Odpowiedź jest krótka: na improwizacji, która zajmującą dramaturgią potrafi sprawić, że blisko dwugodzinny koncert mija jak chwila. Kontrabasista utworzył trio ze swoim stałym współpracownikiem gitarzystą Kevinem Eubanksem, ale śmierć jego ojca uniemożliwiła mu przyjazd. W ostatniej chwili zastąpił go saksofonista Chris Potter i była to zmiana, która kompletnie zmieniła brzmienie zespołu. Z młodym perkusistą Obedem Calvaire’em Holland stworzył Potterowi „podwozie” bolidu, którym jeden z najlepszych dziś saksofonistów niczym kierowca Formuły 1 pomknął z prędkością wywołującą ekstremalne emocje i zadyszkę… u słuchaczy. Można było nawet pomyśleć, że to Potter jest liderem tego tria.
Dave Holland, niegdyś kontrabasista Milesa Davisa, a dziś jeden z najważniejszych bandleaderów, prezentuje zespoły elektryzujące miłośników jazzu głównego nurtu. Ich cechą wspólną jest żelazna logika kompozycji i porywające improwizacje mistrzów jazzu. Jeśli w zespole Hollanda jest nazwisko, którego nie znamy, wkrótce będzie o nim głośno. Jak o perkusiście Obedzie Calvaire. Holland ma tak dobrą rękę, jak Miles Davis, skutecznie promuje swoich muzyków, ale też nie myli się w ich wyborze. Jak dotąd trio Hollanda było najważniejszym punktem programu 18. Bielskiej Zadymki Jazzowej. Lider odebrał w Bielsku-Białej nagrodę Anioła Jazzu ufundowaną przez Prezydenta Miasta. Pochwalił się nią na Twitterze prezentując zdjęcie.
Chwilę wcześniej na tej samej scenie klubu klimat zagrał kwartet francuskiego gitarzysty Birelego Lagrene’a, który nie zamierzał odejść w zapomnienie, przynajmniej w konfrontacji z Hollandem. Współbrzmienie gitary elektrycznej i organów Hammonda sprawdza się doskonale od sześćdziesięciu lat i przypomina genialnego Jimmiego Smitha. Choć tu liderem był Lagrene, to organista Jean Ives Jung grał liczne, popisowe solówki ekscytujące słuchaczy nie mniej niż wirtuozowska gitara lidera. Jeśli dodać energetycznego saksofonistę Francka Wolfa, można sobie wyobrazić, że temperatura koncertu była bardzo wysoka.