fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mieszkaniowe

Wokół składek od mieszkań jest wiele niewiadomych

materiały prasowe
Na koncie Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego będą się znajdować miliardy złotych. Co się z nimi stanie, jeżeli do gremialnych upadłości deweloperów dochodzić jednak nie będzie? – pytał w programie #RZECZoNIERUCHOMOSCIACH Grzegorz Kiełpsz, prezes Polskiego Związku Firm Deweloperskich.
Niebagatelne znaczenie dla rynku mieszkaniowego będzie miała nowa ustawa deweloperska, której kształt tworzy się właśnie w parlamencie. Jej autorem jest Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), który uważa, że należy wzmocnić ochronę nabywców mieszkań, m.in. powołując do życia Deweloperski Fundusz Gwarancyjny (DFG). Jego mechanizm ma być oparty na wnoszeniu składek od każdego lokalu nabywanego od dewelopera na wypadek m.in.jego upadku czy konieczności odstąpienia przez konsumenta od umowy w związku z istotną wadą nieruchomości. Zdaniem prezesa UOKiK powstanie funduszu nie powinno wpłynąć na wzrost cen mieszkań, a branża jedynie straszy społeczeństwo podwyżkami.
My nie straszymy podwyżkami. Zanim jednak o tym – warto dodać, że wpłaty z DFG będą mogły być realizowane również w przypadku upadku banku, w którym prowadzony jest rachunek powierniczy. To jest istotny element. Mamy bowiem do czynienia w pewnym sensie z dublowaniem funkcji Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Deweloperzy i klienci deweloperów będą zabezpieczali środki zgromadzone w banku – na wypadek jego bankructwa, co zdarza się bardzo rzadko – powyżej 100 tys. euro.
Wróćmy jednak do tego straszenia...
My nie straszymy. My wyraźnie mówimy, że nie wiemy, czy ceny mieszkań wzrosną. To będzie zależeć od każdego przedsiębiorcy. Ceny mieszkań i tak rosną, bo rosną ceny materiałów budowlanych. To, co się stało z cenami stali w przeciągu ostatniego półrocza – gdzie wzrost wyniósł 30 proc. – jest niebywałe. Jest jednak kilka kwestii, które mogą spowodować wzrost cen mieszkań. I jest to nie tylko składka na DFG, którą ustalono w projekcie na maksymalnie 2 proc.wartości mieszkania – choć prezes UOKiK mówi, że nie będzie to więcej niż 1 proc.
Również z deklaracji resortu rozwoju, które padły w Sejmie, wynika, że jeśli kondycja branży będzie dobra, składka ma być równa zeru.
Pytanie jest jednak takie, jak liczone będą wpływy na fundusz i w którym momencie zostanie uznane, że wartość zgromadzonych środków jest wystarczająca.
UOKiK – na podstawie jakichś danych z GUS – liczy, że wartość rynku mieszkaniowego to 26 mld zł rocznie. My oraz eksperci uważamy, że jest to 50–60 mld zł. Nawet więc gdyby składka była liczona od 1 proc., to DFG według wyliczeń UOKiK otrzymałby ze składek 260 mln zł, a według naszych wyliczeń 500–600 mln zł. Pytanie, co się stanie z tymi środkami po dwóch, trzech czy dziesięciu latach, jeżeli nie będzie gremialnych upadłości deweloperów i nagle się okaże się, że w tym funduszu zebrane są 2, 3, czy 4 mld zł. Co się stanie z tymi pieniędzmi? Ja rozumiem, że ministerstwo może powiedzieć, że w takim wypadku składka na fundusz może wynieść 0, ale co się stanie z tymi uzbieranymi już miliardami?
Ale czego się państwo dokładnie obawiają?
Obawiamy się tego, że jeśli te pieniądze będą tam leżały, kurzyły się i będzie rosła na nich pajęczyna, to wreszcie rządzący w jakiejś trudnej sytuacji gospodarczej powiedzą: może uchwalimy jakiś podatek solidarnościowy, może trzeba wprowadzić ustawę, że środki z DFG należy przenieść na zabezpieczenie innych potrzeb społecznych. Tego się obawiamy i mówię to wprost. Obawiamy się również, że sposób liczenia wartości rynku mieszkaniowego i wartości potrzeb jest nieracjonalny. W ocenie skutków regulacji dołączonej do projektu ustawy jest napisane, że potrzeby funduszu na pierwszy rok to 140 mln zł, teraz słyszymy, że być może jest to 260 mln zł, a my mówimy, że wpłynie
500 mln zł.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA