fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Resort trzyma lekarzy nad książkami - ministerstwo zdrowia nie chce odwołać ustnej części PES

Adobe Stock
Zamiast w środku pandemii być przy pacjentach, setki medyków uczą się do egzaminu ustnego. Prawo pozwala go odwołać, ale ministerstwo jest nieugięte.

Podczas gdy szefowie szpitali narzekają na braki kadrowe, a wojewodowie kompletują personel placówek tymczasowych, wysyłając powołania, resort zdrowia przetrzymuje w domach setki medyków przygotowujących się do ustnej części Państwowego Egzaminu Specjalizacyjnego (PES). Choć wiosną i jesienią 2020 r. ministerstwo zwolniło lekarzy z części ustnej, by mogli jak najszybciej wrócić do pracy, teraz nie chce zmienić zdania.

W maju przez cały kraj

Na egzamin wciąż czekają specjaliści chorób wewnętrznych, którzy część testową pisali jeszcze 26 marca. Wynik pozytywny uzyskało 370 osób, a wielu z nich termin części ustnej dostało na maj.

Czytaj też:

– A przecież interniści, obok anestezjologów, pulmonologów i lekarzy chorób zakaźnych, są teraz najbardziej potrzebni w szpitalach – mówi dr Michał Bulsa, przewodniczący Komisji Młodych Lekarzy Naczelnej Rady Lekarskiej, który od tygodni walczy o rezygnację z ustnej części PES. Nie może zrozumieć oporu ministerstwa: – Resort zdrowia pozostaje nieugięty pomimo przerażających liczb – dane za środę mówią o blisko tysiącu zgonów! Mamy szczyt trzeciej fali, mimo zaszczepienia lekarze także chorują, więc migracja tych osób jest nierozważna. A egzamin ustny odbywa się często na drugim krańcu Polski. Lekarz jedzie z Rzeszowa do Szczecina, by spotkać się z pięcioma członkami komisji egzaminacyjnej, którzy go odpytają. Dialog z Ministerstwem Zdrowia się zakończył, bo na każdy apel lekarzy odpowiada ono, że wszystko jest OK. Ja bym chciał, żeby minister zdrowia wyszedł i powiedział, że mamy blisko 1000 zgonów i prawie 80 proc. zajętych łóżek covidowych i respiratorów, ale wszystko jest OK – ironizuje dr Michał Bulsa, który z resortem wymienił w tej sprawie kilka pism.

W każdym wskazał podstawę prawną odwołania ustnej części egzaminu: art. 16rc ust. 3a ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, zgodnie z którym, jeżeli w okresie zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii przeprowadzenie egzaminu testowego lub ustnego PES nie będzie możliwe, można odstąpić od jednej z części z zachowaniem wyłącznie jednej z form egzaminu. Przepis pozwolił zrezygnować z ustnego PES na jesieni 2020 r., ale tym razem nie jest stosowany.

Resort zdrowia broni się, że egzaminy z maja zostały przesunięte na kwiecień, a podejmując decyzję o utrzymaniu ustnej części PES, kierował się opinią konsultantów krajowych odpowiedzialnych za jakość kształcenia przyszłych specjalistów.

A mogli zapobiegać

„Może gdyby lekarze przygotowujący się do ustnych PES wrócili do pracy, nie doszłoby do tych blisko 1000 zgonów" – napisali na Twitterze lekarze z Porozumienia Chirurgów „Skalpel". Na brak rezydentów przygotowujących się do ustnych narzekają też dyrektorzy szpitali.

– Braki były dostrzegalne w specjalizacjach najbardziej problematycznych, jak anestezjologia i intensywna terapia. Jako dyrekcja od dawna prosiliśmy profesorów i konsultantów wojewódzkich, by zrezygnowali z egzaminów, ale nie jest to wyłącznie w ich gestii – mówi dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie Marcin Jędrychowski.

Juliusz Krzyżanowski adwokat, praktyka Life Sciences, Baker McKenzie

Zgodnie z obowiązującą od 1 września 2020 r. nowelą ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, jeżeli w czasie epidemii przeprowadzenie części pisemnej lub ustnej PES nie będzie możliwe ze względu na bezpieczeństwo egzaminowanych, minister zdrowia może zdecydować o odstąpieniu od przeprowadzenia egzaminu testowego albo ustnego w danej sesji z zachowaniem wyłącznie jednej z form. Skoro jesienią ubiegłego roku minister zdrowia widział taką potrzebę i z tego uprawnienia skorzystał, odwołując egzamin ustny, to równie uzasadnionym byłoby analogiczne działanie teraz. Jest to odstępstwo stosowane w wyjątkowych sytuacjach, a polski system ochrony zdrowia z taką wyjątkową sytuacją w dalszym ciągu się mierzy. Zważywszy że skala osób hospitalizowanych jest zdecydowanie większa i ci lekarze naprawdę potrzebni są przy pacjentach.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA