fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Chiny nie zajmą miejsca Ameryki. Przez wirus z Wuhan

AFP
Kości zostały rzucone. Trump rozpoczął proces oddzielenia amerykańskiej gospodarki od Chin. Zainicjowana 40 lat temu strategia Nixona dobiegła końca.

Prezydent nie ma już nic do stracenia. Na pół roku przed wyborami gospodarka, która miała zapewnić mu reelekcję, leży na łopatkach: 30 mln bezrobotnych, blisko 5-proc. załamanie dochodu narodowego w pierwszym kwartale. I rosnąca przewaga Joe Bidena w sondażach.

Donald Trump, który na początku roku zawiesił konfrontację z Chinami, aby utrzymać hossę na Wall Street, postanowił więc pójść na całość. Liczy, że nacjonalistyczna gorączka jak w 2016 r., zmobilizuje jego elektorat. A przynajmniej, że przejdzie do historii jako pierwszy prezydent, który zaczął powstrzymywać chińskiego kolosa.

W Białym Domu szykowane są różne scenariusze „ukarania" Pekinu za ściągnięcie na świat pandemii. To będą zaporowe cła, dalsze ograniczenie eksportu nowych technologii, nakaz ściągnięcia produkcji przez amerykańskie koncerny.

Ale ta ofensywa dalece wykracza poza gospodarkę. Ton nadał już sekretarz stanu Mike Pompeo, twierdząc, że wirus zrodził się w państwowych laboratoriach w Wuhan, a nie był wynikiem przypadkowego przerzutu z nietoperzy na inne zwierzęta i ostatecznie człowieka. Świat ma jasno zrozumieć, kto okazał się sprawcą pandemii i stanąć przeciw nowemu wcieleniu „imperium zła".

Będzie to też rozgrywka na polu bezpieczeństwa. Trump wysłał okręty na Morze Południowochińskie, aby pokazać, że nie pozwoli Pekinowi na przejęcie kontroli nad tym kluczowym dla handlu akwenem. Zapowiedział, że nie podpisze nowego układu Start o rozbrojeniu nuklearnym z Rosją, jeśli do niego nie dołączą Chiny.

Ale to nie wirus sprowokował zmianę strategii USA. Jedynie ją przyspieszył. Xi Jinping i Donald Trump byli już na kolizyjnym kursie od blisko trzech lat. Zdobywając przewagę w takich kluczowych technologiach jak sztuczna inteligencja (AI) czy internet piątej generacji (5G), rozciągając poprzez takie projekty jak Jeden Pas i Jedna Droga macki na wszystkie kontynenty, a przede wszystkim budując największą (przy uwzględnieniu realnej mocy nabywczej) gospodarkę, autorytarny reżim stał się za groźny dla Waszyngtonu.

Następnym krokiem mogła się okazać rywalizacja wojskowa Chin z Ameryką, czerwona linia, na której przekroczenie żaden amerykański prezydent pozwolić sobie nie może. Dlatego zwrot, którego jesteśmy świadkami, nie zostanie porzucony w razie porażki wyborczej Trumpa. Biden już zresztą oskarżył obecnego prezydenta, że jest „zbyt słaby" wobec Chin.

Kto wygra tę rozgrywkę? Ameryka musi działać ostrożnie, bo wciąż zależy w przemożnym stopniu od importu z Chin antybiotyków, sprzętu medycznego, wszystkiego, co potrzebne w walce z pandemią. Wartego blisko 800 mld dolarów rocznie handlu nie da się z dnia na dzień wstrzymać bez katastrofalnych skutków dla gospodarki USA, która i bez tego z trudem będzie podnosić się z kolan.

Jednak Xi nie jest w lepszej sytuacji. PKB Hongkongu, który nie fałszuje tak liczb jak kontynentalne Chiny, załamał się w I kwartale o blisko 9 proc. To daje pojęcie o tym, co dzieje się w reszcie kraju. Partia Komunistyczna, której legitymizacja opiera się na systematycznej poprawie poziomu życia ludności, potrzebuje jak powietrza zagranicznych rynków zbytu.

Tymczasem, choć Trump skonfliktował w przeszłości sojuszników Ameryki, ci stają teraz po jego stronie. Premier Abe wezwał japońskie koncerny do ściągnięcia produkcji z Chin, premier Modi wprowadził bariery dla chińskich inwestycji w Indiach, prezydent Macron nie chce, aby strategiczne produkty były dłużej sprowadzane przez Francję z Chin. Świat zaczyna rozumieć, czym jest nadmierne uzależnienie od kraju, który w chwili katastrofy nie przestrzega zasad współpracy międzynarodowej.

Podczas gdy Ameryka zachowuje wybór partnerów z niskimi kosztami produkcji dla ulokowania inwestycji, Chinom pozostaje zasadniczo Rosja. Oba kraje mówią teraz o budowie nowych połączeń kolejowych, gazociągu, zwiększeniu dwustronnego handlu. Ale więcej w tym propagandy niż realnej treści. Rosja to nie Związek Radziecki Stalina, który mógł wydawać polecenia Pekinowi. Z dziewięciokrotnie mniejszą gospodarką od chińskiej, w tandemie z Xi Putin będzie skazany na rolę wasala. Dla niego lepsza już jest gra w szerszym gronie. Także z Trumpem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA