fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

Kryzys Instytutu Onkologii w Krakowie. Dyrektorem przyjaciel Dudy

AdobeStock
W Narodowym Instytucie Onkologii w Krakowie narasta konflikt między pracownikami a dyrekcją - informuje Onet. Od kiedy dwa lata temu szefem placówki został przyjaciel prezydenta Andrzeja Dudy, z pracy odeszło około 160 osób. Wśród nich było 50 lekarzy. Zdaniem pracowników polityka władz może zagrażać bezpieczeństwu pacjentów.

W szpitalu przy ul. Garncarskiej w Krakowie znajduje się obecnie Narodowy Instytut Onkologii, który podlega ośrodkowi w Warszawie. Do placówki trafiają pacjenci z najcięższymi i najtrudniejszymi przypadkami.

Komunikat:

1. Szpital działa w normalnym trybie.


2. W Narodowym Instytucie Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowym Instytucie Badawczym Oddziale w Krakowie (NIO) są 4 kliniki i jest też 4 szefów klinik. Pisanie przez dziennikarzy Onetu, że pod pismem podpisało się 22 szefów klinik jest nieprawdą i przeczy zasadom logiki. Wyżej wymienione pismo (z 22 podpisami szefów klinik) nigdy nie wpłynęło do dyrekcji.


3. Nowy dyrektor NIO dr n. med. Konrad Dziobek, został powołany przez Ministra Zdrowia w sierpniu 2018 roku. Od tego czasu nie mogło odejść 50 onkologów klinicznych, gdyż nigdy tylu nie zatrudnialiśmy.


4. Jedyna kontrola prowadzona przez NFZ ma charakter rutynowy i rozpoczęła się w dniu: 8.1.2020. Jej zakończenie zaplanowane jest w terminie do końca marca br.


5. Łączna liczba lekarzy zatrudnionych w Instytucie zmieniła się ze 124 lekarzy zatrudnionych na umowie o pracę w dniu 31.7.2018 r. do 123 lekarzy zatrudnionych na dzień 31.1.2020 r. Stan zatrudnienia pielęgniarek i położnych w tym okresie nie uległ zmianie, gdyż nadal pracuje ich 156. Ogólnie spadła liczba zatrudnionych osób z poziomu 711 na dzień 31.7.2018 r. do poziomu 650, co stanowi 8,5 %. Spadek zatrudnienia jest zgodny z zaakceptowanymi przez Ministerstwo Zdrowia działaniami restrukturyzacyjnymi.


6. Klinika Onkologii Klinicznej działa w sposób planowy.


7. Czas oczekiwania na wyniki badania obrazowego pacjentów z kartą DILO (karta diagnostyki i leczenia onkologicznego) nie jest dłuższy niż 14 dni.


8. Dostawy leków cytostatycznych realizowane są na bieżąco.


9. W Szpitalu działa 5 związków zawodowych. Żaden z nich nie jest w sporze zbiorowym z dyrekcją.


10. Szpital w latach 2018 i 2019 wyraźnie zredukował stratę, która w 2017 wyniosła blisko 25 milionów złotych. Terminowo spłacany jest kredyt, zaciągnięty podczas zarządu poprzedniej dyrekcji.


Waldemar Stylo


Rzecznik Prasowy

Dwa lata temu w sierpniu dyrektorem placówki został dr Konrad Dziobek, były pracownik m.in. szpitala Rydygiera w Krakowie oraz były sekretarz Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie Andrzeju Dudzie. Prywatnie mężczyzna jest także przyjaciel prezydenta. Ministerstwo Zdrowia potwierdziło w rozmowie z Onetem, że na stanowisko nie trzeba było przeprowadzać konkursu. Nie wiadomo jednak, czy na wybór dyrektora miała wpływ jego znajomość z prezydentem. Kancelaria Prezydenta podkreśliła, że dr med. Konrad Dziobek jest “ceniony przez prezydenta zarówno jako lekarz, wieloletni nauczyciel akademicki, jak i przedsiębiorca”.

Pracownicy, którzy na początku sierpnia 2018 roku przyszli do pracy, zastali w szpitalu wiceministra zdrowia wraz z dyrektorem Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie, którzy poinformowali o zmianie na stanowisku dyrektora - informuje Onet.

Od ubiegłego roku w placówce trwa konflikt między pracownikami a dyrekcją. W ostatnim czasie spór ten narasta, gdyż personel ma zastrzeżenia do sposobu kierowania instytucją przez obecnego dyrektora. Problemy rozpoczęły się wiosną zeszłego roku, gdy z pracy odszedł dr Marek Ziobro. Władze placówki żądały od niego, aby zwolnił 10-15 proc. swojego zespołu. Wypowiedzenia złożyło wówczas dziewięciu onkologów. “Pragniemy poinformować, że powyższą decyzję podejmujemy z żalem, jednakże mamy nadzieję, że 100 proc. redukcja etatów lekarzy specjalistów zatrudnionych w Klinice Onkologii Klinicznej poprawi trudną sytuację finansową Instytutu” - napisano w piśmie do dyrektora.

- Za kadencji dyrektora Dziobka wprowadzono pewne ograniczenia, jeśli chodzi o liczbę pracowników. Dla mnie pierwszym większym problemem było zlikwidowanie stanowisk zastępców kierownika kliniki oraz kierownika oddziału dziennego. W tych dwóch miejscach prowadzi się dość niebezpieczne leczenie, jakim jest chemioterapia. Stwierdziłem, że likwidacja tych stanowisk pogarsza bezpieczeństwo pacjentów i dodatkowo wiąże się z utratą specjalistów (odszedł z tego powodu lekarz z wieloletnim doświadczeniem) i dałem temu wyraz w piśmie do dyrekcji. Uznano mnie za osobę idącą pod prąd polityki dyrekcji. Padł pierwszy sygnał, bym się zastanowił, czy chcę dalej pracować na swoim stanowisku - powiedział w rozmowie z Onetem dr Ziobro. - W instytucie to zmniejszanie się personelu postępowało bardzo szybko. W grudniu 2018 r. miałem 12 specjalistów zatrudnionych w klinice i oddziale dziennym, a w maju pojawiła się perspektywa, że lekarzy będzie ośmiu. Uświadomiłem w kwietniu 2019 dyrektorowi Dziobkowi, że ten proces trzeba jak najszybciej zatrzymać, inaczej nie będę mógł wziąć odpowiedzialności za utrzymanie leczenia przy dotychczasowych standardach. Choć dyrektor początkowo przyznał mi rację i zobowiązał się do uwzględnienia takiego stanu rzeczy, kilka dni później przedstawiono mi w dziale kadr stanowisko dyrekcji, które wymagało 10-15 proc. redukcji etatów. Miałem się zastanowić, których lekarzy (czy pielęgniarki) typuję do zwolnienia - dodał. - Warto zaznaczyć, że solidarność moich współpracowników nie sprawiła, że porzuciliśmy swoją pracę. Przez kolejne trzy miesiące wykonywaliśmy swoje obowiązki i większość lekarzy była cały czas w pracy. To był czas dla dyrekcji na dojście z nami do porozumienia. Negocjacje “zaowocowały” tym, że większość podtrzymała swoje decyzje - wyjaśnia. - Dopóki dyrektor Dziobek sprawuje swoją funkcję w instytucie, nie wyobrażam sobie powrotu do pracy w tej placówce - podkreślił dr Ziobro.

W okresie rządów dr. Dziobka z pracy łącznie zrezygnowało około 160 osób. Wśród nich było 50 to lekarzy. Zdaniem pracowników taka polityka kadrowa może prowadzić do poważnych konsekwencji związanych z zabezpieczeniem pacjentów oraz ich leczenia.

Z rozmów z byłymi i obecnymi pracownikami placówki wynika, że w instytucie panuje chaos. Z powodu braku wystarczającej liczby specjalistów w Zakładzie Diagnostyki Obrazowej wydłuża się między innymi czas oczekiwania na opisanie badań obrazowych. Są to kluczowe badania w wykrywaniu oraz leczeniu nowotworów. Obecnie czas oczekiwania na wyniki to ponad miesiąc, podczas gdy kiedyś maksymalnie trwało to tydzień. Z końcem stycznia z pracy odeszli także wszyscy pracownicy sekcji informatycznej. Choć na ich miejsce udało się znaleźć nowe osoby, nie zostały odpowiednio wdrożone, co spowodowało między innymi problemy z wystawianiem e-recept.

Problem jest również z zamówieniami publicznymi. W ciągu miesiąca może zabraknąć leków cytostatycznych (chemioterapia) - informuje Onet. Z powodu braków kadrowych zagrożone jest także funkcjonowanie oddziału zabiegowego i intensywnej terapii oraz radioterapii onkologicznej. Brakuje m.in. pielęgniarek czy specjalistów. Jak przyznają lekarze, spadła liczba konsultowanych pacjentów i zmniejszyła się liczba prowadzonych w instytucie badań naukowych komercyjnych i niekomercyjnych.

Apel o pomoc

O problemach placówki wiedzą władze Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie, który sprawuje pieczę nad oddziałem w Krakowie. 11 lutego bieżącego roku w Krakowie odbyło się spotkanie przedstawicieli placówki oraz pracowników.  Przeczytano tzw. memorandum, które zostało opracowane m.in. przez 22 szefów klinik.

Z inicjatywy pracowników 4 lutego doszło także do spotkania z dr Dziobkiem. Pracownicy domagają się między innymi regularnych spotkań z kadrą kierowniczą instytutu, powołania dyrektora ds. nauki (wakat od maja 2019 r.) czy zwiększenia personelu medycznego, zgodnego z zapotrzebowaniem. Łącznie dyrektor otrzymał jedenaście postulatów.

Przedstawiciele Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie nie odpowiedzieli na pytania dotyczące sytuacji w krakowskim oddziale. Kancelaria Prezydenta nie odpowiada również, czy prezydent wie o problemach placówki. Z nieoficjalnych informacji Onetu wynika, że kontrolę w placówce prowadzi NFZ.

Zakaz wstępu

Choć Onet spotkał się z Waldemarem Stylo, wicedyrektorem ds. finansowych i rzecznikiem prasowym placówki, który zobowiązał się odesłać odpowiedzi na zadane dyrektorowi Dziobkowi pytania, ostatecznie otrzymano e-maila, w którym zapytano o tryb, w jakim wysłano poszczególne pytania. Gdy dziennikarze udali się do Narodowego Instytutu Onkologii, zaraz przy wejściu zostali zatrzymani przed dwóch pracowników, którzy poinformowali, że powinni opuścić budynek. Nie ma informacji na temat tego, z jakiego powodu oraz kto wydał taką dyspozycję. Wicedyrektor Stylo nie był w stanie powiedzieć, kto wydał nakaz i stwierdził, że dotyczy on “ogólnie mediów i osób postronnych”.

Dyrekcja zamierza skorzystać z prawa dającego możliwość przygotowania odpowiedzi w ciągu dwóch tygodni. Onet otrzymał propozycję spotkania z doktorem Dziobkiem z zastrzeżeniem, że rozmowa będzie dotyczyć “wybranych obszarów”, gdyż „pytań jest za dużo”.

Źródło: Onet
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA