fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Instrument wolności

Fotorzepa, Jacek Cieślak
O książce „Gitara i inne demony młodości” opowiadał podczas spotkania autorskiego w Pałacu Rzeczpospolitej Bogusław Chrabota, naczelny „Rzeczpospolitej”, zaś jej fragmenty czytał Paweł Deląg.

Jako że w książce motywem przewodnim jest muzyka i marzenie o założeniu rockowego zespołu  - nie mogło się obyć bez koncertu.

Śpiewającemu z towarzyszeniem gitary akustycznej autorowi towarzyszył na gitarze elektrycznej Krzysztof Jaworski. W Sali Kariatyd zbudowali nową ścianę dźwięku w stylu Phila Spectora, a z tekstów wynikało jednoznacznie: muzyka jest wehikułem indywidualizmu i marzeń o wolności.

Doświadczenie uniwersalne

Na początku nie obyło się bez pytania, na ile „Gitara i inne demony młodości” to powieść autobiograficzna, bo rzecz oczywista przecież nie jest.

- Książkę zadedykowałem moim przedwcześnie zmarłym przyjaciołom: Stasiowi, Markowi i Tomkowi – mówił autor. – Wszystko zaczęło się w pewne sobotnie popołudnie, gdy zasiadłem, by napisać o jednym z nich, a skończyłem pisać, gdy było dobrze przed północą. Zorientowałem się wtedy, że mam prawie siedem rozdziałów i na wspomnieniu nie może się skończyć. Napisałem o pokoleniu, które urodziło się w latach 60-tych, dojrzewało w latach 70-tych, a w latach 80-tych zderzyło się z wielką polityką. Wtedy zaczęły nas wciągać tryby historii, ale też umacniała i łączyła muzyka oraz marzenie o tym, by grać, założyć zespół i zacząć muzyczną karierę. Myślę, że znamienne jest to, co powiedział o książce jeden z moich przyjaciół, który jeszcze przed premierą w trakcie lektury bombardował mnie komentarzami na gorąco. A mówił, że choć jesteśmy z różnych miast, to doświadczenia, które opisałem, są uniwersalne. Oczywiście, że wiele w tej książce autobiografii, ale też wiele rzeczy literacko podkoloryzowałem.

Bogusław Chrabota opisał paradoksalne doświadczenie chłopaka z Krakowa, z inteligenckiej rodziny, w którego domu wiele się czytało, a który na progu szkoły podstawowej po przeprowadzce - trafił do robotniczej dzielnicy, gdzie budowniczowie i pracownicy Nowej Huty kultywowali chłopskie zwyczaje z gminy Mogiła. Gdzie hodowla świnki w piwnicy socrealistycznego bloku nie była niczym nadzwyczajnym.

Będąc krakowskim okularnikiem, musiał odnaleźć się na nowohuckim podwórku i ta szkoła życia okazała się trudniejsza niż zaliczanie kolejnych klas. Ale też uczyła odporności i sprytu, co jest bezcenne w dorosłym życiu, którego uwerturę naznaczył stan wojenny.

Sardynki i Luwr

Ale zanim dorosłość na dobre się zaczęła, był jeszcze paradoksalny powrót do Krakowa, na studia. W orbitę Uniwersytetu Jagiellońskiego, Piwnicy Pod Baranami, „Tygodnika Powszechnego” oraz Kornela Filipowicza i przyszłej noblistki Wisławy Szymborskiej. Objawił się tamtym Krakowie zwolniony z więzienia Adam Michnik o wizerunku niemal gwiazdy rocka. I Ryszard Terlecki w aureoli wykładowcy podziemnego uniwersytetu w klasztorze Karmelitów na Piasku - obecnie z innej bajki dzisiejszy wicemarszałek. I Lesław Maleszka, który wówczas uchodził za bohatera bez skazy.



W Pałacu Rzeczpospolitej autor wspominał straceńcze strajki 1988 r. i decyzję o emigracji na Zachód w obliczu beznadziei, po tym jak jedna trzecia przyjaciół z liceum też wyjechała z Polski.

A także plecak pełen puszek z sardynkami, przywiezionymi z Portugalii do Paryża, gdzie oddawał się artystycznej uczcie. Bo sycąc oczy przez całe dnie arcydziełami w Luwrze - miał całodzienne menu ograniczone do dwóch bagietek.

Dorsz narodowy

Ci, którzy uważają, że rozdział Nowej Huty jest już zapisany do końca, bo wiele powiedział „Człowiek z marmuru” Andrzeja Wajdy - znajdą na kartach książki fragmenty poematu Adama Ważyka z czasu postalinowskiej odwilży: „Nie jedź, chłopcze, do Nowej Huty, bo po drodze będziesz otruty, niech ustrzeże cię plakat wężowy i w żołądki dorsza narodowy”.

A w czasach kiedy TVP pasie nasz patriotyzm „Hubalem” Bohdana Poręby z Ryszardem Filipskim - książka przypomina, że w Teatrze Ludowym był heroldem zbowidowskich gniotów w stylu „Nasza patetyczna”. Tymczasem w tramwajach trwał spektakl zgoła mniej optymistyczny. Z robotnikami w roli głównej: „Ich pobrużdżone wódką i papierosami szare twarze były jak maski z antycznych teatrów”.

Przez książkę przewija się jak symbol gitara Defil Carioca, rocznik 1973, przeboje Black Sabbath, styl gry Roberta Frippa z King Crimson, a gdy przyszedł stan wojenny - bardowski image Jacka Kaczmarskiego.

I najbardziej zaskakujący rekwizyt PRL. Guziki! Skąd guziki? Bo chłopaki w Nowej Hucie używały ich do ulicznych gier zamiast kapsli. I to też sprawiało, że Nowa Huta była inna niż cała PRL.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA