fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Europejczycy sami sprawdzą Maksy

AFP
Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego (ESA) nie zamierza iść na skróty w przywracaniu boeingów 737 Max do latania. Nic nie wskazuje więc, aby nastąpiło to szybko

Nawet kiedy amerykańska Federalna Agencja Lotnictwa (FAA) da Boeingowi i amerykańskim liniom lotniczym zielone światło do powrotu Maksów do latania, nie ma mowy, żeby automatycznie zrobiły to samo jej odpowiedniki w innych krajach. Europejska organizacja EASA, a także chińska i kanadyjska zapowiadają, że ich decyzje będą niezależne od decyzji FAA. A samo skontrolowanie zmian zaproponowanych przez Boeinga ma być bardzo rygorystyczne.

— Determinacja EASA ma ogromne znaczenie dla regulatorów chińskich i kanadyjskich, ponieważ europejska agencja jest postrzegana jako wiarygodna i niezależna — uważa Seith Sefman, analityk JP Morgan Chase cytowany przez agencję prasową Bloomberg.

W ostatnią środę 200 pilotów i instruktorów z linii lotniczych, które mają Maksy w swojej flocie spotkało się w Seattle. Nie było wśród nich przedstawicieli EASA, mimo że zostali na nie zaproszeni. Po spotkaniu przedstawiciele koncernu zapewniali, że było ono bardzo produktywne i że ściśle współpracują ze swoimi klientami i regulatorami ruchu lotniczego.

W tej sytuacji Boeing postanowił wysłać swoich przedstawicieli do EASA, by przedstawić jej planowane zmiany w oprogramowaniu swoich maszyn. Według informacji wysłanej przez rzecznika koncernu Paula Bergmanna, w ostatni piątek koncern wprowadzał ostatnie poprawki do ponownej certyfikacji maksów, a także zmian w systemie szkolenia pilotów. Wstępne propozycje wysłane zostały do FAA tydzień wcześniej.

Chińczycy, Kanadyjczycy i EASA już w dwa dni po katastrofie maszyny Ethiopian Airways uziemili boeingi 737 Max. Zrobili to wcześniej niż FAA. Teraz jest więc oczywiste, że nie będzie automatycznego przywracania maszyn do operacji „bo zrobili to już Amerykanie". Jednocześnie nie ma jeszcze oficjalnego potwierdzenia, że tragedie w Indonezji i w Etiopii spowodował uruchomiający się automatycznie system MCAS, obniżający dziób maszyny w czasie wznoszenia, i brak odpowiedniej reakcji pilotów. W tej sytuacji sama korekta systemu, nawet zaakceptowana przez regulatorów, nie wystarczy.

Piloci, którzy brali udział w prezentacji w Seattle i widzieli demonstracje przeprowadzone przez pilotów testowych Boeinga uważają, że zmiany poszły w dobrym kierunku. —Jestem gotów latać tym samolotem – mówił po środowym spotkaniu Roddy Guthrie, kapitan maszyn B737 w American Airlines. Przyznał jednocześnie, że ostatnie modyfikacje oprogramowania były niezbędne .

Nie wszyscy jednak byli takimi optymistami i chcieli na przykład wiedzieć jak zachowa się oprogramowanie, gdyby nastąpiło zderzenie z ptakami. — To była prezentacja na podstawowym poziomie, ale piloci z pewnością będą chcieli mieć bardziej dokładne informacje - uważa Dennis Tajer, rzecznik Zjednoczonego Stowarzyszenia Pilotów. Przyznaje również, że Boeing chętnie przyjmował wszystkie uwagi, jakie mieli piloci.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA