fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Poeta myśli powoli, internet temu nie służy

Durs Grünbein odebrał Międzynarodową Nagrodę im. Herberta podczas gali w Teatrze Polskim w Warszawie
Mat. Pras.
Laureatem Nagrody im. Herberta został Durs Grünbein, urodzony w NRD, który odpowiedzi na współczesne pytania szuka w klasyce.

Nagroda im. Herberta zdobyła już prestiż i rozgłos na świecie, głównie dzięki nazwisku patrona i randze pierwszych laureatów, ale nie bez znaczenia pozostają wartość finansowa (50 tys. dolarów) i opinia Polski jako kraju poetów.

Zburzone miasto

Durs Grünbein urodził się w 1962 r. w Dreźnie, które stało się częścią komunistycznych Niemiec symbolizującą zniszczenia wojenne, gdy przeszłość pozostawała żywą raną.

– W czasach mojej młodości wciąż było w Dreźnie wiele ruin – mówi poeta „Rzeczpospolitej”. – Pamiętam zwłaszcza Frauenkirche, niegdyś piękny zabytkowy kościół, obrócony w kupę gruzów. Ocalał jedynie pomnik Marcina Lutra na placu przed świątynią.

Dojrzewając, uświadomił sobie, że od historii nie może uciec, otaczała go zewsząd. Także za sprawą ludzi, których biografie były popękane nie mniej od budynków, a nieraz przekłamane lub pozacierane. Straumatyzowani klęską Niemcy zdecydowali się na nowy początek, dzięki któremu mieli zapomnieć o przeszłości, a co za tym idzie, wyzwolić z odpowiedzialności za wojnę. Przecież zrównywanie miast z ziemią, jak podkreśla Grünbein, nie zaczęło się od Drezna. Wcześniej były Guernica, Warszawa, Rotterdam, Coventry.

– Niektórzy wierzyli, że Drezno z racji swojej spuścizny nie zostanie zniszczone. A przecież od lat 30. to Niemcy udowadniali, że wojna rządzi się zupełnie inną logiką – tłumaczy.

Ojciec poety pojechał na studia do Berlina, gdy zaczęto wznosić mur oddzielający część wschodnią od zachodniej. Właśnie wtedy Grünbein przyszedł na świat. Rodzice do partii komunistycznej nie należeli, po 12 latach nazizmu podejrzliwie spoglądali na wszelkie ideologie.

Jego wzorem był Heiner Müller, który w swych dramatach czerpał z antyku. Dzięki niemu nauczył się patrzeć na takie postaci jak Edyp czy Orestes jak na uniwersalne figury, dzięki którym można opowiadać o współczesności.

Po studiach teatralnych pracował w teatrze jako dramaturg, równolegle stawiał pierwsze kroki literackie. Debiutował tomem „Poranki w szarej strefie” w 1988 r.

Polskie fascynacje

Zanim zaczął pochłaniać polską poezję, poznał polski teatr i kino.

– Spektakle Kantora i Grotowskiego były owiane legendą. Moi przyjaciele pielgrzymowali do Polski, by je zobaczyć – wspomina. Nim docenił twórczość Szymborskiej czy Zagajewskiego, podziwiał Gombrowicza, Iwaszkiewicza i Mrożka. Poetyckim ideałem stał się Zbigniew Herbert.

– Jego twórczość zaliczam do jednej z najważniejszych w drugiej połowie XX wieku. Herbert wciąż może być duchowym nauczycielem – tłumaczy. I choć nie poznał go osobiście, to dzięki lekturze zawsze miał poczucie, że Polak jest mu bliski. – Może spotkaliśmy się kiedyś w podróży na rynku jakiegoś włoskiego miasta, tylko że go nie rozpoznałem – dodaje Grünbein.

Gdy w ubiegłym tygodniu odbierał nagrodę, odczyt wygłosił w formie listu do patrona nagrody: „Dopóki myślę – istnieję. Ty także istniejesz, ponieważ przekazałeś nam swoje myśli”.

Na polski zostało przetłumaczonych niewiele jego dzieł: „Mizantrop na Capri. Historie. Wiersze” w przekładzie Andrzeja Kopackiego (2011) i eseje „Wulkan i wiersz” z 2010 r. w przekładzie Jakuba Ekiera.

Bywa określany mianem poety zjednoczonych Niemiec. Krytycy cenią erudycję Grünbeina i zręczność, z jaką potrafi przejść od starożytnego Rzymu do Szekspira, by potem zacytować Goethego i puentą wejść do XX wieku. „Pozostając blisko współczesnego życia, wchodzi w żywy kontakt ze sztuką i filozofią. Jego wiersze to dialogi z Seneką, Pascalem, Kartezjuszem” – uzasadnił werdykt przewodniczący jury, poeta Tomasz Różycki.

Wirus to nie temat

Poezja, jak mówi Niemiec, jest dla niego formą myślenia, wpływa na wszystko – od filozofii, przez religię, aż po naukę. Ale na pytanie o powinności poety nie ma gotowej odpowiedzi.

– Koronawirus nie jest dla mnie tematem, choć obserwuję z uwagą konsekwencje pandemii, jak wpływa na relacje międzyludzkie, miłość czy podróże nawet – mówi. Niepokoi go, że jako pierwsza ofiarą koronawirusa padła kultura. – Teraz widać priorytety naszej cywilizacji: gospodarka, sport, a na końcu kultura – dodaje ze smutnym uśmiechem.

– Pandemia przewrotnie zbliżyła nas też do starożytnego ideału: odciąć się od wszystkiego, tak żeby nic nam nie przeszkadzało – tłumaczy Grünbein. – Czytam w prasie, jak będziemy teraz opuszczać miasta i żyć na wsi, pracując zdalnie. Perspektywa wymarłych miast przeraża mnie. Nie przekonuje mnie Horacy, który narzekał na Rzym swoich czasów, że jest hałaśliwy i że nie da się w nim żyć. Kocham miejskie życie w teatrze i restauracjach.

Spytany o media społecznościowe, gdzie swoje profile aktywnie prowadzi wielu poetów, komentując rzeczywistość, nie wykazuje entuzjazmu. Obserwuje, co się tam dzieje, ale nie jest to dla niego kluczowa przestrzeń kontaktu z czytelnikami.

– Gdyby tak było, cały dzień byłbym zajęty odpowiadaniem na reakcje – mówi. A wszystko, jak podkreśla, wymaga odpowiedniego czasu i refleksji. – A ja na dodatek myślę bardzo powoli – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA