fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

Historia pewnego fake newsa i medialnej nienawiści z pozytywnymi elementami w tle

Adobe Stock
Drobna, nieprawdziwa informacja na mój temat rozrosła się do oskarżenia, że tolerowałbym Holokaust. To przykre samo w sobie. Ale jeszcze bardziej przykre jest, że pomogli w tym koledzy po fachu, którzy rzetelność dziennikarską wpisują na sztandary.

Bardzo mi zależy, żeby przeczytali Państwo ten tekst do końca. I bez pośpiechu. Nie jest krótki, ale też nieprzesadnie długi, w gazecie zająłby mniej niż jedną stronę.

Wstęp

Nie powstałby, gdyby nie zamieszanie związane z programem w radiowej Trójce (7 marca, 21:00-22:00). Brałem w tym programie udział. Prowadzącym był Piotr Semka. W programie uczestniczyły też dwie ukraińskie dziennikarki, w tym Olena Babakowa (Babakova) oraz Łukasz Adamski, przedstawiciel instytucji zajmującej się Rosją i jeszcze jeden publicysta.

Przyszedłem w ostatniej chwili. Ci, co byli na miejscu, w saloniku, nie sprawiali wrażenia skłóconych. Nagle wydawca programu poprosił Babakową na bok. Spytałem pozostałych gości o co chodzi. Okazało się, że występu Babakowej w programie nie życzy sobie zarząd. My, zgodnie, mieliśmy odmienne zdanie.

Po krótkiej rozmowie, wszyscy - łącznie z Babakową - weszliśmy do studia. Dyskusja była całkiem ciekawa, Babakowa mówiła chyba najwięcej. Co można raz jeszcze wysłuchać pod tym linkiem

Po programie odprowadziłem ją na przystanek autobusowy. Mówiła, że jest w szoku, bo ją źle potraktowano. Opowiadała, co jej zdaniem się wydarzyło. Wyraziłem zrozumienie. Pocieszałem, że jednak dobrze się skończyło, bo wystąpiła w programie, co - jak mi się wydawało – oznaczało, że zawarto jakiś kompromis. Nie usprawiedliwia to oczywiście zachowania kierownictwa Polskiego Radia. Krytyka takich zachowań powinna być i jest powszechna. Ale spotkała także mnie. Choć słowo „krytyka” jest zbyt delikatne...

Nazajutrz

8 marca 10:55

Babakowa opublikowała emocjonalny tekst na Facebooku.

„W tym czasie zjawiają się inni goście: Łukasz Adamski, Olga Popowycz i Jerzy Haszczynski. Redaktor Semka dopytuje się:

- Kim pani jest?

- Gdzie pani wcześniej pracowała?

- Dlaczego pani zdaniem nie może pani wejść do studia?

(...) Goście przyglądają się sytuacji. Nikt nie zabiera głosu.”

8 marca 11:32

Na twitterze Piotr Maciążek (jego konto ma 8,9 tys. obserwujących) publikuje zdjęcie fragmentu wpisu Babakowej na Facebooku, zawierający wspomniane wyżej słowa.

Odpowiadam, gdy to do mnie dociera, o 14:51:

„Skoro padło moje nazwisko: 1.Wbrew temu,co pisze p. Babakowa, nie byłem świadkiem takiej rozmowy. Trudno bym zabrał głos."

Podobnie wypowiadam się dla Pressa (o czym będzie także niżej)

 

?Sprawa nabiera jednak rozpędu

8 marca 11:28 (33 minuty po wpisie Babakowej na Facebooku)

Kaja Puto, publicystka „Krytyki Politycznej”, na Facebooku: „małość obecnych w studiu, którym krótkie fiutki drżą przed dyskursem. (…) nasuwa się pytanie, czy to jest ten sam naród, który mężnie ratował Żydów z Holocaustu, skoro nawet w tak błahej w porównaniu sytuacji nie potrafił zająć stanowiska?”

Wersja bez "krótkich fiutków", ale ze specjalnie podkreślonymi odniesieniami do Holokaustu, pojawia się potem na stronie "Krytyki Politycznej". I pada w nim moje nazwisko.

8 marca, prawdopodobnie rano

Na zamkniętym forum na Facebooku dziennikarz, kolega Babakowej; „Świadkowie [czyli uczestnicy programu] to ludzie wyjątkowo bez zasad, którzy, żeby dorwać się do mikrofonu, pójdą nawet do Radia Tysiąca Wzgórz”. Wyjaśnię tylko, że Radio Tysiąca Wzgórz nawoływało do ludobójstwa w Rwandzie.

Powraca normalność

8 marca 14:49

Portal Wirtualnemedia.pl zapowiada na Twitterze swój tekst, pisze wyraźnie: „ostatecznie dziennikarka wzięła udział w programie”.

W tekście jest cytat z mojego wpisu na Twitterze.

8 marca 16:07

Sprawę opisuje również Press. W tekście jest moja wypowiedź: „Przyszedłem w ostatniej chwili. Zorientowałem się, że coś jest nie w porządku, gdy wydawca poprosił Olenę Babakową do pokoju obok. Piotr Semka i jeden z gości mówili, że była zaproszona, ale potem próbowano odwołać zaproszenie. Stawianie mnie w sytuacji, że przysłuchiwałem się i nie zabrałem głosu, jest nie fair. Nie słyszałem słów przytoczonych przez Babakovą na Facebooku - opowiada Jerzy Haszczyński. - Piotr Semka zdecydował, że Olena Babakova weźmie udział w programie, wystąpiła w nim, mówiła najwięcej. Audycja była ciekawa. Nagle zrobiła się z tego wielka awantura – dodaje.”

 

I znowu zwrot akcji, tym razem decydujący

8 marca 16:58

Temat podchwycił Onet. Janusz Schwertner, dziennikarz portalu, zapowiada swój tekst na Twitterze: "To było upokarzające. Weszli do studia i dyskutowali o tym, jak to fatalnie funkcjonuje demokracja na Ukrainie. Dziennikarze, którzy nie widzieli problemu w tym, że z jakiegoś powodu chciano mnie ocenzurować, recenzowali stan demokracji innego kraju".

Tekst ukazuje się z dopiskiem „Tylko w Onecie”. Opublikowany o 16:15, czyli godzinę i 26 minut po artykule w Wirtualnych Mediach.

Z tego tekstu trudno wywnioskować, czy Babakowa wzięła udział w audycji, a początek sugeruje wręcz coś odwrotnego.

Warto tekst dokładnie przeanalizować, bo jest on źródłem kursującego potem fake newsa: Babakowej nie wpuszczono do studia.

Początek jest skonstruowany tak: „miała być wczoraj gościem”, „tuż przed wejściem na antenę dowiedziała się, że w „Trójce” jest już niemile widziana. I że jej wizyty nie życzył sobie zarząd Polskiego Radia”, czyli jak wywnioskowało wielu czytelników (widać to było później na Twitterze i innych mediach społecznościowych), nie wzięła udziału.

Czytamy dalej. Pojawia się cytat z Semki „No niech Pani zostanie”. Ale została czy nie? To się jednoznacznie nie wyjaśnia prawie do końca długiego jak na Onet tekstu. Są kolejne rozważania Babakowej: „chyba teraz lepiej rozumiem ofiary gwałtów i przemocy domowej, chociaż to ja jestem pokrzywdzona, ciągle myślę, co ja mogłam zrobić inaczej, a może jednak wyjść, a może coś powiedzieć na antenie, by pokazać, jakie sytuacji mają miejsce.”. No, ale wyszła czy nie, powiedziała coś na tej antenie czy nie?

I wreszcie w czwartym akapicie od końca w cytacie z internetowego oświadczenia Semki dowiadujemy się: „podjąłem decyzję o zaproszeniu jej do audycji”. Dowiadują się ci, co dotarli do tego fragmentu i czytali uważnie.

Tekst Schwertnera ma około 8000 znaków, 3/4 z tego to cytaty z wersji Babakowej - część z jej wpisu na Facebooku i część specjalnie dla Onetu, 1/4 to zacytowane oświadczenie Semki z mediów społecznościowych. Natomiast tym, których przedstawiono, jako tych, co "nie widzieli problemu w tym, że z jakiegoś powodu chciano [Babakową] ocenzurować", nie dano szansy na przedstawienie, jak naprawdę było. Nie zacytowano też wypowiedzi z Twittera czy portali branżowych.

Pod leadem są cztery podtytuły każdy oznaczony żółtą bombką. Trzy to wypowiedzi Babakowej.

1. "rozmawiali jak gdyby nigdy nic w mojej obecności” 

2. znany już Państwu cytat „weszli do studia i dyskutowali o tym, jak to fatalnie funkcjonuje demokracja na Ukrainie. Dziennikarze, którzy nie widzieli problemu w tym, że z jakiegoś powodu chciano mnie ocenzurować, recenzowali stan demokracji innego kraju” 

3. Propaganda mediów publicznych w Polsce jest porównywalna do tej w Rosji. Tylko mniej profesjonalna - puentuje z ubolewaniem dr Babakova”

W tekście Babakowa podkreśla jeszcze raz: „Goście przyglądają się sytuacji. Nikt nie zabiera głosu”. (litościwie nie podaje tym razem mojego nazwiska, nie podaje zresztą żadnego).

Ocenę staranności dziennikarskiej i warsztatu dziennikarza Onetu, pozostawiam państwu.

8 marca wieczorem, 9 marca rano

Na Twitterze wciąż królują wpisy, rozpowszechniane masowo: „dziennikarka, ukraińska, wyrzucona przed rozmową”. Ten konkretnie (z 9 marca 6:59) Marcina Bosackiego, niegdyś dziennikarza, do lipca 2016 ambasadora w Kanadzie, teraz opozycjonisty. 88 osób podaje go dalej, 534 lajkują.

Więcej polubień (1072) i retweetów (245) zaliczył Robert Pisarzowski (przedstawia się: polityka & kibic F1 & kolarz amator), który jeszcze 8 marca o 18:33 , zapewne pod wpływem Onetu, napisał: "Dziennikarka Olena Babakova miała skomentować wybory na Ukrainie w "Trójce", ale przed audycją dowiedziała się, że zarząd Polskiego Radia sobie tego nie życzy. (...) Tak wygląda Moskwa w Warszawie."

Podsumowanie

Jeszcze raz podkreślam: nie słyszałem przed programem rozmowy na temat Babakowej, którą ona cytuje, nie byłem świadkiem, jak ją upokarzano. W czasie programu nie było o tym mowy. Babakowa wzięła udział w dyskusji i nie dała po sobie nic poznać.

Początkowo nie chciałem publicznie przytaczać tego, co Państwo przeczytali, nie lubię się zajmować innymi dziennikarzami, ich komentarzami, bitwami medialnymi, od 28 lat jestem dziennikarzem od spraw zagranicznych. O tym, co się wydarzyło, poinformowałem tylko koleżanki i kolegów. Jednak żywotność przekazu Onetu, przekonała mnie, że należy zabrać głos publicznie. I nie chodzi już tylko o obronę mojego dobrego imienia, ale coś więcej.

Zakładam bowiem, że refleksja w świecie dziennikarzy jest możliwa. Jeśli nie będzie można ufać mediom, przynajmniej informacyjnym, to co nam pozostanie?

 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA