fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

„Zew plemienia": Vargas Llosa przestrzega przed nacjonalizmem

Mario Vargas Llosa (ur. 1936), laureat literackiego Nobla w 2010 r.
shutterstock
Mario Vargas Llosa w swojej najnowszej książce „Zew plemienia" przestrzega przed nacjonalizmem i nawołuje do obrony wolności.

Peruwiański noblista z 2010 r., który dwie dekady wcześniej przegrał w wyborach prezydenckich z populistą Alberto Fujimorim, a w ostatniej powieści „Dzielnica występku" (2016) opisał jego dyktaturę – napisał pamiętnik swojej ideowej ewolucji. Fascynował się młodzieńczo rewolucją socjalistyczną, by poddać ją miażdżącej krytyce.

Od dawna intelektualny parnas Llosy tworzą liberałowie: Adam Smith, José Ortega y Gasset, Friedrich von Hayek, Karl Popper, Isaiah Berlin, Raymond Aron i Jean-François Revel. Im poświęcił kolejne rozdziały książki.

Szaman lub kacyk

Zaczyna jednak od premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher i prezydenta Ameryki Ronalda Reagana, którzy „przyczynili się znacząco do upadku i rozpadu ZSRR, największego wroga kultury demokratycznej". Portretuje swoich politycznych idoli w kontraście do Hitlera, Mussoliniego, Perona czy Fidela Castro, bo odwołali się do „plemiennego ducha". By zdefiniować to pojęcie zajawione w tytule książki, Llosa przywołuje Karla Poppera.

Chodzi o irracjonalizm prymitywnej istoty ludzkiej, gnieżdżący się w najtajniejszych zakamarkach umysłu wszystkich ludzi cywilizowanych, odwołujący do czasów, gdy człowiek był „nieodłączną cząstką wspólnoty, cząstką podporządkowaną wszechpotężnemu szamanowi albo kacykowi, którzy podejmowali za niego wszystkie decyzje". Na zew plemienny składa się nienawiść do Obcego, Innego, na którego można zrzucić odpowiedzialność za wszystkie nieszczęścia i katastrofy spadające na plemię. Llosa pisze o nacjonalizmie i fanatyzmie religijnym, które przyczyniły się największych rzezi w historii ludzkości. Ale za przejaw instynktów plemiennych uważa też piłkę nożną, występy The Beatles i The Rolling Stones!

Zdaniem pisarza wolność jako najwyższa wartość nie może być podzielna i fragmentaryczna. Przekonały o tym południowoamerykańskie reżimy, które deklarowały wolność gospodarczą, ale niszczyły wolności obywatelskie, lub szanowały wolności polityczne, niszcząc wolność gospodarczą.

Jednak noblista piętnuje też sekciarstwo liberałów. Dlatego przypomina postać Adama Smitha (1723–1790), uznawanego za ojca liberalizmu. Llosa podkreśla, że dziś Smith redukowany jest do bycia ekonomistą, który wylansował slogan „własność jest matką procesu cywilizacyjnego". Tymczasem autor „Teorii uczuć moralnych" uważał się za filozofa i moralistę, który tolerował stosownie do potrzeb używanie subwencji, gdyby ich brak miał przynieść więcej zła niż korzyści.

Uwielbiał teatr, zachwycał się „Fedrą" Racine'a, a jako pierwszy z liberałów piętnował „miłość własnego narodu", która „często skłania nas do patrzenia z najbardziej zjadliwą zazdrością na pomyślność i wzrost potęgi narodu sąsiedniego". Zjawisko to nazwał „godnym pogardy czynnikiem niechęci narodowej".

Immanuel Kant miał powiedzieć o Angliku: „Nie mamy nikogo, kto by się z nim równał, przykro mi z tego powodu wobec moich rodaków", a Hiszpanie też powinni wyrazić ubolewanie, bo książki Smitha trafiły na indeks Świętej Inkwizycji, której nie podobał się wychwalany przez Anglika kredyt, czyli pożyczanie na procent. Ale śladem Smitha, zwłaszcza jeśli chodzi o piętnowanie nacjonalizmu, szedł XX-wieczny Hiszpan Ortega y Gasset, autor „Buntu mas". Przestrzegał przed rozkwitem nacjonalizmu oraz „dehumanizacją" w dziedzinie sztuki i literatury. Również dziś warto wziąć pod uwagę, że masy nienawidzą nowej sztuki, ponieważ jej nie rozumieją w przeciwieństwie, na przykład, do romantycznej. Jej polski renesans po katastrofie smoleńskiej jest dobrym przykładem.

Powinno nas też zastanowić przypomnienie przez Llosę Friedricha Augusta von Hayeka. W „Drodze do zniewolenia" ostrzegał, że planowanie centralne w gospodarce nieuchronnie podkopuje fundamenty demokracji, zaś między komunizmem a nazizmem istnieje wspólny mianownik: kolektywizm.

Polskie pterodaktyle

Z tych samych względów Karl Popper sformułował teorię „społeczeństwa otwartego". Wiedeńczyk żydowskiego pochodzenia przeciwstawiał się zamkniętym społeczeństwom totalitaryzmu, będących marzeniem Adolfa Hitlera.

Także Raymond Aron zetknął się z barbarzyństwem hitleryzmu. Był świadkiem spalenia „zdeprawowanych" książek przed Uniwersytetem Humboldta w Berlinie, ale krytykował też lewicowych intelektualistów, którzy tolerowali, a nawet tłumaczyli, bestialstwa stalinizmu. Komunizm nazwał „opium intelektualistów".

Wzruszająca wręcz jest opowieść Llosy o Isaiahu Berlinie, który swoje umiłowanie wolności potwierdził podczas kilkunastogodzinnego spotkania z Anną Achmatową. Był 1945 r., świat cieszył się końcem wojny, Achmatowa, największą rosyjska poetka XX wieku, wiedziała że to iluzja. Już w 1925 r. popadła w niełaskę Stalina, który kazał rozstrzelić jej pierwszego męża, trzeciego pogrzebał żywcem w gułagu, a syna też tam wysłał. To Berlin stworzył pojęcia „wolności negatywnej" i „wolności pozytywnej". Pierwsze opisuje walkę o wolności obywatelskie z władzą, drugie oznacza mądre zdobycie władzy i odpowiedzialne jej sprawowanie.

Llosa nie jest optymistą. Przypomina tezy książki „Jak giną demokracje" Jeana-François Revela, który wieszczy, że jeśli w krajach liberalnych nie skończy się podkopywanie i deprecjonowanie wolności, wkrótce wrócimy do despotyzmu. Jako przykład podaje stosunek Zachodu do zdobyczy terytorialnych i politycznych Moskwy. Pyta: „Czy ktokolwiek w Waszyngtonie czy Londynie odważyłby się na początku lat 80. mówić o „wyzwoleniu" Polski, nie narażając się na zarzut, że jest pterodaktylem dążącym do wywołania wojny nuklearnej?".

Pełne pesymizmu są komentarze na marginesie książki Revela „Bezużyteczna wiedza". Llosa ostrzega, że światem znów rządzą politycy, których decyzje są dyktowane przesądem, namiętnością albo instynktem. Wolność jest zagrożona.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA