fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Chiny: Z(a)ginęli dla prawdy?

YouTube
W Chinach koronawirus wciąż zbiera żniwo. O prawdziwym obliczu epidemii na mediach społecznościowych informują blogerzy, wśród z nich Chen Qiushi. Dziś mija dwadzieścia jeden dni, od kiedy zaginął w niejasnych okolicznościach.

Od połowy stycznia świat żyje epidemią koronawirusa (SARS-CoV-2). Sąsiadujące ze sobą Wuhan i Huanggang 23 stycznia zostały poddane kwarantannie, w Ezhou zamknięto dworzec kolejowy. Ostatnim pociągiem do Wuhan przyjeżdża Chen Qiushi, trzydziestoczteroletni prawnik i aktywista, który na chińskich portalach społecznościowych opisywał antyrządowe protesty w Hong Kongu. Za publikowane treści został zablokowany przez władze. Przebieg epidemii postanawia więc relacjonować na Twitterze i YouTubie, które w Chinach są nielegalne.

Chen Qiushi szybko zdobył popularność. Na Twitterze obserwuje go 292 tys. osób, na YouTubie ma ponad czterysta pięćdziesiąt tysięcy subskrypcji, a jego najbardziej popularny film wyświetlono ponad dwa miliony razy. Przebieg epidemii relacjonował wyposażony jedynie w gogle i maskę na twarz. Odwiedzał szpitale i filmował to, co widział. Opowiadał, że dla chorych brakuje łóżek, nie ma wystarczającej ilości lekarzy. Jedno z najbardziej poruszających nagrań pokazuje kobietę obejmującą zmarłego na wózku inwalidzkim mężczyznę. Niektóre komentarze nagrywa w swoim pokoju. „Boję się. Przede mną jest choroba, za mną rząd chiński i administracja. Ale dopóki żyję, będę mówił o tym, co widziałem i słyszałem. Nie boję się śmierci. Dlaczego powinienem bać się ciebie, Partio Komunistyczna?” – mówi do kamery ze łzami w oczach.

Kilka dni po opublikowaniu filmu, mężczyzna zniknął w niejasnych okolicznościach. W czwartek 6 lutego, Chen znów udał się do szpitala i od tamtej pory nie było z nim kontaktu. Matka blogera na Twitterze opublikowała film, w którym mówi, że jej syn zaginął. Otrzymała wtedy oświadczenie od władz, że Qiushi został poddany przymusowej kwarantannie. Internauci nie uwierzyli w te słowa. Na chińskim portalu Sina Weibo, pojawiły się komentarze, nawołujące do ujawnienia prawdziwych informacji. – Zabij mnie, a wyjdzie dziesięć tysięcy innych wersji mnie – te słowa, w których internauta odwołał się do wiersza z filmu Stephena Chowa, przytacza brytyjski dziennik „The Guardian”. Na Twitterze z kolei pojawił się film, pod którym zapoczątkowano hashtag „findQiushi”. Po dziesięciu godzinach od publikacji materiału, podano go dalej prawie dwa tysiące razy. Za aktywistą wstawił się między innymi chiński dziennikarz i rysownik bloga Rough Estimate. Na swoim Twitterze napisał: „Pamiętacie tych informujących o koronawirusie: pielęgniarkę z Wuhan, lekarzy krematorium, Fang Bina, Li Wenlianga, Chena Qiushiego, Gao Feiego. Poszli do więzienia lub umarli, aby powiedzieć światu prawdę, nie zapominajcie o nich. Są tysiące innych, o których nigdy się nie dowiemy”.

Pojawiły się również głosy, popierające władze chińskie. – Chodził po szpitalach w samej masce. Pewnie też zachorował. Nic dziwnego, że poddano go kwarantannie – napisał na Twitterze jeden z internautów. Na Twitterze Chena, kierowanym teraz przez jego przyjaciół, pojawił się wpis, wzywający do pomocy m.in. Donalda Trumpa, Mike’a Pence'a i organizacje walczące o poszanowanie praw człowieka. W ciągu niecałej godziny miał prawie dwieście udostępnień. Odpowiedzi nie było. W czwartek minęło dwadzieścia jeden dni od zaginięcia aktywisty. Internauci zauważają, że nawet jeśli Qiushi został rzeczywiście poddany przymusowej kwarantannie, to jej czas powinien minąć po czternastu dniach. Z mężczyzną nadal nie ma kontaktu, nawet telefonicznego.

To nie pierwszy raz, gdy w związku z epidemią koronawirusa, chińskie władze ograniczyły wolność słowa. W grudniu Li Wenliang, lekarz ze szpitala w Wuhan, opublikował informację o wykrytej u kilku pacjentów chorobie „podobnej do SARS”. Władze aresztowały go pod zarzutem szerzenia plotek. Lekarz jest jedną z ofiar wirusa, zmarł 7 lutego. Dwa dni później, miało dojść do aresztowana Fanga Bina, biznesmena z Wuhan, który kręcił filmy w szpitalach miejskich. Według RTHK – stacji radiowej i telewizyjnej z Hong Kongu, na jednym z nich miał pokazać kartkę z napisem „oddajcie władzę narodowi”.

Chiny są krajem, w którym faktyczną władzę pełni jedna frakcja – Komunistyczna Partia Chin. Od wielu lat ogranicza ona swobody obywatelskie i wolność słowa, toteż Państwo Środka znajduje się na 177. miejscu w rankingu wolności prasy Reporterów Bez Granic."

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA