fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Nie żyje Elżbieta Chojnacka, muzyczna rewolucjonistka

LECH BASEL/Musica Electronica Nova
W niedzielę zmarła w Paryżu Elżbieta Chojnacka, najbardziej znana w świecie polska instrumentalistka. Miała 77 lat.

Gdyby jednym słowem określić to, czego dokonała w swej bogatej karierze, należałoby powiedzieć po prostu: odkryła dla muzyki współczesnej stary, lekceważony instrument, za jaki w drugiej połowie XX wieku uważano klawesyn. Dla jednych może się wydać to niewiele, gdy jednak lepiej pozna się jej życie, wtedy z pewnością każdy doceni to, czego dokonała.

Muzyczne studia ukończyła w Warszawie, miała być pianistką tak jak matka, Edwarda Chojnacka. Przypadek właściwie sprawił, że zainteresował ją inny instrument. Aby lepiej zgłębić tajniki klawesynu u schyłku lat 60. pojechała do Paryża. I w tym mieście pozostała już na zawsze, choć oczywiście do Polski wracała chętnie.

Przełom nastąpił w 1970 roku, gdy we Francji zaproponowano jej wykonanie pozornie skromnego, trzyminutowego utworu klawesynowego „Continuum” jednego z najwybitniejszych twórców współczesnych, György Ligetiego. Zaczęła wówczas szukać dla siebie innych takich kompozycji i już kilkanaście miesięcy później Philips wydał jej płytę „Clavecin 2000”. Niektóre z nagranych wówczas utworów powstały specjalnie dla niej.

Przez następne trzy dekady takich dzieł skomponowanych dla Elżbiety Chojnackiej uzbierało się ponad sto. Wyszły spod ręki zarówno największych indywidualności muzyki światowej, jak i młodych autorów. Każdy utwór przyjmowała z zainteresowaniem. – Wszystkie są mi bliskie – powiedziała w jednym z wywiadów. – Nie szukam w nich siebie samej, to byłoby zawężenie. Najważniejsze, by kompozytor czuł się maksymalnie wolny, nieograniczony.

Dużo nagrywała, jej dyskografia to co najmniej 20 płyt wydanych przez czołowe wytwórnie światowe. Dużo koncertowała, a jej występy były wręcz charyzmatyczne. Ta drobna kobieta z burzą rudych włosów grała wpatrzona w nuty (kompozycje współczesne są nie do nauczenia – mawiała), a jednocześnie promieniowała z niej niezwykła energia. To był rodzaj wyjątkowego show. Dbała zresztą o to, by widz miał jak najlepsze warunki do odbioru niełatwej przecież muzyki. Sama projektowała więc sposób oświetlenia siebie na estradzie, by stworzyć odpowiedni nastrój.

W pewnym momencie zajęła się nauczaniem i przez jedenaście lat była profesorką w legendarnej Akademii Mozarteum w Salzburgu. Zrezygnowała pod koniec poprzedniej dekady, gdy uznała, że już więcej nie może z siebie dać studentom.

To ona też nadała wartość współcześnie stworzonym klawesynom. Boom na muzykę dawną, jaki wybuchł w ostatnich dekadach XX wieku, sprawił, że ceniono jedynie stare instrumenty lub ich kopie. Elżbieta Chojnacka udowodniła, że klawesyn wyprodukowany w naszych czasach o nieco innych możliwościach brzmieniowej i kolorystyce dźwięku daje kompozytorom zupełnie nowe możliwości.

Zanurzona bez reszty w sztuce najnowszej stała się jednocześnie artystyczną wnuczką legendarnej Polki, Wandy Landowskiej uznawanej za najwybitniejszą klawesynistkę w dziejach muzyki. Jej uczennica, Aimée van de Wiele była z kolei najważniejszą profesorką Elżbiety Chojnackiej.

Obie te nasze wielkie artystki różnił repertuar i styl gry. Obie jednak odegrały wyjątkową rolę. Wanda Landowska odkrywała w I połowie XX wieku zapomnianą muzykę renesansu czy Baroku. Elżbieta Chojnacka otworzyła nowe tory przed muzyką współczesna. Teraz zaś połączyło je, niestety, jeszcze jedno: od niedzieli o obu mówimy już tylko w czasie przeszłym.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA