fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Wielka lekcja Czesława Miłosza

Paszporty Czesława Miłosza w archiwum Biblioteki Narodowej
materiały
15 lat temu zmarł autor „Zniewolonego umysłu", noblista, jedna z najważniejszej postaci kultury polskiej, nie tylko XX w.

Literacka Nagroda Nobla przyznana Miłoszowi w 1980 r., co zbiegło się z „karnawałem Solidarności", dla wielu Polaków była zaskoczeniem. Z powszechnej świadomości nazwisko poety było wymazywane przez cenzurę.

Lewicujący przed wojną intelektualista, po wojnie dyplomata, który uciekł z PRL, był autorem „Zniewolonego umysłu" o mechanizmie komunistycznego samozakłamania, antystalinowskiej powieści „Zdobycie władzy" i „Traktatu poetyckiego", gdzie napisał „Jest ONR-u spadkobiercą Partia".

Wyklęty za lewicowość i powojenne lata przez część londyńskiej emigracji, jako autor paryskiej „Kultury" był piewcą tolerancji I Rzeczypospolitej i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Krytykował nacjonalizm II RP, wadził się z polskim katolicyzmem i Bogiem. W końcu się z nim pojednał, a jego poezja stała się klasyczna w formie.

Ostatnie słowo

A jednak „Nasz Dziennik", organ ojca Rydzyka, napisał: „Opowiadał się za uczynieniem z Polski 17. republiki sowieckiej". Było to wypaczonym sensem dyskusji pomiędzy Miłoszem a Zbigniewem Herbertem podczas ich zakrapianej alkoholem kłótni w Berkeley. Po 1981 r. Herberta zmitologizowano jako symbol polskiej prawicy, skrywając jego liczne wstydliwe epizody, liberalno-lewicowy zaś Miłosz stał się przedmiotem ataków.

Bronił się na łamach „Rzeczpospolitej" oświadczeniem „Potęga smaku", odwołującym się do maksymy Herberta, który ponawiał ataki. O wizjach Polski Miłosza, Gombrowicza i Herberta mówi spektakl „Deprawator" Macieja Wojtyszki w stołecznym Polskim.

Pod koniec życia, jak pisała w książce „Miłosz w Krakowie" jego asystentka Agnieszka Kosińska, zmagając się z cierpieniem, mówił: „Nie po sposobie, w jaki człowiek mówi o Bogu, ale sposobie, w jaki mówi o rzeczach ziemskich, poznajemy najlepiej, czy jego dusza była w ogniu miłości do Boga". Napisał „Odę na 80. urodziny Jana Pawła II" i cieszył się z korespondencji z papieżem.

Ostatni kajet poety był zbiorem religijnych refleksji. Ostatnim słowem, jakie dopisał do wiersza, był tytuł „Dobroć".

Interwencja papieża

Zmarł 14 sierpnia dokładnie 24 lata po tym, jak Wałęsa pojawił się w Stoczni Gdańskiej. Nie mógł patrzeć na to, jak dawne solidarnościowe elity rozhuśtały emocje Polaków. A środowisko Radia Maryja protestowało przeciwko planom pochowania Miłosza w Krypcie Zasłużonych na Skałce.

O pochówku na Wawelu nie było nawet mowy, choć jak zapewniała Agnieszka Kosińska na łamach „Rz", poeta odszedł zaopatrzony sakramentami świętymi, pojednany z Bogiem i Kościołem.

A przecież przepustką na Wawel czy do Skałki powinna być bezprecedensowa twórczość noblisty, obejmująca cały wiek XX, osadzona w tysiącletniej tradycji Polski. Nikt tak jak Miłosz nie kontynuował tradycji Kochanowskiego i Mickiewicza, nikt jako tłumacz i wykładowca w Ameryce nie przyczynił się do popularyzacji polskiej poezji po II wojnie, przede wszystkim zaś Herberta.

Potrzebna była interwencja Jana Pawła II. Przysłał z Watykanu telegram: „O Tobie mówi moje serce: Szukaj Jego oblicza!/ Szukam, o Panie, Twojego oblicza (Ps 27, 8). Te słowa psalmu przychodzą mi na myśl, kiedy wspominam śp. Czesława Miłosza". Jan Paweł II zacytował w telegramie list od poety: „Proszę więc o słowa potwierdzające moje dążenie do wspólnego nam celu. Oby spełniła się obietnica Chrystusowa w dzień Zmartwychwstania Pańskiego". Dopiero 25 sierpnia odprawiono pogrzeb. W trumnie spoczęła ulubiona Biblia poety w przekładzie Jakuba Wujka.

– Miłosz jest stale wydawany, kilka lat temu „Zniewolony umysł" ukazał się w Chinach – mówi dyrektor Biblioteki Narodowej Tomasz Makowski. – Teraz Miłosza czyta się inaczej niż za jego życia: odkrywa się go na nowo. Właśnie do tego może się przyczynić archiwum zgromadzone w Bibliotece Narodowej, drugie co do wielkości na świecie, które zawiera nieznane i nieopracowane wcześniej pamiątki.

– Biblioteka Narodowa niedawno zakupiła od Antoniego Miłosza, starszego syna i spadkobiercy poety, archiwum rodzinne Czesława i Andrzeja Miłoszów oraz archiwum i bibliotekę noblisty z Kalifornii i Krakowa oraz depozyty wycofane z Beinecke Library Uniwersytetu Yale, gdzie Miłosz w 1987 r. sprzedał znaczną część archiwum – mówi Michał Szymański, opiekujący się w BN spuścizną Miłosza. – W większości to materiały z lat 1987–2004. Zasadniczym zrębem tego zbioru są notatniki Miłosza w 103 czarnych oprawach. Poddawane są procesom konserwatorskim.

103 kajety Miłosza, współpracującego przez lata z „Rz" i „Plusem Minusem", były prowadzone bardzo starannie. Lewa strona ma wyraźnie charakter roboczy, jest tam sporo z życia, cytatów, uwag i spostrzeżeń. Prawa zaś służy twórczości. Możemy prześledzić etapy tworzenia wierszy. Jeśli w procesie twórczym pojawiały się dłuższe „przestoje"", Miłosz ozdabiał stronę kwiatkami. Zdarzają się całe łączki kwiatów.

Czerwona kreska

W archiwum znajdują się też poematy, eseje, fragmenty książek, korespondencja z Gombrowiczem, Vincenzem, Mackiewiczem, Brodskim, Kołakowskim.

– Nasz noblista prowadził dokładną buchalterię swoich przychodów i wydatków – zauważa Michał Szymański. – Odnotowywał każda opłatę za taksówkę, zapisywał, kiedy i za ile spożywał lunch. Archiwum pełne jest czeków, paragonów, rachunków z restauracji. Są materiały dotyczące podróży, bilety lotnicze. Miłosz dokumentował też pracę wykładowcy. Szkicował zarys wykładów, przebieg egzaminów i charakterystyki studentów.

Michał Szymański zauważa, że duży zbiór dotyczy działalności publicznej i politycznej, ale autora „Rodzinnej Europy" uwierało „pasowanie na narodowego wieszcza". Nie odżegnywał się od wierszy „Który skrzywdziłeś" zacytowanego na gdańskim pomniku stoczniowców, „Campo di fiori" o Warszawie podczas powstania w getcie czy utworu poświęconego Lechowi Wałęsie, w którym porównywał go do Tadeusza Kościuszki. Tym niemniej chciał być postrzegany jako poeta intymny, liryczny.

Jak mówi dyrektor Tomasz Makowski, w kajetach Miłosza zwracają uwagę dwa wpisy: z 1980 r., gdy odkreślił przeszłość czerwoną kreską i napisał: „Tutaj nastąpiła Nagroda Nobla. Długa przerwa w pracy".

I ostatni wpis przed śmiercią, który z pewnością stanie się przedmiotem wielu wnikliwych badań: „Siedzieliśmy po uszy w palącej się smole, wywieszając ozory spragnione choć kropli wody". a

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA