fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Uszczelnianie granic. Kwarantanna też dla pracujących tuż za granicą

Z Polski regularnie do pracy za granicę jeździ ponad 214 tys. osób, głównie do Niemiec
Odd ANDERSEN/AFP
Rząd zmienia decyzję. Na kwarantannę będą trafiali też pracujący tuż za granicą.

Od piątku tysiące polskich pracowników zatrudnionych w Niemczech i Czechach nie będzie mogło swobodnie przekraczać polskiej granicy. Każdy będzie musiał przejść dwutygodniową izolację, jak wszyscy, którzy powracają do kraju – rząd postanowił zaostrzyć przepisy w związku z pandemią, biorąc pod uwagę apel władz przygranicznych gmin i Straży Granicznej.

– Musimy działać adekwatnie do potrzeb, korygować własne decyzje – przyznał na konferencji Mariusz Kamiński, szef MSWiA.

Rząd wprowadza specjalne wyłączenia

O iluzorycznym kordonie sanitarnym na granicach wewnętrznych „Rzeczpospolita” napisała w środę. Ujawniliśmy szokujące dane Straży Granicznej, która od tygodnia kontroluje wszystkich wjeżdżających do Polski po tym, jak rząd wprowadził tymczasową kontrolę na granicy z Niemcami, Słowacją, Litwą i Czechami.

Teoretycznie każdy wjeżdżający musi trafić do izolacji – rząd wprowadził jednak kilka wyłączeń. To m.in. kierowcy TIR-ów, którzy rozwożą towary i żywność dla całej Europy, oraz polscy gastarbeiterzy pracujący „u sąsiadów”. W ich przypadku pogranicznicy mają obowiązek tylko zbadać temperaturę przy wjeździe i sprawdzić dokumenty. Dane z granic pokazały, że w efekcie na kwarantannę po przekroczeniu polskiej granicy trafiła tylko część.

W ciągu tygodnia od wprowadzenia czasowej kontroli na granicach wjechało blisko 380 tys. osób, z czego połowa, bo 165 tys., z Niemiec. Z tego zaledwie wobec ok. 48 tys. zarządzono kwarantannę.

Dane z południowej granicy są podobne – tu od połowy marca funkcjonariusze Śląskiego Oddziału Straży Granicznej skontrolowali łącznie 80,6 tys. osób wjeżdżających, z tego jedynie... 4,4 tys., czyli zaledwie 5 proc., objęła kwarantanna.

„Oblężenie” na granicach ma miejsce w piątek, gdy pracujący w sąsiednich krajach ściągają do domów. Jednak jak mówił nam Mariusz Olejniczak, burmistrz przygranicznych Słubic, status pracownika w firmie niemieckiej jest wykorzystywany do celów prywatnych, np. zakupów w Niemczech. Apel o całkowite zamknięcie granic wystosował także prezydent Świnoujścia Janusz Żmurkiewicz.

Groźne restrykcje

Rząd zrozumiał swój błąd i minister zdrowia wydał nowe rozporządzenie, w którym usunął zapis o tym, że „obowiązku kwarantanny nie stosuje się w przypadku przekraczania granicy Rzeczypospolitej Polskiej w ramach wykonywania czynności zawodowych”. Co to oznacza dla tysięcy polskich pracowników? Z danych ubiegłorocznych Eurostatu wynika, że z Polski regularnie do pracy za granicę jeździ ponad 214 tys. osób, głównie do Niemiec. W czeskich kopalniach, tuż za polską granicą, pracuje blisko 2 tys. polskich górników. Wielu z nich granicę pokonuje codziennie, część zjeżdża do domu na weekendy. Od piątku nie będzie to możliwe.

Każda osoba, która przekroczy granicę i zostanie skierowana na przymusową kwarantannę, może otrzymać, na swój wniosek od inspekcji sanitarnej zaświadczenie – taką możliwość zawarł minister zdrowia w nowym rozporządzeniu. Osoba taka jest zwolniona ze świadczenia pracy, otrzyma – jeśli pracuje legalnie i jest ubezpieczona – świadczenie, jakie przysługuje z tytułu choroby. Jak precyzuje ZUS – to „wynagrodzenie za czas choroby wypłacane przez pracodawcę na podstawie art. 92 kodeksu pracy lub zasiłek chorobowy”. W przypadku Polaków pracujących za granicą świadczenie takie wypłaci im ubezpieczyciel z Niemiec czy Czech.

Alternatywą może być wynajem mieszkania dla pracownika z Polski, tak by nie wracał do domu i nie trafiał do izolacji – takie propozycje rekomendują samorządowcy i pogranicznicy. Jak podkreśla burmistrz Olejniczak, po rozmowach z samorządowcami po niemieckiej stronie, m.in. Frankfurtu nad Odrą, gdzie pracuje wielu Polaków (m.in. kilkudziesięciu w miejscowym szpitalu), restrykcje mogą załamać rynek pracy w Niemczech.

– Wynajęcie lokum pozwoli zatrzymać pracownika i przetrzymać ten trudny czas – podkreśla burmistrz. Jednak jak zauważa, w Słubicach już widać wzrost liczby osób, które złożyły wnioski do urzędu pracy i pomocy społecznej. – Przed pandemią mieliśmy 2-proc. bezrobocie. Obawiam się, że wzrośnie ono do 10–15 proc. – mówi Mariusz Olejniczak.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA