kiedy cały świat mógł znowu poczuć realny lęk przed śmiercią, najczęściej przez wszystkich wypierany – mówi wokalistka. – Z Bartkiem szliśmy w kierunku tego, co pokazuje jasne oblicze Baczyńskiego i doprowadziło nas do ugruntowania się w życiu. Baczyński bardzo nam w tym pomógł, przypominając o pięknie życia. Myśleliśmy też o wolności, miłości, uwielbieniu przyrody, co przynoszą wiersze, oraz zainteresowaniu Baczyńskiego kosmogonią.

Nagranie płyty było karkołomne. – Bartek grał na fortepianie u siebie na Mokotowie, a dźwięk dobiegał do mojego mieszkania na Saskiej Kępie z opóźnieniem. To, co ja zaśpiewałam do akompaniamentu, docierało do niego też z opóźnieniem – mówi Mela Koteluk. – Takie muzyczne salto mortale może przydarzyć się chyba tylko raz w życiu.

Płytę rozpoczyna odważna próba stworzenia nowego muzycznego wzorca dla „Niebo złote ci otworzę..." znanego z charyzmatycznego wykonania Ewy Demarczyk. Nowa wersja nie jest dramatyczna, tylko podszyta marzeniem, które nie może się spełnić.

– Wiedziałem, że duetu Konieczny–Demarczyk nie ma co naśladować – mówi Bartek Wąsik. – Od początku Baczyński objawił nam się z jasnej i onirycznej strony. Wpływało to na charakter muzyki, który wytworzył się właściwie na jedynej próbie, u mnie w domu. Wtedy powstał fundamentalny zarys kompozycji.

Nastrój wolny od katastrofizmu podkreśla „Piosenka", jedyny na płycie przedwojenny wiersz Baczyńskiego z 1938 r. – Szukaliśmy takich wierszy – podkreśla Wąsik. – W Polsce od kilku lat ciągle jesteśmy czymś straszeni, a w pandemii lęk płynie zewsząd i w nas wnika. Szukaliśmy tekstów, które dawały nam nadzieję, pocieszenie i poszerzały nieboskłon w czterech ścianach.

Nawet w kosmogonicznej „Astronomii", gdzie daje się wyczuć przekleństwo osaczenia, można usłyszeć optymistyczną nutę. – Powiedziałbym raczej, że w tej kompozycji jest dużo słońca – mówi muzyk. – W naszej interpretacji syndrom osaczenia zamieniamy w świadomość, przestrzeń i wyzwalamy jej energię.

„Drzewa" wyrażające grozę natury stały się teraz utworem wręcz ekologicznym, o zemście sosen na drwalach. – Rzeczywiście trochę tak – przyznaje Wąsik. – Zastanawiałem się nawet, skąd u Baczyńskiego trafna prognoza tego, z czym my mamy do czynienia, z plagą wycinania całych połaci lasów, nie tylko w Polsce. Od dawna mówi się o tym, jak natura mści się na człowieku, a ja bym nazwał inaczej: natura woła o pomoc. Zjawiskowe są interpretacje wyabstrahowanych z wojny wierszy „Otwarcie przemian" czy „Wolność", które dziś stały się opisem zmagania z rzeczywistością i światem. – Nadaliśmy im nowe znaczenie przez muzykę – mówi Bartek Wąsik. – „Wolność" to dla mnie najważniejsza piosenka na płycie. Składa się z trzech fragmentów, powtarzanie słowa „wolny" ma być rodzajem mantry, rzucaniem zaklęcia, wizualizacją. Końcowy fragment instrumentalny to rodzaj transcendencji, wyzwolenia.

Nawet „Czas miłości" z 1944 r. odcina się od wojny. – Niesamowite, że powstał na kilka miesięcy przed śmiercią Baczyńskiego – mówi pianista. – Daliśmy tę piosenkę na finał, by wybrzmiała najmocniej. Pozostawiliśmy tylko głos i fortepian, żeby nie zmącić znaczenia słów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA