- Tematu denuklearyzacji nie ma już na stole negocjacyjnym, długie rozmowy ze Stanami Zjednoczonymi nie są potrzebne - oświadczył przed tygodniem ambasador Korei Północnej przy ONZ Kim Song.

W ostatnim czasie państwo Kim Dzong Una wznowiło testy rakietowe. Północnokoreański przywódca ostrzegał, że jeżeli do końca roku Stany Zjednoczone nie przełamią impasu w negocjacjach z Pjongjangiem, Korea Północna może wkroczyć na "nową ścieżkę". Słowa te mogą oznaczać możliwość powrotu do zawieszonych w 2017 r. testów pocisków balistycznych dalekiego zasięgu.

Korea Północna uzależnia powrót do rozmów o denuklearyzacji od znaczącego złagodzenia nałożonych na nią sankcji. Prezydent USA Donald Trump zapowiadał, że nie zniesie sankcji, dopóki Korea Północna całkowicie nie porzuci swego programu atomowego.

Wiceszef północnokoreańskiego MSZ, Ri Thae Song oświadczył na początku grudnia, że to od Stanów Zjednoczonych zależy, jaki prezent na święta Bożego Narodzenia wybiorą.

Stephen Biegun, specjalny wysłannik USA do Korei Północnej, ocenił deklaracje strony północnokoreańskiej jako "wrogie, negatywne i tak bardzo niepotrzebne". Podkreślił, że Stany Zjednoczone mają wyznaczony cel, a nie ostateczny termin osiągnięcia go.

Biegun wezwał Pjongjang do wznowienia rozmów z Waszyngtonem. - Czas wykonać naszą pracę. Załatwmy to. Jesteśmy tu, wiecie, jak się z nami skontaktować - stwierdził.

Od czerwca 2018 r. Donald Trump i Kim Dzong Un spotkali się trzy razy. Rozmowy nie doprowadziły do realnego przełomu.